Spider-Noir – recenzja serialu. Na takiego pająka czekałem

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Nowy Jork, rok 1933. Miasto męczą przestępczość zorganizowana, prohibicja i wciąż żywe w pamięci mieszkańców wspomnienia wojny. Rzeczywistość jest smutna, szara i przygnębiająca, a ludzie próbują po prostu przetrwać kolejny dzień. Wśród nich znajduje się również Ben Reilly, prywatny detektyw prowadzący niezbyt dobrze prosperującą agencję. Mężczyzna walczy z traumą po wojennych przeżyciach i utracie ukochanej. Do tego skrywa pewien wielki sekret.

Wybaczcie taki poetycki wstęp, ale udzielił mi się klimat, który wręcz wylewa się z tej produkcji. Spider-Noir to kwintesencja klasycznego kina detektywistycznego. Ulice, samochody i ludzie wyglądają jak żywcem wyjęci z okresu międzywojennego. To wrażenie można dodatkowo wzmocnić, oglądając serial w wersji czarno-białej. Amazon udostępnił produkcję zarówno w kolorze, jak i w wersji monochromatycznej. Ja zdecydowałem się na tę drugą opcję, aby jeszcze lepiej wczuć się w klimat. Sam fakt pozostawienia widzowi wyboru zasługuje jednak na pochwałę.

Zobacz również: Cztery pory roku – recenzja 2. sezonu. Odkrywanie relacji na nowo

Jeśli chodzi o fabułę, serial jest pełnokrwistym kryminałem, szczególnie w pierwszych odcinkach. Ben dawniej chronił Nowy Jork jako Spider-Man, choć warto zaznaczyć, iż ten pseudonim nigdy nie pada w samym serialu. Bohater funkcjonuje po prostu jako Spider. Po nagłej śmierci swojej dziewczyny, Ruby, pięć lat przed wydarzeniami przedstawionymi w serialu, odwiesza kostium do szafy i skupia się na zwykłym życiu. Pewne wydarzenia zmuszają go jednak do powrotu z bohaterskiej emerytury.

Ukazanie realiów tamtych czasów wypadło znakomicie. Twórcy poruszają poważne tematy, takie jak prohibicja, związana z nią przestępczość czy wszechobecna korupcja. Pojawia się również problem segregacji rasowej oraz marginalizowania roli kobiet w społeczeństwie. Wszystkie te kwestie przedstawiono jednak z dużym wyczuciem i bez nachalności. Dzięki temu stanowią naturalny element opowieści, a jednocześnie niosą wartościowy przekaz.

Aktorsko serial również prezentuje wysoki poziom. Nicolas Cage, który wciela się w główną rolę, miał już wcześniej okazję zagrać Spider-Mana Noir, użyczając głosu tej postaci w filmie Spider-Man: Into the Spider-Verse. Szczerze mówiąc, początkowo nie byłem przekonany do jego angażu w wersji aktorskiej. Ostatecznie aktor udowodnił jednak, iż świetnie odnajduje się w tej roli.

Zobacz również: Outlander – recenzja 8. sezonu

Cage bardzo dobrze oddaje zmęczonego życiem bohatera, który mimo wszystkich swoich problemów przez cały czas chce pomagać innym, choć sam przed sobą nie zawsze chce się do tego przyznać. Zachowano również charakterystyczne dla Spider-Mana poczucie humoru, tyle iż podane w bardziej melancholijnej formie. To kolejny element idealnie wpisujący się w klimat produkcji.

Zobacz również: Kasztanowy ludzik – recenzja 2. sezonu. Zaskoczenie i rozczarowanie

Nie tylko główny bohater zasługuje jednak na pochwałę. Karen Rodríguez świetnie wcieliła się w Jane, recepcjonistkę pracującą w agencji Bena Reilly’ego. Jest kąśliwa, sarkastyczna, ale jednocześnie bardzo sympatyczna. Jej obecność dodaje wielu scenom naturalności. Po drugiej stronie barykady równie dobrze wypada Brendan Gleeson jako Silvermane. Aktor bardzo przekonująco odgrywa bezwzględnego szefa organizacji przestępczej. Pozostała część obsady również trzyma wysoki poziom. Szczerze mówiąc, nie było tu ani jednej postaci, której obecność by mi przeszkadzała.

Pomimo kategorii wiekowej 13+ serial nie boi się poruszać dojrzałych tematów. O części z nich wspomniałem już wcześniej, ale to nie wszystko. Na ekranie regularnie pojawia się broń palna, a śmierć niektórych bohaterów jest pokazywana w sposób wystarczająco sugestywny, by budować napięcie. Nie ma tu jednak przesadnej brutalności. Zdarzają się też sceny, które spokojnie mogłyby znaleźć się w horrorze. Twórcy bardzo umiejętnie balansują jednak na granicy kategorii wiekowej i nigdy jej nie przekraczają. Zarówno młodsi, jak i starsi widzowie poczują, iż potraktowano ich poważnie.

Jedynym problemem, jaki miałem z tym serialem, jest stosunkowo niewielka ilość typowo superbohaterskiej akcji. Twórcy tak mocno skupili się na śledztwach, intrygach i rozwoju postaci, iż momentami brakowało mi klasycznych starć charakterystycznych dla opowieści o Spider-Manie. Na szczęście dwa ostatnie odcinki wynagrodziły mi to z nawiązką, nie tracąc przy tym mrocznego, detektywistycznego klimatu.

Biorąc pod uwagę wszystko, co napisałem powyżej, Spider-Noir jest moim zdaniem najlepszym serialem superbohaterskim tego roku. Świetnie oddaje realia epoki, nie boi się trudnych tematów i oferuje bardzo dobrze napisanych bohaterów. Historia wciąga, postacie angażują, a ja nie zauważyłem żadnych poważnych dziur fabularnych. Serdecznie polecam. choćby jeżeli nie przepadasz za peleryniarzami, ten tytuł wciąż broni się jako po prostu dobry kryminał.


Fot. główna i grafiki użyte w tekście. Materiały promocyjne ( Amazon Prime )

Idź do oryginalnego materiału