Rolnik jechał konno ze swoją narzeczoną… i zamarł, gdy zobaczył byłą żonę, ciężarną i dźwigającą drewno… Rodrig obok nowej narzeczonej zwalniał przy dawnym skrawku ziemi, kiedy nagle dostrzegł Gabriele – swoją byłą żonę – kroczącą z naręczem drewna, z wielkim ciążowym brzuchem. W tamtej chwili jego świat stanął – wyliczył w myślach daty i wiedział, iż to jego dziecko, o którym nie miał pojęcia. Dawniej rozwody były dramatem na wagę lokalnego skandalu, wywoływały wstyd i ostracyzm w obu rodzinach, a kobiety po rozwodzie mogły liczyć jedynie na pogardliwe spojrzenia, zaś rozstani mężczyźni byli traktowani podejrzliwie. Ale bywały wyjątki – powodem rozstania nie była zdrada czy przemoc, ale rozbieżność marzeń i życiowych dróg. Tak było u Rodrika i Gabrieli. Pobrali się młodo: on miał 26 lat, ona 23. Przez lata wspólnie prowadzili niewielkie gospodarstwo odziedziczone po ojcu Gabrieli – 10 hektarów dobrej ziemi, sad, zboża, skromny, przytulny dom. Gabriela kochała tę ziemię, znała każde drzewo i kamień, dla niej szczęście to praca na roli, dach i jedzenie na stole. Rodrik pragnął więcej – wielkich inwestycji, rozwoju, fortuny, miejskich kontaktów, imperium. Ona nie ustępowała, on nie słuchał, aż po 8 latach wspólnie uznali, iż lepiej odejść bez żalu niż zniszczyć to, co wciąż było między nimi dobre. Rodrik zostawił jej gospodarstwo, podzielili oszczędności i każde poszło w swoją stronę. Gabriela została blisko ziemi, Rodrik rozwinął biznes w pobliskim mieście i trzy tygodnie po rozwodzie oświadczył się nowo poznanej Walentynie, dziewczynie z dobrej, zamożnej rodziny, ceniącej tak samo jak on ambicję i dążenie do sukcesu. Nie wiedział, iż Gabriela, trzy tygodnie po rozstaniu, odkryła, iż jest w ciąży. Próbowała przekazać mu wiadomość, ale przy drzwiach powitała ją chłodna Walentyna: „Rodrik nie chce cię widzieć. Buduje nowe życie.” Zraniona Gabriela postanowiła, iż sama wychowa dziecko. Przez kolejne miesiące pracowała, a brzuszek rósł, miejscowi patrzyli na nią z litością, czasem z niechęcią, ale ona nie poddawała się. Pomagał jej dobry sąsiad, pan Wiktor, wdowiec, a porady medyczne dawała doświadczona matka chrzestna Teresa. Wiosennego dnia, gdy Rodrik przyjechał pokazać Walentynie ziemie, na których snuł plany, zobaczył Gabrielę, ciężko brzemienną, taszczącą naręcz drewna. Uderzyła go prawda – to jego dziecko, nigdy o nim nie wiedział. jeżeli te historie warto kultywować, kliknij subskrypcję i napisz w komentarzu, z jakiego regionu nas oglądasz – wspólnie odkryjemy losy polskiej ziemi, ludzi, rodziny i miłości, która musi się mierzyć z dumą, przeszłością i nową szansą. To wstrząsające spotkanie pociąga za sobą całą lawinę kolejnych zdarzeń, które rozstrzygną, czym jest prawdziwe szczęście – czy można je znaleźć w wielkim świecie, czy rodzi się ono na własnej ziemi, w rodzinie, która przetrwa każdą burzę, jeżeli człowiek potrafi przyznać się do błędu i zawalczyć o drugą szansę.

naszkraj.online 3 dni temu
Rolnik jechali konno przez wiejską drogę z narzeczoną i zamarł na widok byłej żony, niosącej drewno z ogromnym, siedmiomiesięcznym brzuchem Kamil jechał spokojnie obok swojej nowej narzeczonej, kiedy nagle zobaczył ją swoją byłą żonę, Annę, z wielkim brzuchem, niosącą drewno. Przez kilka sekund w głowie Kamil liczył: siedem miesięcy temu ich rozstanie, Anna w zaawansowanej […]
Idź do oryginalnego materiału