RODZONA ŻONA
Jak ty, Stefan, dajesz radę tyle lat wytrzymać z tą samą żoną? Jaki jest sekret? za każdym razem, gdy przychodził do mnie mój brat, to właśnie o to pytał.
Miłość i ocean cierpliwości. Cały sekret, Wojtek odpowiadałem niczym mantrę.
Daj spokój, co to za przepis! Ja tam kocham wszystkie kobiety, każda to dla mnie zagadka. A żyć z przeczytaną książką? Nie, dzięki śmiał się Wojtek, przewracając oczami.
Mój młodszy brat Piotr ożenił się już w wieku osiemnastu lat. Jego wybranka, Aniela, była od niego starsza o dekadę. Urocza dziewczyna, taka prawdziwie polska Aniela, zakochała się w Piotrku na zabój. Ale dla niego to była raczej przygoda niż życie.
Aniela wprowadziła się oficjalnie do naszego domu, w którym oprócz nas rezydowało jeszcze siedmioro krewniaków jak to w Polsce, rodzina musi się zgadzać w kupie! Niedługo potem urodził się mały Mietek. Aniela uznała, iż trafiła jej się ptaszyna szczęścia. Młodym wydzielono maleńki pokoik, co już było sporym luksusem.
Aniela miała niezwykłą kolekcję porcelanowych figurek, które pielęgnowała z nabożeństwem godnym babcinej zastawy na święta. Dziesięć unikatowych statuetek prężyło się dumnie na starym kredensie, a cała rodzina z respektem obchodziła się z tym skarbem. Aniela dosłownie codziennie podchodziła do swojego kącika, patrząc na figurki z takim zachwytem, jakby co najmniej była kustoszem w Muzeum Narodowym.
A ja? Wtedy dopiero rozważałem, którą pannę upolować do ołtarza. Marzyłem, by znaleźć tę jedyną i nie zapeszając udało mi się. Z żoną jestem już ponad pół wieku i do tej pory nie uciekła!
Piotr z Anielą wytrzymali całe dziesięć lat. Anieli w tym małżeństwie nie było do śmiechu. Była dobrą żoną, kochała i dzieciaka, i Piotra całym sercem. Cicha, pokorna, zawsze gotowa do kompromisu. A Piotrowi, widocznie, czegoś zabrakło.
Pewnego razu, Piotr wrócił do domu mocno wesoły. Coś mu się nie spodobało w zachowaniu Anieli może nie podała schabowego do ziemniaków, może miał ochotę na zupę ogórkową, kto wie. Zaczął się wyzłośliwiać, szarpnął ją za rękę, rzucił jakimś niewybrednym żartem. Aniela, przewidując burzę, po cichu zabrała małego Mietka pod pachę i wyszła na podwórko. I nagle… w domu rozległ się przeraźliwy huk.
Aniela od razu wiedziała to porcelana! Wbiegła do środka i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jej ukochana kolekcja była teraz żałosnym obrazem nędzy i rozpaczy: figurki leżały w kawałkach na podłodze. Jedna przetrwała prawdziwe cudo. Aniela podniosła ją, przytuliła i ucałowała. Nie powiedziała Piotrowi ani słowa, tylko łzy wylała morze.
Od tego dnia między Anielą a Piotrem pojawiła się rysa. Zresztą, moim zdaniem, Aniela już z nami nie mieszkała przynajmniej duchem. Ogarnięta obowiązkiem, wszystko robiła jak poprzednio, ale było w niej jakby mniej życia, mniej radości.
Piotr zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka, a w jego otoczeniu pojawiły się panie, których imion choćby nie warto wspominać jedna bardziej cwana od drugiej. Aniela wiedziała, co się święci, ale nie robiła scen, nie pytała, tylko zamykała się w sobie. Piotr bywał w domu coraz rzadziej, rodzinę zapuścił koncertowo. Aniela obserwując wybryki męża, w końcu zrozumiała, iż z wiatrem nie porozmawiasz. I tak się zakończył ich związek cicho, bez awantur, bez wzajemnych żalów. Aniela z Mieciem wróciła do rodzinnego Tarnowa, a ocalała figurka została samotnym eksponatem na starym kredensie. Pamiątka po niej.
A Piotr? Ach… Zabrakło mu nudy! Rozpoczął się etap wielkiego szaleństwa: imprezy, babski świat, zero ograniczeń. Piotr zakochiwał się gwałtownie i równie prędko tracił zainteresowanie. Trzy razy żonaty i trzy razy rozwiedziony. Dolał jeszcze do tego morze wódki, a przecież był poważanym ekonomistą na Politechnice Krakowskiej, doradzał w całym kraju, a choćby wydał podręcznik. Nikt mu nie wróżył takiego upadku ale co tam, Polak potrafi!
Po latach rodzina zaczęła mieć nadzieję, iż brat w końcu się ogarnął. Oddech ulgi, bo Piotr przysłał zaproszenie na cichą, drugą już? trzecią? ślubną uroczystość. Tym razem wybranka miała siedemnastoletniego syna. Od razu było wiadomo, iż ten duet z Piotrem raczej się nie polubi.
No i nie polubił. Zgrzyt na całego, mieli już siebie po dziurki w nosie. O mało nie skończono na policji czy pogotowiu. Po pięciu latach rozeszli się, każdy na swoją stronę. Potem Piotr ściągał do siebie aktualne wybranki: Lidka, Grażyna, Donata… Każda była jego ostatnią miłością, każdej miał przysięgać do grobowej deski.
Życie ma jednak swoje żarty. Piotr w wieku pięćdziesięciu trzech lat ciężko zachorował. Wtedy przy nim nie było już żonych, kochanek, fanki… Nikt. Została mu tylko rodzina czyli ja i siostry, które się nim zajmowały.
Stefan, tam pod łóżkiem stoi walizka. Podaj mi ją, bo sam już nie dam rady jęknął Piotr.
Zajrzałem pod łóżko, wyciągnąłem starego, zakurzonego grata. Otworzyłem i aż usiadłem. Walizka wypełniona była porcelanowymi figurkami. Każda zawinięta w mięciutką ściereczkę, jakby szykował się na podróż do babci.
To dla Anieli. Całe życie miałem je dla niej zbierać. Nie mogłem zapomnieć jej wzroku tamtego dnia… Pamiętasz, jak jeździłem w delegacje po Polsce? Z każdego miasta coś przywoziłem. Tam jest podwójne dno, Stefan. Wyjmij stamtąd pieniądze to wszystkie moje oszczędności. Oddaj to Anieli, powiedz, żeby mi wybaczyła. Już się raczej nie zobaczymy… Obiecaj, bracie Piotr odwrócił się do ściany.
Z ledwością przełknąłem ślinę wiedziałem, iż Piotr naprawdę odchodzi.
Koperta z adresem Anieli jest pod poduszką dodał cicho, nie mając już siły na spojrzenie.
Okazało się, iż Aniela przez cały czas mieszkała w rodzinnym Tarnowie. Mietek chorował na jakąś dziwną chorobę, lekarze tylko wzruszali ramionami radzili jechać zagranicę, może tam pomogą. Dowiedziałem się o tym z jej listu, tego, który leżał pod poduszką Piotra. O dziwo, Aniela przez te lata pisała do Piotra. On nie odpowiadał. Taka polska rzeczywistość.
Po pogrzebie Piotra wziąłem walizkę, pieniądze (złotówki, żadnych dolarów!) i ruszyłem do Tarnowa, bo danego słowa trzeba dotrzymać.
Spotkałem Anielę na dworcu. Poznała mnie od razu, uściskała serdecznie.
Stefan, wy jesteście z Piotrem jak dwie krople wody!
Wcisnąłem jej walizkę, powtórzyłem słowa brata i prosiłem o przebaczenie:
Przebacz Piotrowi. To dla ciebie. W domu zobaczysz, co tam jest. Byłaś dla niego prawdziwą żoną, pamiętaj o tym.
Pożegnaliśmy się na zawsze.
Dostałem od niej jeden list:
“Stefan, dziękuję Tobie i Piotrowi za wszystko. Jestem Bogu wdzięczna, iż miałam Piotrka w życiu. Figurki z Mieciem szczęśliwie sprzedałam kolekcjonerowi lepiej tak, niż patrzeć na nie i wspominać, iż każdą wybrał mój mąż. Szkoda, iż tak wcześnie odszedł. Ale dzięki tym pieniądzom mogliśmy pojechać do Kanady, siostra od dawna nas zapraszała. W Polsce nic już mnie nie trzymało, nadzieja tylko na to, iż Piotr nas kiedyś zawoła. Nie zawołał, ale jestem szczęśliwa, iż chociaż uważał mnie za swoją żonę do końca. Mietkowi tu lepiej, czuje się dobrze. Żegnaj.”
Bez adresu zwrotnego.






