Randka w ciemno: Zaskakujący świat miłości i nowych możliwości

newsempire24.com 1 tydzień temu

Po kłótni z Jagodą Grzegorz czuł się lekko winny. Po rozwodzie z żoną zaczął spotykać się z Jagodą, koleżanką z pracy, ale prawda nie była taka, iż wszystko układało się spokojnie. Jagoda była kapryśna i zawsze znajdowała pretekst do sprzeczki.

Mógłbym nie podtrzymywać tego romansu, ale już mam dość kaprysów Jagody myślał, wracając samochodem do domu po pracy. Gdybyśmy się pokłócili w cztery oczy, to było by w porządku, a tak w biurze przed wszystkimi, a koledzy się śmiali. I tak naprawdę wszyscy byli zdziwieni, iż w niej coś zobaczyłem. Dobrze, iż usunąłem jej numer

Wieczorem Grzegorz postanowił odpocząć, zjadł kolację, położył się na kanapie i patrzył na ekran telewizora, przeglądając telefon. Czuł się przygnębiony.

Łucja już spała, gdy obudził ją telefon. Dzwonił nieznany numer, a ona ze zmęczenia odpowiedziała sennym głosem.

Tak

Cześć rozległ się męski, obcy głos wciąż się gniewasz?

Nie odpowiedziała, choć jeszcze pół we śnie, już wyczuła, iż nie chodzi o nią.

Przepraszam, trochę się podniosłem. Wiesz, robić spektakl przy wszystkich jest nieelegancko, a i ja się obraziłem. Od razu usunąłem Twój numer, ale potem przypomniałem sobie, iż znam go na pamięć. Przyjadę do Ciebie.

Teraz? zajrzała na zegarek; był już pierwszy w nocy.

Łucja chciała spać i nie zamierzała tłumaczyć facetowi, iż pomyłka numeru. Zamiast tego po prostu powiedziała:

Przyjedź odłożyła słuchawkę.

Myślała, iż on po prostu popełnił błąd i pojechał do swojej dziewczyny i znów zapadła w sen.

Rankiem, po wypiciu kawy i odłożeniu filiżanki do szafki, zadzwonił telefon.

O Boże, znowu rano, do pracy O, to ten sam nieznany numer, co w nocy pomyślała, podnosząc słuchawkę.

Cześć usłyszała ten sam głos.

Cześć.

Moja dziewczyna wyrzuciła mnie w nocy i zamknęła drzwi przed nosem powiedział radośnie.

A ja widzę, iż nie przejąłeś się tym od razu przeszli na ty.

Tak, masz rację Ale jako przyzwoita dziewczyna powinnaś mi zrekompensować moralny szkodę.

Łucja roześmiała się szczerze, po czym dopytała.

Ja? Co ja mam do tego? Powinnaś lepiej zapamiętać numer.

Dlaczego nie powiedziałeś od razu, iż się pomyliłeś?

Bo chciałam spać. Mądrzy ludzie nie dzwonią do dziewczyn w nocy.

Może i masz rację, ale musisz mi postawić randkę

To już za dużo odparła z uśmiechem.

Po co nie? Przecież poznaliśmy się nocą, nie na darmo.

Nie poznaliśmy się.

W takim razie ja Grzegorz. A Ty?

Łucja odpowiedziała bez namysłu.

Świetnie, podoba mi się Twoje imię zaśmiał się Grzegorz spotkajmy się wieczorem w kawiarni Szczęście, o szóstej.

Boże, nie widziałeś mnie, a już proponujesz spotkanie Może jestem już starą, straszną babcią Jaką?

Z głosu brzmisz młodo i pięknie zaśmiał się Grzegorz ja też jestem w pełni sił. W dodatku jestem jasnowidzem i wszystko widzę Podobasz mi się już od razu.

Łucja roześmiała się.

Po co więc pytałeś o imię?

choćby jasnowidze się mylą. Co powiesz na randkę? Czekam w Szczęściu.

Nie, nie idę z Tobą, jesteś zbyt pewny siebie i zarozumiały odmówiła.

Nie namawiam, ale naprawdę polecam, masz jeszcze czas do wieczora odłączył się.

Łucja pojechała autem do biura, nieco zdezorientowana.

Co to było? Kto to był?

Cały dzień kręciła się z dokumentami jak wiewiórka w kole, w biurze szykowano kontrolę, trzeba było wszystko uporządkować.

Łucja miała trzydzieści trzy lata, po rozwodzie. Nie mieli dziecka, mąż nie chciał, choć ona nalegała. niedługo zrozumiała, iż nie wytrzyma męża z dziećmi. Gdy odwiedziła ją młodsza siostra z bliźniaczymi wnukami, mąż natychmiast wyprowadził się. Wieczorem wrócił, wściekły:

Nie mogę znieść tych małych hałaśliwych dzieci. Powiedz siostrze, żeby nie przychodziła, kiedy jestem w domu.

Wkrótce po rozwodzie oboje zostali bez żalu. W biurze nie było czasu, by myśleć o Grzegorzu i jego porannym telefonie. Spotkania tego typu nie brała już na poważnie, zwłaszcza nie na ślepej randce.

Łucjo, przynieś mi te dokumenty, które wczoraj mi pokazałaś zawołał szef, zaglądając do ich gabinetu coś mi się wydaje niepewne

Szef uważał Łucję za niezawodną specjalistkę, więc przydzielał jej trudne zadania, licząc na solidną premię. Niektóre koleżanki, zwłaszcza Róża, szeptały:

Co ona robi, iż nasz pan Borys tak potocznie zwano szefa zawsze podsuwa jej papiery? Nie jesteśmy głupi i dostaje premię.

Najwięcej sprzeciwu wyrażała Rita, a jej odpowiedzi przysyłał Tymon:

Zazdrość to czarna owca, Rita, same nie popełniasz błędów. Nasz szef ma oczy jak sokół, widzi kto na co zdolny.

A ty też tam? Co, w tej polskiej krainie światła się rozbłysło?

Tymon nigdy nie kłócił się z kobietami, po prostu tłumaczył sytuację sprawiedliwie.

W końcu dzień się skończył, Łucja odetchnęła z ulgą, dzień był produktywny. Zaparkowała auto i ruszyła w drogę. Nagle skręciła w stronę kawiarni Szczęście i zatrzymała się, nie wychodząc z samochodu.

Stała i obserwowała ludzi przychodzących i przechodzących. Przed wejściem stał młody mężczyzna z bukietem białych róż, odwrócił się w jej stronę i patrzył na przejście, jakby czekał, iż przyjdzie właśnie ona.

W końcu odwrócił się w jej kierunku i Łucja rozpoznała go od razu.

To Grzegorz, moja pierwsza miłość! wykrzyknęła.

Od tamtej chwili już go nie spotkała.

W liceum Grzegorz podobał się jej, bo uczęszczał do klasy pierwszej, a ona do szóstej. Wokół było wiele dziewczyn, które w nim się zakochiwały, ale on nie zwracał uwagi na Łucję, bo była młodsza. Jego przyjaciółką była Lidia, piękna i wyniosła, córka burmistrza, którą lubiła wywyższać innych.

Ciekawe, czy to naprawdę on, nie pamiętam jego głosu, nie rozmawiałam z nim. Ukończył szkołę i wyjechał gdzieś, studiował. Nie spotkałam go od tamtej pory myślała Łucja. Zobaczę, kogo czeka.

Grzegorz obracał się, wyczekując kogoś, nieco nerwowy. Łucja spokojnie wysiadła z auta i podeszła do kawiarni. Gdy zobaczył dziewczynę podchodzącą, szeroko się uśmiechnął.

Nie pomyliłem się pomyślał to na pewno ona. Tak ją sobie wyobrażałem.

Podszedł i podał jej róże.

Łucjo, to dla Ciebie.

Skąd wiesz, iż to właśnie ja? I iż lubię białe róże?

Widziałem cię w szkole, pamiętam twoje zagrywki w siatkówce, twoje smukłe nogi i miałem przeczucie, iż lubisz białe kwiaty zaśmiała się Łucja.

Ty nie przypominasz mi, ale wiem, iż to ty, Grzegorz, bo chodziliśmy razem do szkoły, tylko ja byłem starszy. Nie patrzyłeś na mnie wtedy.

Łucjo, byłaś naszą najlepszą siatkarką, twoje podania rzadko były odrzucone. Wtedy byłaś mała, ale już wtedy podziwiałem twoją urodę i smukłe nogi przyznał, wspominając szkolne mecze.

W kawiarni siedzieli do późna, potem pojechali własnymi autami i umówili się na kolejny wieczór. Od tej pory spotykali się regularnie, żałując straconego czasu.

Po pół roku Grzegorz i Łucja pobrali się, a po roku urodziła im się piękna córeczka, potem syn. Byli szczęśliwi i często wspominali szkolne lata. To nocne, przypadkowe spotkanie doprowadziło do szczęśliwego małżeństwa, choć w rzeczywistości znali się od lat. Życie rozdzieliło ich na różne drogi, ale los zawsze znajdzie drogę.

Morał tej historii jest prosty: przypadkowe spotkania mogą odkryć głęboko ukryte uczucia, a szczerość i odwaga w podjęciu ryzyka prowadzą do prawdziwego szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału