Masz ochotę pobyć sam? Masz dość ludzi? Idź na film „Śnieżka”, pustki na sali i samotność gwarantowane.
Na początek żart: Disney zrobił dobry aktorski remake swojej klasycznej animacji. Koniec żartu. Nowa „Śnieżka”, jeżeli byłaby żartem, to przypominałaby dowcip opowiedziany na stypie. A niestety stypa trwa i ktoś ten dowcip postanowił z siebie wydusić Disney, na którym się wychowywaliśmy, który nas kształtował, sam kładzie się do grobu i kolejnymi remake’ami wbija gwoździe do trumny. Po tym jak „Małą Syrenkę” hejt posłał na dno i utonęła w morzu krytyki, Disney nie wyciągnął wniosków. Idzie w zaparte i serwuje nam nową „Śnieżkę”. Zarzynanie legendy weszło w ostateczną fazę?
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na
Facebooka i
Rachel Zegler to anty-Śnieżka. To jak torpedowała „Śnieżkę” prawdopodobnie trafi do podręczników do marketingu. Antyreklama prima sort. Jak sama gwiazdeczka twierdzi, jest narcyzem i porównała się do dzieła sztuki z Luwru. Skoro Disney to filmy o miłości, a więc Śnieżka/Zegler kocha… siebie z wzajemnością! Napawa się sobą i swoim talentem. Pod maską disneyowskiej Śnieżki nie jest w stanie ukryć arogancji i dufności. Poza tym, serwuje festiwal dziwnych min, głównie z wysuniętą szczęką i zaciśniętymi zębami. I do tego intensywnie gra nosem, przyjrzyjcie się.
Widać, iż Zegler energia rozpiera. Najchętniej pozbyłaby się fatałaszków księżniczki i wskoczyła w spodnie. Chce jej się postrzelać, kopnąć jakiegoś faceta w czułe miejsce i ogólnie zrobić rozpierduchę w imię jakiejś rewolucji. Jak na razie udało jej się jedynie zdemolować film „Śnieżka”.

Fabuła „Śnieżki” względem oryginału oczywiście musiała ulec zmianie. Śnieżka żyje sobie w radosnym królestwie, a raczej w sielskiej komunie. Władzę przejmuje jednak Zła Królowa (Gal Gadot), która czyni z Królestwa mroczne imperium (podobno, bo słyszymy o tym tylko wzmianki). Zazdrosna o urodę Śnieżki, zleca jej likwidację. Dziewczyna ucieka przez mroczny las, w którym tolkienowska Sheloba czułaby się jak w domu. Trafia do domu krasnoludków, a adekwatnie dysfunkcyjnej rodziny górniczej, gdzie wybitnie nie przestrzega się BHP pracy. I gdy tylko poczuje miętę do faceta i wyjdzie ze śpiączki po zatruciu jabłkiem, ruszy wyzwalać królestwo spod władzy królowej dzierżącej berło. Hmm, kształt tego berła sugeruje, iż królowa chyba długo była samotna…
Oczywiście księcia w „Śnieżce” nie ma. Nie te czasy. Jest za to herszt bandytów-buntowników. Sowizdrzał kradnie królowej ziemniaki, by nakarmić biednych. Słabo mu jednak idzie i Śnieżka ciągle musi go ratować. Co gorsza, jego twarz momentami wygląda jak wygenerowana w CGI. Jako postać jej do bólu nijaki. To tylko manekin w rękach reżysera, który ma wykonać określone czynności.

Piękna historia Disneya stała się po prostu brzydkim filmem. Bez magii i lekkości, nudnym i sztucznym aż oczy bolą. Wygląda jak wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Zaczarowany las przekracza racjonalną zawartość cukru w cukrze – z pociesznymi zajączkami i jeżykiem fikuśnie przewracającym się na plecki. Przed seansem powinno być wyświetlane ostrzeżenie dla diabetyków! Natomiast gorzko robi się, gdy pojawiają się krasnale. Przypominają grupę meneli z komunikacji miejskiej.

Dla kogo jest nowa „Śnieżka”? To pytanie w ogóle nie powinno paść. Przecież kultowe animacje Disneya to produkcje uniwersalne. Chwytają za serce dzieci i dorosłych. Tymczasem nowa „Śnieżka” jest dla nikogo. Ani dzieci ani dorośli nie są tak naiwni, by się nabrać na to co Disney próbuje im wcisnąć. Tak – WCISNĄĆ! Oczywiście, iż takie historie powinny być proste, ale w „Śnieżce” stosowana jest łopatologia dla idiotów. Poza tym, logika nie może wsadzać kija w szprychy opowieści. Przykładowo, jeden z bohaterów zostaje postrzelony z kuszy i prawie umiera. I co z tego? Nagle wstaje i jeszcze z plamą krwi tańczy i śpiewa o miłości.

Jedna rzecz w „Śnieżce” połączy wszystkie pokolenia… aktorstwo Gal Gadot! Wszyscy, i mali i duzi, zgodnie poczują ciarki żenady. Drewno takie, iż na deski można rżnąć. Poza tym, coś jest nie tak, gdy zła królowa urodziwsza jest od Śnieżki. Dzieci tej wiedźmy się nie przerażą. A dorośli? Nie oszukujmy się, im człowiek starszy tym chętniej wybiera złe królowe.

„Śnieżka” to film Disneya, który na siłę próbuje być disneyowski i wpasować się w szablon. Topornie wprowadza elementy obowiązkowe dla produkcji Disneya. Ktoś „na górze” wykalkulował, iż to bawi, tamto przeraża, a to wzrusza. I prawdopodobnie liczył, iż bezrefleksyjnie to pochłoniemy, bo to przecież Disney. Powstał film na zasadzie „dobra, i tak to łykną”. Tym bardziej cieszy Oscar „Flow”, filmu o kocie, który powstał za psi grosz, a w naturalny sposób mówi (choć bez słów) o wartościach i uczuciach. To właśnie „Flow”, zrobiony w darmowym programie komputerowym, okazał się wielkim kinem. A „Śnieżka” za prawie 300 baniek okazała się przeciętnym produktem (słowo „produkt” użyte celowo).
Więcej kultury? Pan Od Kultury zaprasza na
Facebooka i