Rodzice mojego męża nie chcą się uspokoić stale próbują pogodzić go z byłą żoną. Przecież mają syna! narzeka moja teściowa z rozgoryczeniem, wzdychając ciężko podczas rodzinnych spotkań.
Jestem żoną mężczyzny, którego rodzice od lat nie potrafią pogodzić się z tym, iż ich syn, Adam Kowalczyk, jest po rozwodzie. Od rozstania minęło już ponad cztery lata, a oni wciąż mamy złudzenie, iż wszystko można naprawić. Tymczasem my z Adamem ułożyliśmy sobie życie na nowo pobraliśmy się trzy lata temu w Krakowie, tworzymy spokojny, szczęśliwy dom, do którego jednak ciągle wślizguje się cień przeszłości.
Teściowa powtarza, iż Adam popełnił błąd nie przemyślał wszystkiego, iż rodzina powinna być razem. Według niej, Adam powinien za wszelką cenę naprawić relacje z byłą żoną i znów stać się częścią tej rodziny dla dobra syna. Tylko iż Adam już dawno zamknął tamten rozdział życia. Jego byłej żonie, Marzenie, też już dawno nie zależy wyszła ponownie za mąż, mieszka teraz z nowym mężem w Katowicach. Oboje z Adamem troszczą się tylko o syna, Bartka.
Adam był po rozwodzie, kiedy go poznałam. Ich związek rozpadł się według niego przez przypadek ciąża, presja rodzin, potem szybkie małżeństwo, które bardzo gwałtownie zaczęło się sypać. Sam mi wyznał: Może nie powinienem był się żenić, ale naciskali na mnie. I ona była w ciąży, nie chciałem zostawić dziecka. Czasami widzę w jego oczach cień wątpliwości, ale nie żalu.
Nie przejmowałam się Marzeną, nie bałam się jej. Obserwowałam Adama dostrzegłam, iż tamtej przeszłości w nim już nie ma, nie tęskni za byłą rodziną, traktuje Marzenę z obojętnością. Ona odwzajemnia mu tym samym. adekwatnie kontaktują się tylko, by omówić sprawy Bartka.
Największą burzę wywołuje teściowa pani Jadwiga, oraz teść pan Zbigniew. Nie potrafią pogodzić się, iż wszystko się rozsypało. Ciągle próbują ich łączyć, z powrotem sprowadzać razem do rodzinnego stołu, czasem aż przesadnie idealizując to, co było.
Jesteście młodzi, masz całe życie przed sobą, po co pchasz się w nieswoje sprawy? pytała mnie kiedyś teściowa szeptem, gdy zostaliśmy same w kuchni, ucierając mak na makowiec. Spojrzałam jej w oczy i odpowiedziałam krótko: Adam jest wolnym człowiekiem, a ja nie rozbijam żadnej rodziny. Gdyby był żonaty, nie wtrącałabym się.
Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale nagle do kuchni wszedł Adam i rozmowa się urwała. Wtedy zrozumiałam, iż sympatii z jej strony raczej się nie doczekam. Na szczęście nie potrzebuję jej aprobaty.
Zamieszkaliśmy razem. Relacje z teściową ograniczałam do minimum tylko święta, urodziny. Wtedy wysłuchiwałam jej żalów, licznych wspominek o starej rodzinie Adama, często porównywała mnie do Marzeny. Adam czasem próbował ją uciszać, był zmęczony tym wszystkim. Ale za każdym razem powracało to jak bumerang.
Na razie nie planuję dzieci, nie czuję się na to gotowa. Adam i tak jest już ojcem, a Jadwiga jest przez to szczęśliwa przynajmniej nie może na mnie wywierać presji. Ale odkąd Adam opuścił tamtą rodzinę, teściowa jeszcze bardziej zaczęła zapraszać Marzenę i Bartka na rodzinne obiady, święta. Wzdychała z sentymentem: Byli taką ładną parą i chwaliła Marzenę, jakby chciała mi pokazać, iż nigdy jej nie dorównam.
A tymczasem Marzena była zupełnie niezainteresowana tym wszystkim odpowiadała grzecznie, odwiedzała ich dla Bartka, ale żadnych prób pojednania nie podejmowała. Wyczuwałam w niej obojętność.
Najbardziej absurdalne było to, iż teściowa próbowała zasiać we mnie zazdrość. Dzwoniła wieczorem i pytała: Wiesz, gdzie jest Adam? jeżeli odpowiedziałam, iż nie, zaraz wysnuwała wnioski: Pewnie u Marzeny Albo sugerowała Adamowi, żeby to on zawiózł Bartka na jakieś zajęcia do Katowic. Mnóstwo drobnych rzeczy, które miały nas poróżnić.
A ja? Nie mam w sobie ani krzty zazdrości do Marzeny, to wszystko tylko mnie drażni. Gdyby ktoś obejrzał z boku relację Adama i jego byłej, zobaczyłby, iż tam już nic nie zostało. Łączy ich tylko syn. Adam uczciwie łoży na Bartka co miesiąc przekazuje Marzenie alimenty, czasami choćby coś ekstra; spotyka się też z synem. Marzena nie naciąga, nie utrudnia kontaktu, wszystko jest normalnie, po ludzku. Obydwoje się szanują i każdy żyje po swojemu.
Ale Jadwiga nie daje za wygraną. Wciąż wymyśla nowe intrygi, nowe sposoby, żeby nas skłócić. Kiedy się uspokoi? Czy kiedykolwiek? Adam powtarza, iż gdy pojawi się wnuk wszystko ucichnie. Ale patrząc na to, co się dzieje nie wierzę w to.
