Jeśli tęsknicie za kolejnymi filmami z japońskiego studia Ghibli, to mam dla Was dobrą wiadomość. Ugo Bienvenu okazał się świetnym naśladowcą Hayao Miyazakego i w "Arco" zaproponował coś, co powinno zadowolić admiratorów takich opowieści jak "Nausicaä z Doliny Wiatru" (1984) czy "Laputa – podniebny zamek" (1986). Francuska produkcja stała się jedną z najważniejszych animacji 2025 roku, co potwierdzają otrzymane przez nią: Europejska Nagroda Filmowa, nagroda Annie, nominacja do Złotego Globu i Oscara. Co przekonało do siebie szacowne grona po obu stronach oceanu? Być może, parafrazując słowa inżyniera Mamonia, spodobał im się film, który już widzieli, który korzysta ze sprawdzonych wzorców narracyjnych, ale jednocześnie stawia na ujmującą prostotę przekazu.
Tytułowy Arco to chłopiec żyjący w XXX wieku. Cywilizacja przeniosła się na podniebne platformy, a Ziemia odpoczywa po setkach lat wyzysku. Człowiek przyszłości nauczył się podróżować w czasie, czy raczej latać przez czas w tęczowych pelerynach. Eskapady do przeszłości są dozwolone dopiero dla dwunastolatków. Za młody Arco nie może się doczekać na swoją kolei – chce na własne oczy zobaczyć dinozaury (jak widać w XXX wieku mali chłopcy wciąż mają świra na punkcie tych stworzeń). Wykrada więc strój-wehikuł siostry i w sposób niekontrolowany trafia do 2075 roku. Tam poznaje i zaprzyjaźnia się z dziewczynką o imieniu Iris oraz podejmuje próby powrotu do domu.
Bienvenu zekranizował interesujący koncept, w którym widz ma szansę obserwować dwie wersje przyszłości. Utopijną i dystopijną. Ta bliższa naszym czasom jest o wiele bardziej niepokojąca – miasteczko, w którym mieszka Iris, co rusz nawiedzają niszczycielskie wichury i pożary. Rodzice dziewczynki pracują z dala od domu i choć pojawiają się w jej życiu jako hologramy, widać, iż nic nie jest w stanie zastąpić drugiej osobie fizycznej bliskości i ciepła. W wychowywaniu dzieci dorosłych wyręczają roboty, które sprawiają wrażenie bardziej empatycznych od ludzi. Choć twórcy "Arco" nie epatują tragedią dystopijności, to jednak odczuwalna jest cienka granica, za którą może czaić się społeczny lub ekologiczny koniec świata. Odmiennie prezentowany jest XXX wiek (przebywamy w nim stosunkowo krótko), jawiący się jako idylla. Ludzie znaleźli sposób, żeby żyć samowystarczalnie, bez szkody dla środowiska – zamiast korzystać ze skomplikowanych wynalazków technicznych, nauczyli się rozmawiać z ptakami i podróżować dzięki rozszczepionemu tęczowemu światłu. Daleką przyszłość zdominowała bezpretensjonalna prostota.
Oba przedstawione na ekranie światy łączy sprytnie i nienachalnie wpleciona w fabułę pętla czasowa. Film nie bazuje jednak na teoriach naukowych, są one raczej przyjemnym, niespecjalnie skomplikowanym, a czasem fabularnie kłopotliwym dodatkiem. Sercem "Arco" okazują się emocje małych bohaterów, którzy poszukują wspólnoty, zrozumienia i wysłuchania, a nie otrzymują ich wystarczająco od dorosłych. Rodzice i opiekunowie – zajęci swoimi sprawami bądź nieobecni – pozostawiają dzieci zagubione i osamotnione. Wtedy jednak Arco i Iris znajdują oparcie w sobie. Wspierają ich też całkiem nieoczekiwani "inni" – robot Mikki i trzej bracia, próbujący rozwikłać zagadkę chłopca z przyszłości. W grupie, choćby tak zaskakującej i pozornie niedopasowanej (a może przede wszystkim w takiej), jest po prostu raźniej.
Cieszy, iż Bienvenu nie próbuje korzystać z cukierkowych rozwiązań fabularnych, co sprawia, iż emocjonalnie film jest nieco bardziej wymagający, ale tym samym głębszy i mądrzejszy. Bohaterowie muszą kilkakrotnie mierzyć się z przypływem trudnych uczuć, a czyny, czasem nierozważne, mają tu swoje konsekwencje. "Arco" pozbawione jest schematycznej naiwności, która na szczęście coraz rzadziej gości w produkcjach skierowanych do młodego widza.
Francuska animacja ma w sobie coś z doskonałej fałszywki. Choć wizualnie nie kopiuje stylu Miyazakiego, to w wymowie i poprzez wykorzystanie motywów rymuje się z dziełami japońskiego Disneya. Jest w "Arco" tak charakterystyczny dla autora "Ruchomego zamku Hauru" (2004) motyw lotu, jest inteligentna i trochę uparta dziewczęca bohaterka (koniec końców, to Iris wyrasta na wiodącą postać), są potencjalni antagoniści, którzy nie okazują się tak źli, na jakich wyglądali. No i jest muzyka Arnauda Toulona skupiona na połączeniu fortepianu i instrumentów smyczkowych, tak łudząco przypominająca ścieżki dźwiękowe Joe Hisaishiego do wczesnych filmów Miyazakiego, iż prawdopodobnie niektóre z fraz można by oskarżyć o plagiat.
A jednak nie umiem zżymać się na te podobieństwa czy zapożyczenia ze świata studia Ghibli. "Arco" nie wygląda na cyniczny produkt. Jest raczej wyrazem szczerego podziwu wobec wybitnego starszego kolegi po fachu. Ten, nomen omen, dziecięcy zachwyt, jaki dostrzegam w animacji Bienvenu w stosunku do kochanego przez małych i dużych odbiorców ekranowego baśniopisarza z Kraju Kwitnącej Wiśni, sprawia, iż francuski film oglądałem z przyjemnością. Zupełnie jakby dane mi było znowu po raz pierwszy przeżywać przygody z bohaterami "Laputy" czy "Nausicki". Bo kopiować też trzeba umieć. I najlepiej robić to z sercem i od serca.
- France 3 Cinéma
- MountainA
- France Télévisions
- Netflix
- Fit Via Vi Film Productions
- Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
Tytułowy Arco to chłopiec żyjący w XXX wieku. Cywilizacja przeniosła się na podniebne platformy, a Ziemia odpoczywa po setkach lat wyzysku. Człowiek przyszłości nauczył się podróżować w czasie, czy raczej latać przez czas w tęczowych pelerynach. Eskapady do przeszłości są dozwolone dopiero dla dwunastolatków. Za młody Arco nie może się doczekać na swoją kolei – chce na własne oczy zobaczyć dinozaury (jak widać w XXX wieku mali chłopcy wciąż mają świra na punkcie tych stworzeń). Wykrada więc strój-wehikuł siostry i w sposób niekontrolowany trafia do 2075 roku. Tam poznaje i zaprzyjaźnia się z dziewczynką o imieniu Iris oraz podejmuje próby powrotu do domu.
Bienvenu zekranizował interesujący koncept, w którym widz ma szansę obserwować dwie wersje przyszłości. Utopijną i dystopijną. Ta bliższa naszym czasom jest o wiele bardziej niepokojąca – miasteczko, w którym mieszka Iris, co rusz nawiedzają niszczycielskie wichury i pożary. Rodzice dziewczynki pracują z dala od domu i choć pojawiają się w jej życiu jako hologramy, widać, iż nic nie jest w stanie zastąpić drugiej osobie fizycznej bliskości i ciepła. W wychowywaniu dzieci dorosłych wyręczają roboty, które sprawiają wrażenie bardziej empatycznych od ludzi. Choć twórcy "Arco" nie epatują tragedią dystopijności, to jednak odczuwalna jest cienka granica, za którą może czaić się społeczny lub ekologiczny koniec świata. Odmiennie prezentowany jest XXX wiek (przebywamy w nim stosunkowo krótko), jawiący się jako idylla. Ludzie znaleźli sposób, żeby żyć samowystarczalnie, bez szkody dla środowiska – zamiast korzystać ze skomplikowanych wynalazków technicznych, nauczyli się rozmawiać z ptakami i podróżować dzięki rozszczepionemu tęczowemu światłu. Daleką przyszłość zdominowała bezpretensjonalna prostota.
- France 3 Cinéma
- MountainA
- France Télévisions
- Netflix
- Fit Via Vi Film Productions
- Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
Oba przedstawione na ekranie światy łączy sprytnie i nienachalnie wpleciona w fabułę pętla czasowa. Film nie bazuje jednak na teoriach naukowych, są one raczej przyjemnym, niespecjalnie skomplikowanym, a czasem fabularnie kłopotliwym dodatkiem. Sercem "Arco" okazują się emocje małych bohaterów, którzy poszukują wspólnoty, zrozumienia i wysłuchania, a nie otrzymują ich wystarczająco od dorosłych. Rodzice i opiekunowie – zajęci swoimi sprawami bądź nieobecni – pozostawiają dzieci zagubione i osamotnione. Wtedy jednak Arco i Iris znajdują oparcie w sobie. Wspierają ich też całkiem nieoczekiwani "inni" – robot Mikki i trzej bracia, próbujący rozwikłać zagadkę chłopca z przyszłości. W grupie, choćby tak zaskakującej i pozornie niedopasowanej (a może przede wszystkim w takiej), jest po prostu raźniej.
Cieszy, iż Bienvenu nie próbuje korzystać z cukierkowych rozwiązań fabularnych, co sprawia, iż emocjonalnie film jest nieco bardziej wymagający, ale tym samym głębszy i mądrzejszy. Bohaterowie muszą kilkakrotnie mierzyć się z przypływem trudnych uczuć, a czyny, czasem nierozważne, mają tu swoje konsekwencje. "Arco" pozbawione jest schematycznej naiwności, która na szczęście coraz rzadziej gości w produkcjach skierowanych do młodego widza.
- France 3 Cinéma
- MountainA
- France Télévisions
- Netflix
- Fit Via Vi Film Productions
- Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
Francuska animacja ma w sobie coś z doskonałej fałszywki. Choć wizualnie nie kopiuje stylu Miyazakiego, to w wymowie i poprzez wykorzystanie motywów rymuje się z dziełami japońskiego Disneya. Jest w "Arco" tak charakterystyczny dla autora "Ruchomego zamku Hauru" (2004) motyw lotu, jest inteligentna i trochę uparta dziewczęca bohaterka (koniec końców, to Iris wyrasta na wiodącą postać), są potencjalni antagoniści, którzy nie okazują się tak źli, na jakich wyglądali. No i jest muzyka Arnauda Toulona skupiona na połączeniu fortepianu i instrumentów smyczkowych, tak łudząco przypominająca ścieżki dźwiękowe Joe Hisaishiego do wczesnych filmów Miyazakiego, iż prawdopodobnie niektóre z fraz można by oskarżyć o plagiat.
- France 3 Cinéma
- MountainA
- France Télévisions
- Netflix
- Fit Via Vi Film Productions
- Centre national du cinéma et de l'image animée (CNC)
A jednak nie umiem zżymać się na te podobieństwa czy zapożyczenia ze świata studia Ghibli. "Arco" nie wygląda na cyniczny produkt. Jest raczej wyrazem szczerego podziwu wobec wybitnego starszego kolegi po fachu. Ten, nomen omen, dziecięcy zachwyt, jaki dostrzegam w animacji Bienvenu w stosunku do kochanego przez małych i dużych odbiorców ekranowego baśniopisarza z Kraju Kwitnącej Wiśni, sprawia, iż francuski film oglądałem z przyjemnością. Zupełnie jakby dane mi było znowu po raz pierwszy przeżywać przygody z bohaterami "Laputy" czy "Nausicki". Bo kopiować też trzeba umieć. I najlepiej robić to z sercem i od serca.















