S.H.I.E.L.D. – recenzja komiksu

moviesroom.pl 1 godzina temu

S.H.I.E.L.D. to agencja znana każdemu fanowi Marvela. Transkoptery, latające samochody i Nick Fury na czele. Znakomite uzupełnienie świata herosów, które przez ostatnie lata było odczuwalnie nieobecnie. Na szczęście niedawno organizacja powróciła, może nie w tak spektakularnej formie, ale znów pod wodzą Fury’ego. Tym razem tego młodszego. S.H.I.E.L.D. Jonathana Hickmana to jednak zupełnie inna opowieść, ukazująca pra-początki agencji, w którym swój udział miały takie umysły jak Da Vinci, Tesla czy Newton. Oczywiście całość na odpowiednio skrojoną modłę i z silnym autorskim sznytem.

Strona komiksu S.H.I.E.L.D.

Wszystko zaczyna się od chłopaka imieniem Leonid. Z pozoru klasycznego popkulturowego wybrańca, którego zadaniem jest posprzątanie po wielkich osobistościach związanych z Bractwem S.H.I.E.L.D. A łatwe to nie jest i to nie tylko ze względu na kosmiczną skalę przedsięwzięcia, a ambicje panów jak Da Vinci i Newton. Każdy ma inną wizję świata i jego końca, których nie da się pogodzić. Miejscem akcji jest metropolia zwana Nieśmiertelnym Miastem: futurystyczno-historyczna metropolia mieszcząca się jakimś cudem pod Rzymem. Oto batalia o przyszłość świata w oparach genialnych idei, proroctw i kosmicznych potęg.

Wizja Hickmana jest odważna i wielka, ale i przeplatana skrupulatnymi wykresami i schematami pomiędzy kolejnymi rozdziałami. Wizjoner, ale i księgowy, chciałoby się rzec. Ojciec Ery Krakoi używa podobnych narzędzi co w Przeklętej nauce. Tabun geniuszy ze sporą dozą ekscentryzmu dalekiego od ich realnych sylwetek. Nadnaturalne zjawiska z pogranicza magii i nauki oraz rozmach godny eventów Marvela. W przeciwieństwie do wspomnianego dzieła nie ma tu posmaku weird fiction i karykaturalności w kreśleniu sylwetek postaci historycznych. Miejscami bywa jednak ciężkawo narracyjnie.

Strona komiksu S.H.I.E.L.D.

Po pierwsze – stężenie Marvela w Marvelu nie jest tu wielkie. Najważniejszym elementem z marvelowskiego lore są Celestianie, a gdzieś w tle pojawia się Galactus i Dewianci. Dwoje dżentelmenów nosi też nazwiska Richards i Stark, ale jeżeli liczycie na jakieś cameo, zawiedziecie się. Po drugie – Hickman ma skłonność do przeskalowania i z typowymi superbohaterami nie jest to może tak odczuwalne. Tesla, Newton i spółka to postaci sławniejsze od członków Avengers, ale nie na płaszczyźnie komiksowej. Choć autor wyraźnie stara nadać się im jak najwięcej cech, to zabrakło miejsca, by ująć ich pełniej i lepiej skonsolidować z ich faktycznymi biografiami, a nie tylko fragmentami czy wyobrażeniami o nich.

Jeśli śledzicie największe crossovery Marvela, to z pewnością spotkaliście się już z twórczością Dustina Weavera. Całkiem niedawno współtworzył Sądny dzień, a z samym Hickmanem pracował przy Avengers. W S.H.I.E.L.D. sięga po narzędzia wagi ciężkiej. Jego wizja podziemnego Nieśmiertelnego Miasta to mariaż steampunku, futurystycznego renesansu i kosmicznych klimatów w stylu samego Jacka Kirby’ego. Aż przydałby się większy format. Miejscami zalecam flegmatyczne wręcz czytanie, bo Weaver ani na chwilę nie zwalnia, bombardując czytelnika ciężkimi od detali kadrami. Praca godna renesansowych mistrzów.

Strona komiksu S.H.I.E.L.D.

S.H.I.E.L.D. to komiks, którego nie potrafię nigdzie przypisać. To dość luźno zawieszona opowieść gdzieś w podziemiach Marvela, która mogłaby być czymś wybitnym, ale kilka splątań narracji sprawiło, iż jest „jedynie” bardzo dobre. jeżeli jesteście fanami Hickmana, to historia i tak jest dla was. Ambitna, śmiała, bliska choćby dziełom Vertigo. Ale jeżeli wolicie klasycznego Marvelka bez zobowiązań, skala i pomysł autora mogą was wymęczyć. Jestem choćby lekko zaskoczony, iż to dość nieszablonowe jak na Dom Pomysłów dzieło zostało u nas wydane. Ale i tak gorąco polecam, choć nie spodziewajcie się superhero.


Tytuł oryginalny: S.H.I.E.L.D. by Hickman & Weaver Omnibus
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Dustin Weaver
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 384
Ocena: 80/100

Idź do oryginalnego materiału