Agata Christie zapisała się w historii kryminału. / Źródło: https://snl.no/Agatha_Christie„Klasyka, to to, co wszyscy chcieliby przeczytać i czego nikt nie czyta” tak brzmi jeden z wielu słynnych cytatów Marka Twaina. Agatha Christie na listach najlepiej sprzedających się autorów w historii ustępuje tylko swojemu rodakowi Williamowi Szekspirowi. 50 lat od śmierci i 136 od narodzin Christie nie przestaje być wznawiana, czytana i ekranizowana. Sukces osiągnęła niemal wyłącznie za sprawą jednego gatunku, którego została mistrzynią – kryminału.
Pisarka położyła co najmniej trzy kamienie milowe pod rozwój kryminału, do tej pory pozostające w jego żelaznym kanonie – „I nie było już nikogo”, „Morderstwo w Orient Expressie” i „Zabójstwo Rogera Ackroyda”. Samo nazwisko Christie zostało przy tym trwale wpisane w tradycję gatunku, a wykreowane przez nią postacie panny Marple i przede wszystkim Herkulesa Poirota dołączyły do grona najbardziej ikonicznych literackich tropicieli tajemnic. Autorka opanowała swoiste bogactwo w powtarzalności. Nie dość, iż gros jej dzieł to opowieści detektywistyczne, to w dodatku operują zwykle wokół określonego schematu i są stylistycznie jednolite. Pomimo tego – intrygi nie przestawały pochłaniać odbiorcy, imponować misternymi konstrukcjami i zaskakiwać rozwiązaniami, a zamieszane w sprawę postacie oraz ich historie potrafiły przykuć uwagę w równym stopniu co śledztwo. Paradoks polega na tym, iż po przeczytaniu trzech reprezentatywnych dla Christie pozycji, w zgłębianiu jej twórczości nie czeka nas wiele nowego, a ci nieprzekonani mogą spokojnie sobie darować. Jednocześnie osoby, które w tym świecie się odnajdą – długo nie będą chciały go opuścić i z niesłabnącym zainteresowaniem poznają kolejne skonstruowane przez „królową kryminału” intrygi.
Jak to działa?
Wśród czynników składowych fenomenu Christie centralną rolę odgrywają oczywiście zagadki. Konstrukcja jest prosta – dokonano morderstwa, w warunkach które z góry określają grono zamieszanych w sprawę osób, a prowadzone śledztwo prowadzi do finałowego ujawnienia zbrodniarza przed wszystkimi. Przed banałem opowieści ratuje zegarmistrzowska precyzja Christie – już sama zbrodnia niejednokrotnie intryguje niekonwencjonalnością, czego przykładem alfabetyczny schemat w „A.B.C.”, czy zapowiedziana w gazecie zbrodnia w „Morderstwo odbędzie się…”. Następnie czytelnik wodzony jest za nos, do samego końca mając problem z rozwikłaniem zagadki, przy jednocześnie na tyle zręcznym prowadzeniu intrygi, iż nie traci on zaangażowania. Wyjątkowość Christie objawia się również przy ujawnianiu tożsamości mordercy. Podczas lektury „Morderstwa w Mezopotamii” czy „Morderstwa w Boże Narodzenie” wiedziałem, iż finał spróbuje mnie zaskoczyć. Jednak próbując obstawiać najmniej oczywiste rozwiązania – kulminacje i tak pozostawiały mnie w szoku. Co więcej – ujawnienie motywacji okazywało się niezwykle spójne i logiczne, czyniąc zupełnie niespodziewane czymś naturalnie dopasowanym do fabuły.
Dwukrotnie pisarka zburzyła gatunkowe granice. „Zabójstwo Rogera Ackroyda” poskutkowało wyrzuceniem jej na pewien czas z Klubu Detektywów, zrzeszających autorów kryminałów, z powodu złamania przez powieść jego reguł. Do dzisiaj niekonwencjonalne pozostaje również „Morderstwo w Orient Expressie”, w którym zastosowany zabieg znakomicie działa na kilku polach. Zaskakuje, testuje możliwości gatunku, obraca absurd w głębię, prowadząc do refleksji na temat winy, kary, odpowiedzialności i moralności.
Ekspertyza
Począwszy od wymyślania przyjaciół w dzieciństwie, autorka odznaczała się bogatą wyobraźnią. Była też uważną obserwatorką, czerpiącą inspiracje z otoczenia. Urodzona w bogatej rodzinie, w najmłodszych latach ucząca się w domu, z biegiem lat okazała się mieć niemałe życiowe doświadczenie. Do jej pasji należały podróże, a czytając umiejscowioną w Egipcie „Śmierć na Nilu” czy wspomniane „Morderstwo w Mezopotamii” warto pamiętać, iż Christie aktywnie towarzyszyła w bliskowschodnich ekspedycjach swojemu drugiemu mężowi – archeologowi Maxowi Mallowanowi.
Jeszcze ważniejszym tematem, którego znajomość znalazła przełożenie na sferę literacką były dla Christie trucizny. W trakcie I wojny światowej zaangażowała się w pielęgniarstwo, po to by później popaść w stagnację, pracując w ambulatorium. Właśnie ówczesne znudzenie przyczyniło się do powstania „Tajemniczej historii w Styles”. Sam pomysł na napisanie powieści detektywistycznej zrodził się z siostrzanego zakładu, między Agathą a starszą Madge. Obie łączyła sympatia do tego typu prozy, a kiedy Agatha nosiła się z myślą o podjęciu próby jej napisania, druga odparła, iż wątpi, aby jej się udało. Gdy Agatha zaprotestowała, usłyszała od siostry – „założę się, iż nie będziesz potrafiła”. Ziarno zostało zasiane.
Przesiadując w ambulatorium, pisarka doszła do konkluzji: „Jako, iż byłam otoczona truciznami, chyba naturalnym było, iż morderstwo przez otrucie powinno być metodą, którą wybiorę”, jak napisała w swojej autobiografii. Jej znajomość trucizn była faktycznie specjalistyczna, starczy wspomnieć o zamieszczeniu recenzji „Tajemniczej historii w Styles” w magazynie farmaceutycznym czy książce „A jak Arszenik. Trucizny Agathy Christie” autorstwa chemiczki Kathryn Harkup.
I wtedy pojawia się on
Christie pisała przede wszystkim kryminały. Nieliczne wyjątki stanowią powieści obyczajowe wydawane pod pseudonimem Mary Westmacott. adekwatnie jednak – obyczajowość przeziera także choćby z tych najmroczniejszych kart jej książek. W każdą intrygę zamieszani są w końcu ludzie – a ich charaktery, historie i relacje między nimi potrafią magnetyzować niemal równie mocno, co śledztwo. Niejeden fan prozy Christie miał w trakcie lektury nadzieję, żeby tylko dana postać nie okazała się mordercą. Mistrzostwo w kreowaniu postaci objawiało się u Christie nie tyle w złożonym zgłębianiu ludzkiej duszy, co właśnie obyczajowej realności. Znakomicie funkcjonuje to chociażby w „Śmierci na Nilu”, w którym tajemnica rozpoczyna się długo przed morderstwem, przenikając opowieść o wyrazistych, wzbudzających emocje i świetnie rozpisanych bohaterach.
Nie sposób nie wspomnieć też o ikonicznych śledczych Christie. Kreując Herkulesa Poirota, autorce trudno było uciec od ugruntowanego archetypu świata Sherlocka Holmesa. Mamy więc genialnego ekscentrycznego detektywa (Poirot), jego dr. Watsona (Arthur Hastings) i znajomego policjanta (Lestrade’a zastępuje inspektor Japp). Podobieństwo odnotowane jest choćby przez jedną z napotkanych przez Herkulesa i Hastingsa bohaterek. Pomimo tego – żadna z tych postaci nie robi wrażenia bezmyślnej kopii. „Mały Belg” wpisał się w kanon detektywistyczny na własnych zasadach. Pedantyczny dandys, o słynnym wąsie, bazujący na swoich „małych szarych komórkach” każdym swoim wystąpieniem potwierdza indywidualność. Podobnie zarozumiały co Holmes, ale przy tym mniej zdystansowany wobec świata (i czytelnika), opierający śledztwo bardziej na ludziach niż mistrz dedukcji Conana Doyle’a. Panna Marple, mimo mniejszej liczby wystąpień w fabułach Christie, również dorobiła się popularności. Starsza mieszkanka wsi, amatorsko zajmująca się śledztwami, która adekwatnie nie stanowi zwykle głównej bohaterki. Inteligentna i uważna na uboczu, okazuje się jednak niezawodną detektyw.
Wszystkie zalety pisarstwa Christie ujmuje przede wszystkim „I nie było już nikogo”. 10 zaproszonych na wyspę osób okazuje się łączyć ucieczka od sprawiedliwości za popełnioną zbrodnię. Odcięci od świata, po kolei giną zgodnie z umieszczoną w pokoju każdego z nich rymowanką. Atmosfera osaczenia, niepokoju i tajemnicy jest niezwykle gęsta. Pozbawienie fabuły detektywa sprawia, iż tym trudniej stwierdzić, któremu bohaterowi można ufać. Każdy z nich rozpisany jest znakomicie. Takich książek jak kryminały Christie już nie piszą… ale to wcale nie jest nic złego. Kryminał zmienił się na bardziej złożony i realistyczny niż klasyczne, eleganckie opowieści „królowej” gatunku. Otrzymujemy coś innego, a klasyka wciąż świeci niepodrabialnym blaskiem, przyciągając kolejnych fanów.
Aleksander GRĘDA






