Dania od lat dostarcza światu metal na najwyższym poziomie. To właśnie stamtąd wywodzą się Mercyful Fate, King Diamond czy Artillery, a dziś do tego grona aspiruje młoda formacja Speedslut. Debiutancki album „Cimbrian Rites” pokazuje, iż kwartet doskonale odrobił lekcję z klasycznego speed metalu, thrashu i pierwszej fali black metalu. Zamiast gonić za nowoczesnymi trendami, Duńczycy stawiają na brud, szybkość i bezkompromisową energię.
Speedslut to prawdziwy powiew świeżości na duńskiej scenie metalowej. Wszystko wskazuje na to, iż rodzi się nowa gwiazda, która ma potencjał, by zaistnieć daleko poza granicami swojego kraju. Zespół działa zaledwie od trzech lat, a już 26 czerwca wydał swój debiutancki album „Cimbrian Rites”. To jedna z najmilszych niespodzianek 2026 roku. Muzycy grają z taką swobodą i pewnością siebie, jakby byli obecni na scenie od dekad. Zapnijcie pasy – czeka nas jazda bez trzymanki.
Już sama okładka przywodzi na myśl klasyczne blackmetalowe wydawnictwa. Na szczęście zawartość albumu to przede wszystkim wybuchowa mieszanka heavy, speed i thrash metalu. Największym atutem płyty są kapitalne riffy. Gitary tną niczym piła mechaniczna, a solówki pozostają melodyjne, nie tracąc przy tym swojej dzikiej natury. Sekcja rytmiczna ani przez moment nie zwalnia tempa, dzięki czemu „Cimbrian Rites” słucha się z wypiekami na twarzy.
Produkcja zachowała odpowiednią dawkę surowości, ale jednocześnie jest na tyle przejrzysta, by wydobyć wszystkie smaczki ukryte w kompozycjach. Trudno nie podziwiać energii, drapieżności i naturalności, jakie emanują z tego materiału. Album brzmi tak, jakby powstał w połowie lat osiemdziesiątych. Gitarowy duet Klitte/Dikinis nie bawi się w eksperymenty ani ślepe podążanie za trendami. Zamiast tego stawia na agresję, szybkość i czystą euforia grania. Każdy riff i każda solówka stanowią prawdziwą ucztę dla fanów klasycznego metalu.
Na uwagę zasługuje również wokal Frederika Klitte, który idealnie wpisuje się w stylistykę zespołu. Jest szorstki, zadziorny i pełen punkowej bezczelności, dzięki czemu znakomicie współgra z bezlitosnym instrumentarium. Całość emanuje autentycznością i sprawia wrażenie, jakby została nagrana w złotej erze metalu. Uwielbiam taki typ wokalu – pełen agresji, charyzmy i drapieżności. Momentami przywodzi na myśl pierwsze albumy Slayera czy Kreatora. Frederik sieje spustoszenie i nie bierze jeńców.
Już od pierwszych sekund „Pestridden Stallions” wiadomo, iż nie będzie miejsca na wytchnienie. Zespół atakuje ostrymi riffami, piekielnym tempem i surowym brzmieniem, które przywodzi na myśl dokonania Motörhead, wczesnego Bathory, Exciter czy pierwszych płyt Sodom. Nie chodzi jednak o bezrefleksyjne kopiowanie legend. Speedslut wykorzystuje klasyczne inspiracje, nadając im własny, agresywny charakter. To mocne otwarcie, które stanowi doskonałą zapowiedź tego, co czeka słuchacza w dalszej części albumu.
Zespół nie zwalnia ani na moment. Drugi w kolejności „Asbestos Born Wrath” to prawdziwy killer – przebojowy, melodyjny i niezwykle energetyczny. Świetne balansowanie pomiędzy speed i thrash metalem odnajdziemy również w „Dark Night Riders”. Duńczycy konsekwentnie trzymają się obranej stylistyki, nie tracąc przy tym świeżości i entuzjazmu.
Fanom Motörhead szczególnie powinien przypaść do gustu „Into the Grave”. Szybkie tempo, klasyczny riff i motoryka rodem z najlepszych albumów Lemmy'ego i spółki sprawiają, iż jest to kolejny mocny punkt programu. Emocje nie opadają również przy „No One Escapes Death”, który ponownie przemyca liczne thrashmetalowe patenty. Zespół gra z pasją i imponującą pewnością siebie. Z kolei „Stench of Evil” oferuje nieco cięższy i bardziej mroczny klimat, pokazując, iż muzycy potrafią budować napięcie również w wolniejszych fragmentach.
Końcówka albumu nie zawodzi. „Armageddon” i „Whores of Speed” to prawdziwe hymny dla miłośników undergroundowego metalu – pełne chwytliwych refrenów, nieokiełznanej energii i oldschoolowego ducha. Tytułowy „Cimbrian Rites” stanowi znakomite zwieńczenie całości. To najbardziej rozbudowany i epicki utwór na płycie, który pokazuje, iż Speedslut potrafi wyjść poza prosty schemat grania na pełnych obrotach, gdzie liczy się wyłącznie prędkość.
„Cimbrian Rites” nie próbuje odkrywać speed metalu na nowo. To szczery hołd dla złotej ery gatunku, w którym najważniejsze są znakomite riffy, energia i bezkompromisowe podejście do muzyki. Miłośnicy nowoczesnego grania mogą narzekać na brak innowacyjności, ale fani Hellripper, Venom, Motörhead czy klasycznego Exciter z pewnością znajdą tutaj wszystko, czego oczekują od rasowego speed metalu.
To jeden z tych debiutów, które przypominają, iż duch starej szkoły ma się znakomicie. Speedslut zaliczył fenomenalny start i z ogromnym zainteresowaniem będę śledził dalsze losy zespołu. „Cimbrian Rites” to prawdziwa perełka, która zasługuje na uwagę każdego fana klasycznego metalu.
Ocena: 9,5/10











