Serial "Stranger Things: Opowieści z '85" – który został zbombardowany "jedynkami" jeszcze przed premierą – cofa nas do momentu pomiędzy 2. a 3. sezonem, czyli do okresu po zamknięciu bramy do Drugiej Strony przez Eleven, ale jeszcze przed otwarciem centrum handlowego Starcourt i całym rosyjskim wątkiem. To teoretycznie "spokojniejszy" czas w Hawkins i właśnie w tej luce twórcy postanowili umieścić zupełnie nową przygodę.
"Zimą 1985 roku śnieżna kołderka okrywa miasteczko, a wspomnienia o koszmarach Drugiej Strony powoli zaczynają blednąć. Nasi bohaterowie cieszą się spokojnymi dniami wypełnionym partyjkami D&D, bitwami na śnieżki i słodkim lenistwem. Pod powierzchnią lodu budzi się jednak coś strasznego. Czy nowe zagrożenie pochodzi z Drugiej Strony? A może z laboratorium w Hawkins?" – opisuje Netflix 10-odcinkową animację.
Wracają wszyscy – oprócz Robin, której bohaterowie jeszcze nie poznali – Jedenastka, Mike, Will, Dustin, Lucas i Max, a także Steve, Jonathan, Nancy, szeryf Jim Hopper i Joyce Byers (niestety w dubbingu nie usłyszymy żadnego aktora z głównej obsady). Pojawi się też nowa bohaterka Nikki i całkiem nowe potwory.
Pytanie brzmi: skoro to wszystko naprawdę się wydarzyło, to… dlaczego nikt nigdy nie wspomina o wydarzeniach z "Opowieści z '85" w kolejnych sezonach "Stranger Things"? Już wyjaśniamy, o co w tym wszystkim chodzi.
Czy "Stranger Things: Opowieści z '85" są w kanonie "Stranger Things"?
Showrunner Eric Robles podkreśla, iż "Opowieści z '85" szanują kanon "Stranger Things". Co to adekwatnie znaczy w praktyce? Że spin-off w ogóle nie zmienia wydarzeń z głównego serialu.
Dodaje jednak coś "pomiędzy". Robler opisuje animację jako historię osadzoną w czymś w rodzaju "zamrożonego czasu". To sprytne podejście, bo oznacza, iż wydarzenia są częścią uniwersum, ale nie mają żadnego wpływu na główną fabułę. Najprościej myśleć więc o animowanym "Stranger Things" jak o brakującym rozdziale książki, który nie był niezbędny do zrozumienia fabuły, ale rozszerza świat przedstawiony. Ot, dodatkowa przygoda bez zobowiązań i extra content.
Ale dlaczego nie ma po niej śladu w kolejnych sezonach "Stranger Things" braci Dufferów (którzy są producentami wykonawczymi "Opowieści z '85")? Robles ma na to odpowiedź – bohaterowie mieli później "ważniejsze rzeczy na głowie". I w sumie... trudno się z tym kłócić. W 3. sezonie nasza ekipa walczy z Łupieżcą Umysłów w fizycznej formie, w 4. pojawia się Vecna, a finał to już pełnoskalowa wojna o Hawkins. Na tym tle jedna zimowa przygoda może faktycznie zniknąć w odmętach pamięci.
Dalsza część artykułu poniżej.
Czy animowany spin-off "Stranger Things" jest więc potrzebny? Nie – jeżeli patrzymy na główną historię. Tak – jeżeli jesteśmy fanami uniwersum stworzonego przez Matta Duffera i Rossa Duffera. "Opowieści z '85" najlepiej działają jako rozszerzenie klimatu i relacji między bohaterami. To okazja, by wrócić do "pierwotnej epoki" "Stranger Things" – dzieciaki na rowerach, partyjka D&D w piwnicy, niesamowita tajemnica, demogorgony – zanim wszystko zrobiło się mroczniejsze, bardziej brutalne i zdecydowanie poważniejsze.
Jak oglądać "Stranger Things: Opowieści z '85"?
Najlepiej traktować "Opowieści z '85" jako bonus. Animację można:
wpasować chronologicznie między 2. a 3. sezon "Stranger Things",
obejrzeć po finale "Stranger Things" (albo w dowolnym momencie) jako osobną historię,
potraktować jako "co by było, gdyby" w ramach oficjalnego kanonu.
Czyli wszystko zależy od widza. Nie trzeba się obawiać, iż "Stranger Things: Opowieści z '85" wywrócą do góry nogami naszą wiedzę o uniwersum, bo po prostu tego nie robią. To historia "obok", a nie taka, która zmienia zasady gry. Zupełnie inaczej niż w przypadku sztuki "Harry Potter i przeklęte dziecko", która wprowadziła sporo kontrowersyjnych zmian do świata czarodziejów, w tym... dziecko Lorda Voldemorta i Bellatrix Lestrange. Choć J.K. Rowling uznała ją za kanon i "ósmą część" "Harry'ego Pottera", wielu fanów zwyczajnie ją odrzuca i traktuje jako fan-fiction.
Na tym tle "Opowieści z '85" wypadają znacznie bezpieczniej: niczego nie zmieniają niczego nie komplikują. Możesz je włączyć do swojej wizji świata "Stranger Things", ale wcale nie musisz.
















