Ślubu nie będzie – Czemu dziś taki cichy jesteś? – zapytała Ania. – Przecież umawialiśmy się: w sobotę jedziemy wybierać meble do sypialni. A ty jakiś markotny. Co się stało? Dawid wiedział: teraz albo nigdy. Musi powiedzieć już teraz. – Aniu… Ja chciałem coś ci powiedzieć. O ślubie. Ania długo czekała na tę rozmowę. Z Dawidem ustalili, iż wesele będzie skromne, ale widziała – Dawid chce dla niej prawdziwą uroczystość, z wieloma gośćmi, kamerzystą, organizacją… Tak bardzo czekała na tę rozmowę! – Tylko bez długich wstępów. Chyba wiem, co chcesz powiedzieć – uśmiechnęła się Ania. A Dawid odezwał się: – Może odłóżmy… Odłóżmy ślub. To nie była ta rozmowa, do której się przygotowywała. – Odłóżmy? – zamarła Ania. – Że co nagle? Dlaczego? Przecież dopiero ustalaliśmy, iż trzeba zamówić zaproszenia… Sam je wybierałeś… Rozmawialiśmy, kogo zaprosić! Zmieniłeś zdanie, nie chcesz się ze mną ożenić?? Jak w melodramacie, zaraz usłyszy, iż jego uczucie wygasło. Ale Dawid znowu nie grał według scenariusza. – Wiesz, z pieniędzmi teraz kiepsko – wymamrotał. – W pracy znowu zalegają z wypłatą. Nie udaje się nam zaoszczędzić. No i… Mieszkamy razem dopiero pół roku. To chyba za wcześnie, nie uważasz? – Za wcześnie? – burknęła Ania. – Dawid, jesteśmy ze sobą trzy lata! Trzy lata związku i pół roku wspólnego mieszkania to dla ciebie “za wcześnie”? Dawid już nie wyglądał na przestraszonego. – Nie zaczynaj, Aniu. Nie chcę się kłócić. Po prostu… robimy przerwę. Nie zmieniłem zdania, chcę się z tobą ożenić, ale ślub… to kosztuje. – Dobrze… To może po prostu się pobierzemy, a potem skromne spotkanie z przyjaciółmi? – Aniu, ale wtedy to nie będzie prawdziwy ślub. – To niech nie będzie! – westchnęła. – Ale marzyłaś o tym… – Jakoś przeżyję! Wymyśla, pomyślała Ania. – Aniu… – Powiedz szczerze. Coś się stało? Nie jesteś pewien, iż mnie kochasz? Albo… poznałeś kogoś innego? Bo “ślub jest drogi” nie brzmi przekonująco. Dawid pokręcił głową. – Nie, Aniu, przysięgam. Po prostu chcę, żeby wszystko było u nas idealnie, rozumiesz? A teraz nie mogę ci zapewnić wymarzonego ślubu. I no, pół roku… Jeszcze do końca się nie poznaliśmy. Powinniśmy sprawdzić, czy na pewno do siebie pasujemy… To choćby miało sens. Był przekonujący, ale Ania czuła niepokój. Rzadko kiedy Dawid tak się starał ją do czegoś przekonać. A przecież sam dopominał się, by gwałtownie ustalić datę ślubu. Udawała więc, iż wierzy. Po tej rozmowie Dawid przestał być po prostu chłopakiem – stał się idealnym partnerem. Poświęcał więcej uwagi drobiazgom, które wcześniej ignorował, jakby chciał odkupić winę za odwołany ślub. W sklepie zawsze pytał, czego chce Ania… Zmywał naczynia… Ale chodził przybity. Nie zamyślony, tylko ponury, wzdychał nocami i ucinał pytania Ani: „Nic, po prostu jestem zmęczony”. Ania nie naciskała. “Potem, potem”, – powtarzał głos w jej głowie. Po dwóch tygodniach zaproszenie do rodziców Dawida. Ania nie miała ochoty tam jechać. Dawid już nie wspominał o ślubie, a rodzice na pewno zapytają – będzie niezręcznie. Ale pojechać musieli. Temat ślubu się pojawił. – Kiedy wreszcie sprawicie nam radość? – zapytała jego mama, gdy ojciec oglądał telewizję. – Już wybraliśmy sale na bankiet, stoły na dwadzieścia osób. Rezerwować na jaki dzień? Dawid z równie kwaśną miną co Ania. Jakie rezerwować? Przecież nic nie będzie. – Mamo, przecież mówiliśmy. Odkładamy – mruknął. – Odkładacie? Czemu? Nie macie pieniędzy? Dawidek, przecież jako facet mogłeś o tym wcześniej pomyśleć… Po obiedzie panowie majstrowali przy głośniku, a Ania poszła do łazienki się ogarnąć. Czysto jak w szpitalu. Ani grama kurzu. choćby kosmetyków poza żelem pod prysznic i szamponem ani śladu. Mama Dawida wszystko trzyma w pokoju. Ania zawsze się dziwiła, iż jej się chce za każdym razem nosić te rzeczy do łazienki. Wytarła twarz ręcznikiem i… usłyszała rozmowę. Ściany w tej łazience miały dar przenoszenia dźwięku – o ile to czyjeś tajemnice. Dawid wrócił do kuchni i rozmawiał z matką. Ania usłyszała… – …Dawid, ty przypadkiem nie zamierzasz zerwać z Anią? Ania, wycierając brodę, zamarła. Co? Nie zamierzała się oszukiwać. Cicho, by nic nie skrzypiało, przyłożyła ucho do ściany. – Mamo, przecież mówiłem. Odkładamy, nie rozstajemy się. – Odkładacie – to taka wymówka! – syknęła Grażyna, – Widzę, jak się męczysz. Po co ci ona? To nie jest żona na ciebie. Żona powinna słuchać męża, a ta… Po co się żenić, jeżeli zaraz się rozwiedziecie? – Kocham ją, mamo – powiedział Dawid. Ania choćby się wzruszyła. Ale następne zdanie matki wybiło z głowy wszelkie sentymenty. – Kochasz ją, powiadasz? Przebiegła dziewucha, Dawid. Mówiłam ci! choćby żoną nie została, a już cię nastawiła przeciw nam. Nie pomagasz już siostrze, na działkę przestałeś jeździć… Ona cię zmienia i to na gorsze. Ania aż się przyssała do chłodnej płytki. Przeciwko nim? Kiedy? Przecież zawsze była maksymalnie uprzejma dla rodziców Dawida, choćby jak pan Henryk skrytykował jej nową fryzurę. Było przykro, ale przemilczała! Nie przypomniała sobie ani jednej sytuacji, w której celowo odwracałaby Dawida od rodziny. Wręcz przeciwnie, zawsze go do nich namawiała, wiedząc, jak ważna jest dla niego rodzina. I nagle – olśnienie: odkładanie ślubu nie chodziło o pieniądze. To mamusia, która udaje świętą, jest przeciwna ich ślubowi! Ania gwałtownie wróciła do kuchni. – O, Aniu, wyszłaś! Właśnie rozmawiałyśmy, iż nie ma co odkładać tej rejestracji. Młodzi jesteście, rozumiem, ale życie bez ślubu to nie dla mnie. Jakie to miłe z jej strony. – Oczywiście, pani Grażyno – uśmiechnęła się Ania. – Nie będziemy już zwlekać. Jak tylko trochę uzbieramy, lecimy do urzędu. Prawda, Dawid? – Tak, Aniu, adekwatnie to już jesteśmy po ślubie – przytaknął. Tej nocy, w drodze powrotnej, Dawid próbował ją objąć, ale Ania odsuwała się. Nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. W ogóle pytać? jeżeli nie rzucił jej na żądanie matki, to przecież ją kocha… Ale ślub odwołał. – Zachowywałeś się dziwnie, gdy twoja mama zaczęła mówić o ślubie – powiedziała, patrząc na znikające za oknem światła miasta. – Ja? Nie, po prostu… ona się spieszy, a ja… – Nie kłam. Nie spieszy cię do ślubu. Jest przeciwna naszemu ślubowi. Powiedziała, iż nastawiłam cię przeciw niej. I iż lepiej, żebyśmy się rozstali. Dawid nerwowo ścisnął kierownicę. – Słyszałaś? Aniu, mama się boi, iż się ożenię i o niej zapomnę. Typowe. Nie bierz tego do siebie. Przejdzie jej. Ania nie brała sobie do serca słów matki, która nie chce puścić syna. Bardziej niepokoiły ją słowa samego Dawida. Nie stanął w jej obronie. Po prostu przytaknął, byle nie kłócić się z mamą. Ślub pozostał tematem tabu. Dawid chodził jakby zjadł cytrynę, a na każde wspomnienie o przyszłości mówił tylko: „Może później…” Wtedy trafił jej się niezablokowany telefon Dawida. „Tylko sprawdzę godzinę – tłumaczyła sobie. – Nie będę czytać wiadomości. No może jedno oko…” Na ekranie powiadomienie od jego siostry, Weroniki. Weronika była tylko dwa lata młodsza od Ani, ale zachowywała się jakby miała dwanaście. Bez pracy, bez studiów, mieszkała z rodzicami i na ich koszt. Wiadomość była jednoznaczna: – Wiadomo, kasy nie zobaczę. Znowu jesteś pod pantoflem. No to mieszkaj sobie z tą swoją, skoro jakaś dziewucha ważniejsza niż rodzina. Ania przeczytała. „Znowu jesteś pod pantoflem”. I przypomniało jej się coś sprzed decyzji o odwołaniu ślubu, gdy Weronika znów dzwoniła do Dawida po pieniądze. Wtedy Ania nie wytrzymała i powiedziała: – Dawid, ma 27 lat, mieszka z rodzicami i prosi cię o kasę na rozrywki. Może czas, żeby sama zaczęła zarabiać? Nasz budżet nie jest z gumy. Nie wtrącałaby się, ale to były także jej pieniądze, nie chciała utrzymywać jego rodziny. Dawid przyznał jej rację, choć bez entuzjazmu – „tak, masz rację, Aniu. Czas skończyć”. Teraz już wiedziała, kto nastawia wszystkich przeciwko niej. Wzięła telefon Dawida, skopiowała wiadomość od Weroniki i wysłała ją sobie na swój numer, by mieć dowód. Odłożyła telefon na miejsce. Dawid strzepywał śnieg w przedpokoju: – Wziąłem chleb i twoją ukochaną czekoladę z orzechami. I pomyślałem sobie, Aniu, iż może powinniśmy… – Dawid – przerwała mu Ania. – No, Dawid. A na kogo niby czekasz, hmm? – zażartował. Ale Ania nie żartowała. – Co ci pisze Weronika? – zapytała. Dawid przypomniał sobie, iż najlepszą obroną jest atak, i obraził się: – Ty mi grzebiesz w telefonie, kiedy mnie nie ma?? Typowa zmiana tematu. – To nieważne, Dawid. Chcę, żebyś mi to wyjaśnił. Teraz. Dawid zbladł, chwilę milczał, jego twarz przeszła pełną gamę emocji – od złości do paniki. – Daj spokój, Aniu, nie przejmuj się. pozostało dziecinna, obraża się o byle co. – O co się obraża? Że poprosiłam, by dorosła? – dopytała Ania. – Przyzwyczaiła się, iż zawsze może brać od brata. Trudno się odzwyczaić od darmowych pieniędzy. Nie martw się, przejdzie jej. – A to ona nastawiła twoich rodziców przeciwko mnie? – No… tak – przyznał Dawid. – Tłumaczyłem im, iż to nasze pieniądze i Weronika powinna sama… Ale mama od razu: “Ania cię zniewoliła, odwróciłeś się od rodziny dla niej!” Ale ja tak nie uważam… – Ale ślub odwołałeś… Dobrze. Jestem winna temu, iż twoja rodzina jest przeciwko mnie. Ale ty… ty naprawdę chcesz się ze mną ożenić? Czy po prostu odwlekasz decyzję, bo boisz się powiedzieć “nie” mamie? – Chcę się z tobą ożenić! Ale teraz nie mogę… Może później… jak wszystko ucichnie… I wszystko jasne. – Wiesz co, Dawid, zrozumiałam coś… Nie chcę wychodzić za mąż za faceta, który nie jest pewien swoich uczuć i drży przed każdym westchnieniem swojej siostry. Dobrze, iż ten ślub został odwołany.

twojacena.pl 1 dzień temu

Ślubu nie będzie

Czemu dziś taki cichy jesteś? zagadnęła Milena. Przecież ustaliliśmy, iż w sobotę jedziemy wybierać meble do sypialni. A ty taki przygaszony… Coś się stało?

Piotr wiedział: teraz albo nigdy. To musi być teraz.

Milenko Muszę ci o czymś powiedzieć. O ślubie.

Milena już od dawna czekała na tę rozmowę. Ustalili z Piotrem, iż zorganizują raczej skromne wesele, ale widziała, jak Piotr tak naprawdę marzy, by zrobić jej prawdziwe weselisko: dużo gości, fotograf, organizacja na tip-top O, jak ona czekała na ten temat!

Tylko nie rób długiego wstępu. Wydaje mi się, iż wiem, co zaraz powiesz uśmiechnęła się ciepło Milena.

A Piotr wyskoczył z tym:

Odłóżmy Odłóżmy ślub.

To zdecydowanie nie była rozmowa, której ona się spodziewała.

Odłóżmy? kompletnie zbaraniała Milena. Co to za nagła zmiana? Dlaczego? Dopiero co rozmawialiśmy, żeby zamówić zaproszenia… To ty je wybierałeś. Spisaliśmy listę gości! Zmieniasz zdanie, nie chcesz się ze mną żenić??

Milena widziała już melodramat, w którym zaraz usłyszy, iż jemu uczucia wygasły.

Ale Piotr znów nie zagrał roli z filmu.

Wiesz, z kasą teraz krucho wymamrotał. W pracy opóźniają wypłaty. Nie udaje nam się odłożyć. Poza tymno, w sumie, mieszkamy razem dopiero pół roku. Może to trochę wcześnie?

Wcześnie?! prawie się zakrztusiła. Piotr, jesteśmy razem trzy lata! Trzy lata chodzenia i pół roku mieszkania razem dla ciebie to za wcześnie?

Piotr już nie wyglądał na aż tak przestraszonego.

Milenka, nie zaczynaj… Nie chcę kłótni, to tylko… przerwa. Nie zmieniłem zdania, ale wesele jednak sporo kosztuje.

Okej… Więc możemy po prostu się pobrać tylko we dwoje i potem świętować z przyjaciółmi.

Ale to nie będzie prawdziwy ślub, Mila.

To nic, niech tam zginie ten ślub!

Ale przecież marzyłaś o nim…

Przeżyję, Piotr!

Jakie on dziwne wymówki wymyślał.

Mila…

Powiedz prawdę. Co się stało? Nie jesteś pewien, czy mnie kochasz? Albo… może kogoś poznałeś? Bo nie stać nas na ślub brzmi mało przekonująco.

Piotr pokręcił głową.

Nie, Mila, przysięgam. Po prostu chciałem, żeby wszystko było idealnie, rozumiesz? Teraz nie mam jak ci zrobić wymarzonego wesela. Poza tym, pół roku nie zdążyliśmy się jeszcze dobrze dotrzeć. Musimy sprawdzić, czy do siebie pasujemy…

Niby logiczne, mówił przekonująco, ale Milenie coś nie pasowało. Rzadko Piotr tak gładko, tak bardzo coś jej starał się wmówić. A przecież jeszcze niedawno to on naciskał, by jak najszybciej wziąć ślub.

Ale Milena udawała, iż mu wierzy.

Po tej rozmowie Piotr nie był już tylko chłopakiem był chłopakiem idealnym: nagle zaczął zwracać uwagę na drobiazgi, które dotąd mu umykały, jakby chciał odpokutować za odwołany ślub. W sklepie zawsze dopytywał, co ona chce zawsze sam zmywał naczynia Ale chodził smutny. Nie zamyślony, tylko naprawdę posępny, a nocą ciężko wzdychał, gapiąc się w sufit, i na każde pytanie Mileny tylko burknął: E tam, po prostu jestem zmęczony.

Milena nie chciała go naciskać. Jeszcze przyjdzie czas, powtarzał jej wewnętrzny głos.

Po jakichś dwóch tygodniach zaprosili ich do siebie rodzice Piotra. Milena długo się opierała. Po prostu nie miała na to ochoty. Poza tym Piotr nie wspominał już o ślubie, a rodzice na pewno spytają niezręczna sytuacja.

Ale nie było wyjścia.

Ślub pojawił się oczywiście przy stole.

No to kiedy w końcu dacie nam powód do radości? zagadnęła jego mama, kiedy ojciec poszedł do salonu oglądać mecz. Mamy wypatrzoną fajną restaurację na przyjęcie. Spokojnie na dwadzieścia osób. Na kiedy rezerwować?

Piotr z równie zgorzkniałą miną jak Milena. Po co rezerwować? Nic nie będzie.

Przecież mówiliśmy, mamo przełknął ślinę. Odłożyliśmy ślub.

Odłożyliście? I to niby czemu? Kasy nie ma? Piotrek, trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, jak facet!

Po kolacji, kiedy panowie z zapałem grzebali przy zepsutym radiu na balkonie, Milena poszła do łazienki trochę się ogarnąć.

W łazience czysto jak w szpitalu, ani śladu kurzu. choćby kosmetyków, oprócz żelu pod prysznic i szamponu, nie było. Mamie Piotra zawsze chciało się targać wszystko ze swoją kosmetyczką do łazienki, brać i wynosić z powrotem nigdy nie mogła tego pojąć.

Milena wytarła twarz ręcznikiem i nagle nadstawiła ucha Ściany tej łazienki pewnie mogłyby zdobyć dyplom podsłuchiwania, bo aż niosły szmery z kuchni. Piotr wrócił i rozmawiał z matką. Milena usłyszała

Piotrek, ty poważnie myślisz o tym, żeby się rozstać z Mileną?

Milena z ręcznikiem przy brodzie zamarła. Co? choćby nie udawała przed sobą, iż się przesłyszała. Ostrożnie, żeby nie skrzypnęła podłoga, przytuliła się uchem do zimnej kafelki.

Mamo, już mówiłem. Odłożyliśmy. Ale nie rozstaliśmy się.

Odłożyliście ha! Wymówka! syknęła Janina, matka Piotra. Widzisz przecież, jak się męczysz. Po co ci ona? To nie jest żona. Żona musi umieć słuchać męża, a ona Aż żal się ożenić, a po roku rozwód?

Kocham ją, mamo odpowiedział Piotr.

Milenie zrobiło się choćby przez chwilę miło.

Jednak następne słowa matki sprawiły, iż uczucia stopniały jak śnieg w marcu.

Mówisz, iż kochasz? Cwana jest ta dziewczyna, Piotrek. Mówiłam ci! Jeszcze choćby nie żona, a już cię nastawiła przeciw nam. Przestałeś pomagać siostrze, przestałeś jeździć na działkę Ona cię zmienia i to na gorsze.

Milena tak się przykleiła do kafelek, iż aż zdrętwiała. Nastawia przeciwko nim? Kiedy to niby było? Zawsze była uprzejma wobec rodziców Piotra, choćby jak pan Wojciech wytknął jej, iż obcięła włosy na chłopca. Było jej przykro, ale przemilczała.

Ani razu nie próbowała nastawiać Piotra przeciwko rodzinie. Wręcz przeciwnie zawsze go zachęcała, żeby się spotykał, bo wiedziała jak dla niego ważna jest rodzina.

Nagle ją olśniło: odwołanie ślubu. To nie jest kwestia pieniędzy. To matka, która udaje życzliwość, tak naprawdę ślubu nie chce!

Milena gwałtownie wróciła do kuchni.

O, Milenka, już jesteś! Właśnie rozmawiałyśmy o tym, iż nie warto czekać z rejestracją ślubu. Młodość rozumiem, ale życia bez papierka nie pochwalam.

Jakie to uprzejme.

Oczywiście, pani Janino odpowiedziała Milena. Nie będziemy długo zwlekać. Jeszcze trochę uzbieramy i idziemy do urzędu. Prawda, Piotr?

Tak, Milenko możemy mówić, iż już po ślubie podchwycił Piotr.

Tamtej nocy, gdy wracali do domu, Piotr próbował ją objąć, ale Milena ciągle się odsuwała. Nie wiedziała jak zacząć rozmowę. Czy w ogóle jest sens pytać? jeżeli Piotr nie zrezygnował z niej, bo rodzina kazała, to znaczy, iż ją kocha Ale ślub i tak odwołał.

Byłeś dziwny, jak twoja mama zaczęła mówić odezwała się w końcu, patrząc jak znikają światła bulwaru za oknem auta.

Ja? Nieee, po prostu ona się uparła na ślub…

Nie kłam. Ona wcale się nie upierała. Ona jest przeciwko nam. Powiedziała, iż nastawiłam cię przeciwko rodzinie i iż chce, żebyśmy się rozstali.

Piotr nerwowo ścisnął kierownicę.

Słyszałaś? Milena, mama się boi, iż jak się ożenię, to ją zostawię. Typowe, nie bierz do siebie. Przestanie, zobaczysz.

Milena nie przejmowała się aż tak jego matką, która nie chce go wypuścić spod własnych skrzydeł. Bardziej bolało ją to, iż Piotr jej nie obronił. Po prostu wolał nie wchodzić w konflikt, zgodził się dla spokoju.

Ślub tymczasowo poszedł w odstawkę. Piotr dalej chodził, jakby zjadł całą cytrynę, a gdy Milena nawiązywała do przyszłości, powtarzał: Może potem

I wtedy Milena trafiła na niezablokowany telefon Piotra.

Tylko sprawdzę godzinę tłumaczyła sobie. Nie będę czytać wiadomości. No tylko jedno oczko.

Na ekranie było powiadomienie od jego siostry, Pauliny. Paulina była dwa lata młodsza od Mileny, ale zachowywała się jak nastolatka. Bez pracy, bez studiów, mieszkała z rodzicami i żyła na ich koszt.

Wiadomość była bardzo czytelna:

No jasne, pieniędzy nie dostanę. Znów pod pantoflem. To sobie żyj z nią, skoro jakaś dziewucha ważniejsza od rodziny.

Milena przeczytała znów. Znów pod pantoflem.

I coś sobie przypomniała

Jeszcze zanim Piotr odwołał ślub, kiedy Paulina kolejny raz wyciągała rękę po pieniądze, Milena nie wytrzymała i powiedziała Piotrowi:

Piotrek, ona ma dwadzieścia siedem lat, mieszka z rodzicami i wciąż prosi cię o kasę na zachcianki. Może czas, żeby poszła do roboty? Nasz budżet nie jest z gumy.

Milena wcale by się nie wtrącała, ale to w końcu również z jej pensji, zarabia przecież porównywalnie do Piotra, nie zatrudniała się jako sponsorka jego rodziny. Piotr wtedy się zgodził. Niechętnie, ale stwierdził: masz rację, Milena. Trzeba skończyć z tym.

Teraz już wiedziała, kto naprawdę ją oczernia w tej rodzinie.

Wzięła telefon Piotra, skopiowała tę wiadomość i wysłała sama do siebie żeby mieć dowód. Potem odłożyła telefon dokładnie tam, gdzie leżał.

Piotr ściągał buty w przedpokoju:

Kupiłem chleb i twoją ulubioną czekoladę z orzechami. I pomyślałem, może pójdziemy

Piotr przerwała mu Milena.

A kogo się spodziewałaś? zażartował.

Ale ona nie miała ochoty na żarty.

Co to Paulina ci napisała? zapytała wprost.

Piotr od razu przeszedł do klasycznej obrony: najlepszą obroną jest atak.

Ty mi grzebałaś w telefonie, jak mnie nie było?

Stary numer, próba przeniesienia winy.

To nie ma teraz znaczenia, Piotr. Chcę, żebyś mi coś wyjaśnił. Teraz.

Piotr chwilę milczał, na jego twarzy migały emocje od złości po panikę.

Daj spokój, Milena, nie przejmuj się. Młoda jeszcze, wszystko bierze za bardzo do siebie.

Ale o co? O to, iż jej powiedziałam, by w końcu dorosła? dociekała Milena.

No przyzwyczaiła się, iż zawsze może liczyć na brata. A teraz nagle koniec darmowych przelewów Ciężko się odzwyczaić. To minie, nie przejmuj się.

To ona tak nastawiła twoją rodzinę?

No tak Piotr się przyznał. Tłumaczyłem rodzicom, iż to nasze pieniądze i Paulina powinna się usamodzielnić Mama od razu wojna: Milena cię omotała, zapomniałeś o rodzinie! Ale ja naprawdę tak nie uważam

Ale ślub odwołałeś Jasne. To ona nastawiła twoich przeciwko mnie, rozumiem. Nie mogę z nimi utrzymywać kontaktu. Ale powiedz mi jedno: ty, tak naprawdę, chcesz ze mną ślubu? Czy tylko odkładasz, bo boisz się powiedzieć mamie nie?

Pewnie, iż chcę się z tobą ożenić! Ale teraz nie mogę Może później jak wszystko ucichnie

No to wszystko jasne.

Wiesz co, Piotr? Coś zrozumiałam Nie chcę być żoną kogoś, kto nie jest pewny swoich uczuć i dygocze na każdą uwagę swojej siostry. Dobrze, iż ten ślub odwołaliśmy.

Idź do oryginalnego materiału