Smarkula. Włosy zielone, mam wywalone – recenzja komiksu.

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Media społecznościowe to swoista plaga naszych czasów. Używamy ich codziennie, traktujemy jak coś nieszkodliwego, ale z ich pomocą można wyrządzić wielkie szkody. Hejt i nękanie przeniosło się do internetu, ale nie tylko to. Obserwując influencerów. można odnieść wrażenie, iż wrzucają tam połowę swojego życia, które wydaje się być idealne. A jaka jest prawda?

Pierwszy kadr komiksu Smarkula jest zaskakująco wierny tytułowi. Widzimy jak główna bohaterka płacze, tylko nie wiemy jeszcze, dlaczego. Bardzo gwałtownie odkrywamy, iż perfekcyjne życie protagonistki to tylko pozory. Lottie jest blogerką modową i choć swoje media społecznościowe prowadzi tak, jakby była pozbawiona wad i wszelkich trosk, w rzeczywistości ma bardzo niską samoocenę, a jej codzienność wcale nie jest taka idealna.

Kim jest Lottie Person? Piękną, kochającą zabawę, żyjącą idealnym życiem zielonowłosą gwiazdą mediów społecznościowych, czy raczej dręczonym alergiami i stresem zasmarkanym kłębkiem nerwów? Makabryczny incydent w klubowej toalecie, stalking, glamour i świat zapośredniczony przez blask ekranów telefonów – wszystko to w najnowszym komiksie napisanym przez Briana Lee O’Malleya, twórcy nieśmiertelnego Scotta Pilgrima!

– opis wydawcy.

Lottie walczy z alergiami, które naprawdę utrudniają jej życie. Ciągły katar, zielone smarki i łzawiące oczy potrafią być naprawdę męczące. Zwłaszcza dla kogoś, kto dba o swój kreowany w internecie, doskonały wygląd. W dodatku po niefortunnych wydarzeniach pewnej nocy główna bohaterka popada w obsesję, przekonana, iż popełniła zbrodnię. Problem w tym, iż dla czytelnika jest niemal oczywiste, iż tego nie zrobiła, co trochę niszczy napięcie.

Jednym ze słabszych elementów historii jest fakt, iż Lottie naprawdę trudno lubić. To irytująca bohaterka, która zwraca zdecydowanie zbyt dużą uwagę na wygląd i wydaje się po prostu pusta. jeżeli jednak spojrzymy na to głębiej, dostrzeżemy, iż jej zachowanie oraz postawa wynika z kompleksów, a także braku pewności siebie. Wygląd i styl są w centrum uwagi, a Lottie co chwila porównuje się do innych.

Smarkula to komiks, w którym widzimy, iż chociaż w mediach społecznościowych bohaterka ma wielu fanów i obserwujących, to w realnym świecie nie zawsze mogła liczyć na swoje przyjaciółki. Problem w tym, iż ona sama też nie sprawdzała się w tej roli. Aktywnie szukała sobie fajniejszych znajomych, żeby nie musieć zadawać się z Megan i Misty, które wcale nie były takie złe. Dziwne i ekscentryczne – owszem, ale czy to był wystarczający powód, żeby je olać?

Kolejnym z licznych problemów Lottie jest rozstanie, z którym kompletnie sobie nie poradziła. Minęło kilka miesięcy, ale nie wiemy, co się stało, a bohaterka nie umie choćby normalnie porozmawiać ze swoim byłym. Wszystko wskazuje na to, iż znalazł on sobie nową dziewczynę, ale w tekście jest tyle niedopowiedzeń, a mężczyzna zachowuje się tak dwuznacznie, iż wcale nie jestem tego taka pewna.

Wspominałam już o stalkingu? Brzmi poważnie, ale Lottie podeszła do tematu dość lekceważąco. Chociaż dowody zdawały się jednoznacznie wskazywać na jedną osobę, od początku coś mi w tej teorii nie pasowało. Podejrzewam, iż słusznie, ale wiele rozmów i wątków jest po prostu poucinana, w losowych momentach, więc trudno mieć pewność.

Świetnym przykładem jest motyw śledczego, który zajmował się podejrzaną sprawą. Niestety nie wiemy jaką, chociaż detektyw postanowił spotkać się z główną bohaterką nic nie zostało wyjaśnione. Rozmowa ucina się w najciekawszym momencie, a w następnej scenie Lottie zachowuje się tak, jakby do spotkania nigdy nie doszło. Nie ma na ten temat żadnych przemyśleń, bo impreza sylwestrowa okazała się znacznie ważniejsza.

Graficznie komiks jest jest naprawdę dobry. Warto tu zaznaczyć, iż oprócz klasycznych dymków rozmów, mamy dużo wiadomości tekstowych i swoiste wizytówki przy prezentacji nowych postaci, co jest ciekawym zabiegiem. Świetna, przyjemna dla oka kreska oraz poczucie, iż kolorystycznie grafiki zdominowane są przez kolor zielony. W żaden sposób nie odbiera to jednak przyjemności z czytania.

Niestety nie można tego samego powiedzieć o fabule. Chociaż komiks porusza ważne w dzisiejszym świecie wątki i zagadnienia, robi to w kiepskiej oprawie. Główna bohaterka jest irytująca i patrzy na ludzi bardzo powierzchownie. Nikt nie potrafi prowadzić sensownych konwersacji, a poszczególne sceny są poucinane w takich miejscach, iż nie wiadomo, co się dzieje.

Smarkula to wielowątkowa, ale bardzo chaotyczna opowieść. Lottie walczy z alergią i testuje nowe leki, których zdecydowanie nie powinna łączyć z alkoholem. Poza tym, brak jej pewności siebie i ma bardzo niską samoocenę. Jej życie kręci się dookoła mody, mediów społecznościowych, desperackiego poszukiwania nowych, popularnych przyjaciół i prób odzyskania byłego chłopaka. Z jednej strony jestem interesująca dalszej historii, z drugiej zaś tak bardzo zdenerwowała mnie ilość niedopowiedzeń, iż nie wiem, czy w ogóle chcę zaczynać kolejny tom.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Nagle! Comics. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Nagle!)

Idź do oryginalnego materiału