[Recenzja] Ugly - "The South Façade" (2026)

pablosreviews.blogspot.com 22 godzin temu


Zaczynali jako jedni z pierwszych wśród zespołów zaliczanych dziś do sceny Windmill. Debiutancki album Ugly, "The South Façade", ukazuje się jednak całą dekadę po rozpoczęciu przez grupę działalności. I dobre parę lat po tym, gdy czołowi reprezentanci tego nurtu wydali swoje najbardziej znaczące dzieła. W międzyczasie black midi zdążył się rozpaść, a Geordie Greep i Cameron Picton (drugi z nich jako My New Band Believe) pokazali, iż osobno, poza zespołem wciąż nie brak im kreatywności. Black Country, New Road - których perkusista Charlie Wayne zaczynał właśnie w Ugly - przetrwali rozstanie z charyzmatycznym frontmanem i wciąż wspaniale się rozwijają. Pewne oznaki stagnacji słychać natomiast na najnowszej płycie Squid, choć do wykonania oraz samych kompozycji nie mam zastrzeżeń. Pojawiło się też kilka kolejnych zespołów aspirujących do czołówki, z których jedynie caroline i Maruja wciąż zyskują z każdym kolejnym wydawnictwem. Teraz do tej krótkiej listy mogę dopisać Ugly, który na swoim spóźnionym debiucie także zaliczył wyraźny progres względem wydanej dwa lata temu EPki "Twice Around the Sun".

Chociaż już w recenzji tamtego minialbumu zauważyłem potencjał grupy, miałem też pewne wątpliwości. Jego największym problemem jest to, ze zbiera nagrania publikowane na singlach na przestrzeni dwóch lat, które nie tworzą spójnej całości. To obraz zespołu dopiero poszukującego własnego stylu: najpierw zapatrzonego w swoich kolegów z BC,NR, potem przechodzącego przez fascynację Radiohead oraz klasycznym prog-rockiem (to akurat w znakomitym "The Wheel", ocierającym się o Gentle Giant), aż w końcu desperacko próbującego łączyć tak odmienne style, jak folk i AOR - wciąż mnie zaskakuje, jak dobrze to wyszło w "Shepherd's Carol". Nieznacznie dłuższy od "Twice Around the Sun", wciąż niespełna czterdziestominutowy "The South Facade" pokazuje tymczasem grupę o już wykształconym stylu, w pełni świadomą, co chce grać i jak się za to zabrać. W skrócie: grupa zdecydowała się grać art rock o jazzującym zabarwieniu. W zależności od utworu mogą pojawiać się też inne wpływy, ale spójność zostaje tym razem zachowana. Charakterystyczną cechą grupy pozostają natomiast wielogłosowe, damsko-męskie wokale.

Czytaj też: [Recenzja] Ugly - "Twice Around the Sun" (2024)

Zawartość "The South Façade" to pod względem formy raczej proste, za to wyraziste melodycznie piosenki. Poza nieco dłuższym utworem tytułowym nie przekraczają pięciu minut. Za to w kwestii treści - a konkretnie aranżacji, wykonania, brzmienia i produkcji - dzieje się naprawdę sporo. Zwracają uwagę bogato zaaranżowane partie wokalne, a także zarazem gęsta, wielowarstwowa, jak i przestrzenna warstwa instrumentalna. Co istotne, tym razem nie słyszę jakiś ewidentnych podobieństw do innych wykonawców. Może tylko wielogłosy finałowego "Orance" znów przywodzą na myśl Gentle Giant, ale jest to subtelne podobieństwo i kontekst pozostaje zasadniczo odmienny od klasycznego proga z renesansowymi wpływami. Stylistycznie, jak cała płyta, wywodzi się raczej z indie rocka czy post-punku, choć muzycy przyjęli całkiem progresywne podejście. A ich zwarte, treściwe utwory często bywają całkiem złożone, czego najlepszymi przykładami intensywny otwieracz "Wasteland", a zwłaszcza utwór tytułowy. Ten ostatni to jeden z tych momentów, gdzie robi się najbardziej jazzowo. Takie wpływy mocno eksponuje też bardziej stonowany "In Samphedoo". Ale choćby w tych bardziej radiowych kawałkach, czyli faktycznie wydanych na singlach "Marina", "Nat Cora & The Nations" i folkującym "Gallowine", wykonanie stoi na naprawdę dobrym poziomie. Szczególnie podoba mi się to, co na całym albumie robi Harry Shapiro ze swoim wyemancypowanym basem. Warto też zwrócić uwagę na elementy hip-hopowej produkcji w "Die Another Day" oraz nienachalnie wplecione elementy country w "Gavement".

"The South Facade" jest przy tym wszystkim płytą zupełnie bezpretensjonalną, pełną młodzieńczej energii, na której w zasadzie każda kompozycja to materiał na przebój - choć odrobinę zbyt złożona, by faktycznie zaistnieć w radiu, co zresztą stricte muzycznie działa na jej korzyść. Cieszy mnie, iż na scenie Windmill wciąż pojawiają się albumy na tym poziomie, bo ostatnio częściej jednak spotyka mnie srogi zawód - żeby nie szukać daleko, to chociażby wydany tego samego dnia "FANGS", trzeci longplay HMLTD, jest tego jaskrawym przykładem. Muzykom Ugly udało się jednak dowieźć najlepszy, obok My New Band Believe, tegoroczny debiut rockowy.

Ocena: 8/10


Ugly - "The South Façade" (2026)

1. Wasteland; 2. Marina; 3. Nat Cora & The Nations; 4. Die Another Day; 5. In Samphedoo; 6. Gavement; 7. The South Façade; 8. Gallowine; 9. Orance

Skład: Jasmine Miller-Sauchella - instr. klawiszowe, wokal; Tom Lane - syntezator, wokal; Samuel Goater - gitara, wokal; Harrison Jones - gitara; Harry Shapiro - gitara basowa, wokal; Theo Guttenplan - perkusja
Producent: Balázs Altsach


Idź do oryginalnego materiału