Sabaton w ERGO Arenie. Tak wygląda arena pod pełnym ostrzałem

strefamusicart.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: IMG_1296


Sabaton przyjechał do ERGO Areny 31 maja 2026 roku z koncertem, który zapowiadano jako część aktualnego rozdziału zespołu po premierze albumu „Legends”. Na papierze wszystko wyglądało okazale: duża arena, solidny zestaw supportów i szwedzka machina koncertowa, która od lat potrafi zamienić metalowy występ w pełnowymiarowe widowisko. Organizatorem tych emocji było po raz kolejny Knock Out Productions.

Pierwsza niespodzianka pojawiła się jednak jeszcze przed wejściem do środka. Otwarcie bram opóźniło się o ponad pół godziny. Przy tak dużym wydarzeniu to zawsze robi różnicę, bo publiczność zamiast powoli wchodzić w koncertowy nastrój, zaczyna od stania, czekania i zerkania w stronę wejścia z miną człowieka, który już mentalnie słyszy pierwszy riff, ale fizycznie przez cały czas tkwi w kolejce. Na szczęście później było już tylko lepiej.

Wieczór otworzył Scardust, izraelski zespół poruszający się po progresywno-metalowych i symfonicznych rejonach. To był start wymagający od publiczności nieco większej uwagi niż typowy support oparty na prostym uderzeniu. W muzyce Scardust dużo dzieje się w aranżach, wokalach i zmianach dynamiki. Dla fanów Sabatonu dodatkowym punktem rozpoznawczym była Noa Gruman, wokalistka Scardust, a jednocześnie głos The Legendary Orchestra. To właśnie ten projekt fani mogli kojarzyć z koncertu Sabatonu w Krakowie w listopadzie ubiegłego roku, podczas The Legendary Tour.

I od razu warto postawić sprawę jasno: nie ma sensu porównywać tamtego krakowskiego koncertu z tym, co wydarzyło się w Gdańsku. To były dwa różne oblicza Sabatonu. „Legends” to, jak określił jeden z fanów: Sabaton w rajstopach. Teatralny, bardziej kostiumowy, oparty na innym rodzaju narracji. Gdańsk był czymś zupełnie innym. To był Sabaton najwyższej próby: arena, ciężar, ogień, wojskowa dyscyplina widowiska i setlista ustawiona tak, żeby publiczność nie miała za dużo czasu w oddech.

Po Scardust na scenie pojawiła się Majestica, czyli zespół Tommy’ego Johanssona. I tu robiło się ciekawie jeszcze zanim Tommy wrócił później do historii Sabatonu na głównej scenie. Majestica zagrała power metal w melodyjnym, efektownym wydaniu. Było szybko, jasno, bardzo gitarowo i z energią, która dobrze przygotowała publiczność na główną część wieczoru. Tommy Johansson nie musiał nikomu przypominać, kim jest. Fani Sabatonu dobrze wiedzą, iż przez lata był częścią tego zespołu, więc jego obecność jako supportu miała dodatkowy ciężar. Nie tylko muzyczny, ale też sentymentalny.

Trzecim supportem była Floor Jansen. I tu ERGO Arena dostała występ oparty przede wszystkim na głosie. Floor, znana szerokiej publiczności między innymi z Nightwish, ma sceniczną pewność, której nie trzeba dopowiadać światłami ani sztucznym dramatem. Wychodzi, śpiewa i po sprawie. Jej set był mocnym wokalnie zamknięciem supportowej części wieczoru.

A potem przyszedł czas na Sabaton…

Zespół rozpoczął od „Ghost Division” i był to start dokładnie taki, jakiego można oczekiwać od grupy, która wie, jak wejść na scenę bez długiego rozbiegu. Od pierwszych minut było głośno, równo i bardzo widowiskowo. Zaraz potem zabrzmiało „40:1”, czyli numer, który w Polsce zawsze niesie dodatkowy ładunek emocjonalny. Publiczność nie potrzebowała zachęty. Ten utwór działa u nas automatycznie.

Setlista była zbudowana bardzo sprawnie. Sabaton połączył największe koncertowe pewniaki z materiałem z nowszego etapu. Pojawiło się „Yamato”– koncertowy debiut, później „The Red Baron”, „The Last Stand”, „Great War”, „Stormtroopers”, „Christmas Truce”, „Soldier of Heaven”, „Night Witches”, „The Attack of the Dead Men” i „Bismarck”. Dalej zespół sięgnął po utwory z „Legends”: „Templars”, „Crossing the Rubicon”, „I, Emperor” i „Hordes of Khan”. Finał należał do klasyków: „Primo Victoria”, „Winged Hussars”, „Swedish Pagans” i „To Hell and Back”.

Oprawa koncertu była dokładnie taka, jakiej Sabaton potrzebuje w dużej hali. Ognie, wystrzały, ogromne telebimy, mapingi i obrazy budujące historyczno-wojenny świat zespołu. Sabaton od lat rozumie, iż jego koncerty są widowiskiem, ale w Gdańsku ta widowiskowość nie zjadała zespołu. Muzyka przez cały czas była na pierwszym planie.

Największe wrażenie robiło tempo. Ten koncert nie miał długich przestojów. Kolejne utwory pojawiały się jak rozdziały jednej opowieści, ale bez zbędnego gadania i przeciągania momentów. „The Last Stand” niosło arenę bardzo pewnie. „Bismarck” zabrzmiał potężnie. „Night Witches” miało swoją koncertową nerwowość i energię. „Christmas Truce” wprowadziło więcej oddechu, ale nie zwolniło wieczoru. „Winged Hussars” w Polsce zawsze ma osobny status i tutaj też zadziałało dokładnie tak, jak trzeba.

Publiczność dostała koncert bardzo fizyczny. Taki, który czuje się nie tylko w uszach, ale też w klatce piersiowej. Wystrzały robiły swoje, płomienie robiły swoje, a telebimy pozwalały złapać detale choćby z dalszych sektorów. W przypadku takich arenowych produkcji łatwo przesadzić i zamienić koncert w pokaz techniczny. Tutaj udało się tego uniknąć. Było dużo, ale wciąż w ramach świata Sabatonu.

Największą niespodzianką wieczoru okazał się jednak powrót Tommy’ego Johanssona. Najpierw wystąpił z Majesticą jako support, a później pojawił się pod koniec koncertu przy „Swedish Pagans”. Dla publiczności był to moment natychmiastowego poruszenia. Dla Joakima Brodéna, sądząc po reakcji, również była to sytuacja, która nie wyglądała na chłodno odegraną scenkę z rozpiski.W tak wielkiej, dopracowanej produkcji taki ludzki moment działa najmocniej.

Tommy na scenie z Sabatonem nie był tylko gościnnym muzykiem. Był częścią historii zespołu, która na chwilę wróciła w bardzo naturalny sposób. Publiczność od razu to podchwyciła, a „Swedish Pagans” dostało dodatkową energię. W całym tym arsenale płomieni, ekranów i wystrzałów właśnie ten moment miał najwięcej zwykłej koncertowej radości.

Sabaton w ERGO Arenie pokazał, iż przez cały czas potrafi robić duże koncerty z rozmachem, ale też z wyczuciem tego, czego oczekuje publiczność. Były hity, była siła, była teatralność, był kontakt z fanami i była niespodzianka, która nie wyglądała jak punkt odhaczony w scenariuszu. Po początkowym opóźnieniu przy wejściu można było mieć obawy, czy wieczór nie zacznie się od zgrzytu. Zaczął się. Tego nie ma co pudrować. Ale kiedy koncert ruszył, Sabaton gwałtownie przejął kontrolę nad całą sytuacją.

Gdańsk dostał Sabaton w wersji arenowej, efektownej i bardzo skutecznej. jeżeli ktoś po „Legends” miał ochotę na bardziej klasyczne, cięższe i ogniowe oblicze zespołu, ERGO Arena dała mu dokładnie to. Sabaton najwyższej próby. I jeszcze Tommy Johansson jako prezent na koniec.

Fot. Karolcia Kadruje | KFM.NET.PL

Setlista Sabaton, ERGO Arena, 31.05.2026

  1. Ghost Division
  2. 40:1
  3. Yamato
  4. The Red Baron
  5. The Last Stand
  6. Great War
  7. Stormtroopers
  8. Christmas Truce
  9. Soldier of Heaven
  10. Night Witches
  11. The Attack of the Dead Men
  12. Bismarck
  13. Templars
  14. Crossing the Rubicon
  15. I, Emperor
  16. Hordes of Khan
  17. Primo Victoria
  18. Winged Hussars
  19. Swedish Pagans, z udziałem Tommy’ego Johanssona
  20. To Hell and Back
Idź do oryginalnego materiału