"Romería" Carli Simón już w kinach!

filmweb.pl 2 dni temu
Zdjęcie: plakat


Rodzina to najlepsze archiwum i najgorszy system katalogowania. Coś ginie, coś zostaje przemilczane, ktoś pamięta za dużo, ktoś inny nie zdążył zapamiętać niczego. W "Romeríi" Carla Simón wraca do tych brakujących obrazów, domykając (luźnie połączoną, ale układającą się w spójną całość) "Trylogię Rodzinną" rozpoczętą "Latem 1993" i kontynuowaną w "Alcarràs". Z okazji premiery najnowszego filmu Simón, przygotowaliśmy małą podróż w czasie.

Najpierw było lato. Konkretnie: "Lato 1993", czarująca podróż w czasie, w której Carla Simón wracała do dzieciństwa naznaczonego stratą i pierwszym, niepewnym doświadczeniem nowego domu. Potem przyszło "Alcarràs": nagrodzona Złotym Niedźwiedziem na Berlinale opowieść o rodzinie z tytułowej katalońskiej wioski, której codzienny rytm zaczyna pękać pod naporem zmian. Sad, dom, wspólna praca, rozmowy przy stole – cały ten świat zostaje uchwycony w momencie, gdy powoli osuwa się w przeszłość.


Teraz do kin trafia "Romería" – trzeci rozdział luźno nazwanej przez reżyserkę rodzinnej trylogii. Simón wraca do rodzinnych historii, żeby sprawdzić, co zostało zapamiętane, co przykryto milczeniem, a co trzeba dopiero sobie wyobrazić. Sama reżyserka mówiła w rozmowie z radiem FRED, iż kiedy zaczynała pracę nad debiutem, nie planowała żadnego cyklu. Kiedy robiłam mój pierwszy film, Lato 1993, nie wiedziałam, iż nakręcę jeszcze dwa filmy o mojej rodzinie. Po prostu tak się stało. Mam bardzo dużą rodzinę, pełną historii – przyznawała. Przy "Romeríi" ten ruch zatacza koło. Simón dodawała: Po "Romeríi" czuję, iż w pewien sposób opowiedziałam już o nich wszystkich. Teraz moja perspektywa się zmieniła – jestem częścią środkowego pokolenia.

Zmianę perspektywy widać również w samych filmach. W "Lecie 1993" pamięć miała perspektywę dziecka: niepełną, czasem okrutnie bezradną. W "Alcarràs" rozszerzała się na wspólnotę, ziemię i pracę, która przez lata organizowała życie rodziny. Ten film możecie zresztą obejrzeć na Nowe Horyzonty VOD, co w kontekście tekstu o odtwarzaniu wspomnień brzmi podejrzanie dosłownie.

Oglądaj


"Romería" idzie jeszcze krok dalej. Bohaterka filmu, Marina, przyjeżdża do Galicji, by spotkać rodzinę zmarłego ojca i dotknąć historię, której sama nie mogła w pełni przeżyć. Pamięć trzeba tu składać z dokumentów, cudzych opowieści, spojrzeń, miejsc i obrazów, które mogły istnieć, choćby jeżeli nikt ich nie zapisał. Simón traktuje rodzinne archiwum jak żywy organizm, a kino jak sposób na dopisanie brakujących scen. Reżyserka we wspominanej już wcześniej rozmowie mówiła, iż zrozumiała, iż ma kino po to, by tworzyć obrazy, których jej brakowało. Jeśli jesteś świadoma, iż sobie to wyobrażasz, wiesz, iż możesz zbliżyć się do rzeczywistości, ale to nigdy nie będzie rzeczywistość – tłumaczyła. To zdanie dobrze ustawia całą "Romeríę": film o pamięci świadomej własnych ograniczeń i o wyobraźni pracującej w miejscu rodzinnego milczenia.

Film ma swoją premierę już dzisiaj, w piątek 15 maja. To idealny moment, żeby wejść w rodzinne archiwum Carli Simón od końca – albo od początku. W kinie kolejność wspomnień bywa przecież sprawą drugorzędną.

Zaplanuj seans

Przejmująca, osobista podróż do własnych korzeni, film, który choć rozgrywa się w kręgu jednej rodziny, zrywa ze zbiorowym wstydem i wyparciem. Carla Simón tym razem zabiera nas do hiszpańskiej Galicji, by odtworzyć pewne lato z własnej młodości. Siedemnastoletnia Marina przyjeżdża do nadmorskiego miasteczka Vigo po dokument, niezbędny, by dostała studenckie stypendium. Pozornie błahy, biurokratyczny wymóg wydobywa na jaw rodzinną tajemnicę, jest świadectwem ukrywanej przez lata prawdy, przerwaniem zmowy milczenia. Simón jest mistrzynią w portretowaniu rodziny: jej ukrytej struktury, wrażliwych miejsc, rytuałów, maskarad. Pojawienie się Mariny, brakującego ogniwa w łańcuchu wspomnień i pokoleń, aktywuje wypartą przeszłość i wewnętrzne konflikty. Kanty dramatu obyczajowego łagodzi poetycki, niesłychanie zmysłowy język "Romeríi", w której spotykają się różne plany czasowe, przeszłość – dosłownie – ożywa, a w fikcję wplecione zostały materiały z prywatnego archiwum.




Informacja sponsorowana
Idź do oryginalnego materiału