
Fot. Warszawa w Pigułce
W ciągu 60 dni Polska doświadczyła trzech poważnych awarii systemów płatności. Za każdym razem ten sam obraz – ludzie w kolejkach do bankomatów, które pustoszały w ciągu godziny, porzucone wózki w sklepach i niemożność kupienia podstawowych produktów. Banki centralne w całej Europie wydają teraz oficjalne zalecenia, a jeden z nich kreśli „scenariusz czarnego łabędzia” dla Polski. Jedna prosta rzecz może sprawić, iż gdy inni będą stać bezradnie w kolejkach, ty zadbasz o bezpieczeństwo swojej rodziny.
13 września 2025 roku, godzina 12:34. W całej Polsce nagle przestają działać terminale płatnicze firmy eService – największego operatora obsługującego ponad 324 000 urządzeń. Przez ponad godzinę płatność kartą niemożliwa w tysiącach sklepów, na stacjach benzynowych, w punktach usługowych. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski wykluczył atak zewnętrzny – to była usterka techniczna.
Dwa miesiące później scenariusz się powtórzył. 1 listopada, Dzień Wszystkich Świętych, godzina 8:00. System BLIK, obsługujący średnio 7,7 mln transakcji dziennie, odmawia posłuszeństwa. Serwis Downdetector odnotowuje lawinę zgłoszeń przekraczającą 2 000. Tym razem minister Gawkowski potwierdził najgorsze – zmasowany atak hakerski DDoS na polską infrastrukturę rozliczeniową. System przywrócono dopiero o 10:33.
48 godzin później, 3 listopada po 14:00, historia zatoczyła koło. Polski Standard Płatności ponownie informuje o zewnętrznym ataku DDoS. Płatności przywrócono około 18:30.
Gdy technologia zawodzi, bankomaty pustoszeją w godzinę
Za każdym razem reakcja była identyczna. Według relacji ze sklepów i mediów społecznościowych, przed bankomatami błyskawicznie tworzyły się kolejki liczące 20-30 osób. Ludzie wypłacali maksymalne dzienne limity – najczęściej 1 500-2 000 zł. Bankomaty pustoszały w ciągu pierwszej godziny od rozpoczęcia awarii.
13 września w Lidlu, Biedronce, Rossmannie i na stacjach benzynowych klienci musieli zostawiać pełne koszyki. Ci, którzy nie mieli przy sobie gotówki, wracali do domów z pustymi rękami. Na stacjach paliw kierowcy, którzy już zatankowali, nie mogli zapłacić – właściciele zapisywali ich dane osobowe, licząc na uczciwość.
1 listopada sytuacja była jeszcze bardziej dramatyczna. Ludzie stojący przy cmentarzach nie mogli zapłacić za znicze i kwiaty. Gotówka stała się towarem deficytowym – ci, którzy mieli fizyczne pieniądze, mogli załatwić swoje sprawy. Reszta musiała czekać lub rezygnować z zakupów.
Hiszpania pokazała, co może się wydarzyć
28 kwietnia 2025 roku około 12:33 system elektroenergetyczny Hiszpanii i Portugalii uległ awarii. W ciągu 5 sekund z sieci wypadło około 15 gigawatów mocy – ponad 60% zapotrzebowania Hiszpanii. Przez kilkanaście godzin miliony ludzi były pozbawione dostępu do prądu. Transport publiczny sparaliżowany, łączność zakłócona, a co najważniejsze – przestały działać płatności elektroniczne.
Według CaixaBank Research płatności kartą spadły o 55% w ciągu godziny. Gospodarka straciła prawie pół miliarda euro obrotów tylko dlatego, iż systemy elektroniczne zawiodły. Red Eléctrica, hiszpański operator sieci, określił to wydarzenie jako najpoważniejszą awarię w historii kraju. Skutek był identyczny jak w Polsce – brak dostępu do pieniędzy cyfrowych oznaczał paraliż gospodarczy.
Europa zmienia zdanie o gotówce
W lipcu 2025 roku system Nets obsługujący niemal wszystkie płatności cyfrowe w Danii przestał działać. Przez 3 godziny mieszkańcy nie mogli płacić za zakupy kartami ani telefonami. Narodowy Bank Duński zareagował błyskawicznie, wydając oficjalne zalecenie – każda osoba w gospodarstwie domowym powinna mieć przy sobie minimum 250 koron duńskich, czyli około 140-145 zł. Dyrektor Ulrik Nodgaard przyznał wprost, iż obywatele i sklepy muszą być przygotowani na awarie.
Szwedzki Riksbank, który jeszcze niedawno był pionierem cyfryzacji płatności, teraz rozsyła do każdego gospodarstwa broszury z rekomendacjami bezpieczeństwa. Gubernator Erik Thedéen przestrzega przed całkowitym wykluczeniem finansowym w sytuacji awaryjnej. Bank centralny zaleca posiadanie 170 euro (około 730 zł) gotówki na gospodarstwo domowe.
Holandia poszła jeszcze dalej. Obywatele powinni przechowywać w domu od 200 do 500 euro w gotówce – równowartość tygodniowych wydatków na podstawowe potrzeby. Jak wyjaśniają holenderskie władze, największe obawy dotyczą blackoutów energetycznych, które uniemożliwiłyby korzystanie z bankomatów i terminali płatniczych.
RCB apeluje do Polaków
Polskie Rządowe Centrum Bezpieczeństwa w oficjalnych poradnikach dotyczących przygotowania na zagrożenia wprost wskazuje na konieczność posiadania gotówki. W plecaku ewakuacyjnym, który powinien być gotowy na wypadek sytuacji kryzysowej, na liście wyposażenia obok latarki, radia na baterie i wody znajduje się gotówka w niewielkich nominałach.
Dlaczego w niewielkich? Podczas awarii systemów w sklepach, które jeszcze działają, błyskawicznie kończą się drobne do wydawania reszty. Mając w portfelu tylko banknot 200-złotowy, można nie kupić chleba i wody, bo sprzedawca po prostu nie będzie miał jak wydać.
RCB rekomenduje przygotowanie zapasów nie na 72 godziny, jak zaleca Unia Europejska, ale na 3 do 7 dni. To pokazuje, jak poważnie traktowane jest ryzyko ataku na infrastrukturę krytyczną w Polsce. Według oficjalnych wytycznych część gotówki powinna być w domu, w bezpiecznym miejscu, a żelazna rezerwa – bezpośrednio w plecaku ewakuacyjnym, zabezpieczona w wodoodpornym etui.
Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński już w 2024 roku podkreślał, iż gotówka pełni rolę, której nic nie może zastąpić w sytuacji ataku cybernetycznego. Wrzesień i listopad 2025 roku brutalnie potwierdziły jego słowa. Według danych NBP, na koniec sierpnia 2025 roku wartość gotówki w obiegu sięgnęła rekordowych 443 mld zł, co oznacza wzrost o 7,4% od początku roku.
Ile gotówki trzeba mieć w domu
Eksperci ds. bezpieczeństwa zalecają budowę tzw. „Funduszu Czarnej Godziny” w gotówce. Zasada jest prosta: należy podliczyć, ile rodzina wydaje dziennie na jedzenie, wodę, leki i ewentualny transport. Pomnożyć to przez 5-7 dni. To kwota, którą trzeba mieć w fizycznym pieniądzu.
Kluczowe jest zdywersyfikowanie nominałów. Przynajmniej 30% sumy powinny stanowić banknoty 10, 20 i 50 złotowe oraz bilon. W sytuacji kryzysowej 10 zł w monecie może być warte więcej niż 100 zł na zablokowanym ekranie telefonu.
Paweł Szałamacha, członek zarządu NBP, podkreślał po listopadowych atakach, iż gotówka w sytuacji awarii systemów cyfrowych staje się jedynym środkiem płatniczym. NBP w planie działalności na lata 2025-2027 deklaruje, iż jednym z priorytetów jest zapewnienie nieprzerwanej i efektywnej podaży gotówki.
Saxo Bank ostrzega przed możliwym scenariuszem
W grudniu 2025 roku duński Saxo Bank opublikował coroczne „Szokujące Prognozy” na 2026 rok. Po raz pierwszy w historii tej publikacji znalazł się dedykowany scenariusz dla Polski. Twórcy nazwali go „scenariuszem czarnego łabędzia”. Choć bank zastrzega, iż nie są to klasyczne prognozy, a „eksperymenty myślowe” mające skłonić do refleksji nad zagrożeniami, przedstawiony obraz jest niepokojący.
Analitycy Saxo założyli hipotetyczny cyberatak na polską infrastrukturę energetyczną, który miałby doprowadzić do trwającego 3 dni ogólnokrajowego blackoutu. Scenariusz zakłada, iż wczesną zimą złośliwy kod przenika do przemysłowych systemów sterowania siecią przesyłową, zmuszając operatorów do awaryjnego odłączenia znacznej części krajowej sieci.
Według obliczeń Saxo Banku straty gospodarcze przekroczyłyby 80 mld zł. Fabryki wstrzymałyby produkcję, kopalnie przerwałyby wydobycie, transport zamierałby – pociągi stałyby, sygnalizacja świetlna nie działałaby, stacje benzynowe nie mogłyby pompować paliwa. System bankowy zawieszałby działalność – bankomaty nie działałyby, płatności kartą niemożliwe, przelewy wstrzymane.
Na giełdzie po wznowieniu handlu mogłoby nastąpić dramatyczne przeceny. Akcje dużych spółek energetycznych spadłyby o 40-60%, banki straciłyby 15-25% wartości. Złoty osłabiłby się o 5-10% wobec głównych walut. Rentowność polskich obligacji skarbowych wzrosłaby o 50-100 punktów bazowych.
John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo, podkreśla: prawdziwym „czarnym łabędziem” dla Polski nie jest ani wojna za wschodnią granicą, ani inflacja. To cyfrowa podatność systemów, na których opiera się cała gospodarka.
Co to oznacza dla czytelnika
Trzy awarie w ciągu 2 miesięcy to nie przypadek, ale sygnał ostrzegawczy. Ataki DDoS na BLIK i awaria eService pokazały, iż odcięcie od pieniędzy następuje błyskawicznie i bez ostrzeżenia. W takiej sytuacji gotówka daje sprawczość i niezależność. Kiedy inni stoją w bezradnych kolejkach do niedziałających bankomatów lub porzucają zakupy, kto ma fizyczne pieniądze, może zadbać o bezpieczeństwo swojej rodziny.
Przygotowanie rezerwy gotówkowej nie wymaga dużych nakładów. Wystarczy wypłacić z bankomatu kilkaset złotych i schować w bezpiecznym miejscu. Ale trzeba to zrobić teraz, zanim nadejdzie kolejna awaria. Bo gdy system padnie, bankomaty pustoszeją w ciągu godziny, a kolejki liczą dziesiątki osób.
Zalecenia RCB są jasne: oprócz gotówki w domu warto przygotować plecak ewakuacyjny z zapasami na kilka dni. Na liście znajdują się: woda (minimum 2 litry na osobę dziennie), jedzenie na 2-3 dni, latarka z bateriami, radio na baterie, apteczka z podstawowymi lekami, dokumenty (dowód osobisty, dokumenty medyczne) i właśnie gotówka w niskich nominałach.
W świecie cyfrowych zagrożeń papierowy banknot staje się paradoksalnie najnowocześniejszym narzędziem przetrwania. Nie potrzebuje internetu, prądu ani działających systemów. Zawsze działa.







