Przyroda? – warto!

kulturaupodstaw.pl 13 godzin temu
Zdjęcie: fot. Dawid Tatarkiewicz


Trochę mnie to zaskoczyło. To znaczy: nie zdziwienie Radka – ono jest zrozumiałe – ale właśnie ów brak reakcji na to wydarzenie ze strony podmiotów, które powinny się nim zainteresować, rozsiać informację, niczym nasiona dmuchawca. Po to, by z festiwalu mogło skorzystać jak najwięcej osób. A, powiem to od razu, było z czego korzystać!

Jak to bywało drzewiej

Na „Przyrodę Wartą Poznania” szykuję się rokrocznie z dużą euforią i sentymentem. Moje fotografowanie zaczynało się od utrwalania przyrody, po czasie skutkującego reaktywacją, podczas studiów biologicznych, Sekcji Fotografii Przyrodniczej Koła Naukowego Przyrodników Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

A i dziś przecież fotografuję i opisuję jej (przyrody) naturę – choćby na łamach „Kultury u Podstaw”.

fot. Dawid Tatarkiewicz

Z entuzjazmem przyjąłem więc informację o rozszerzeniu formuły festiwalu z jednego do dwóch dni. I tak żyłem sobie w błogiej nieświadomości, aż bezpośrednio przed rozpoczęciem festiwalu przeczytałem, iż potrwa nie dwa, ale trzy dni!

– No, to dopiero gratka! – pomyślałem.

doczytałem, iż dwa z trzech dni będą biletowane. W zasadzie nie powinno mnie to dziwić. Festiwal od początku swego istnienia dostępny był za darmo, a odbywał się w gościnnych murach Muzeum Archeologicznego w Poznaniu. Sala prelekcyjna tego Muzeum z roku na rok była jednak coraz bardziej wypełniona, aż w ostatnich latach frekwencja przekraczała liczbę dostępnych miejsc siedzących. Apogeum przypadło na zeszły rok, w którym tłum zainteresowanych przyrodą wylewał się wyraźnie aż za drzwi sali prelekcyjnej.

Właśnie dlatego Organizatorzy, po przeanalizowaniu pofestiwalowej ankiety, postanowili zmienić salę kosztem… kosztów. Takie było przyzwolenie większości. Biorąc to pod uwagę, frekwencja tegoroczna była i tak całkiem spora, choć – gdyby nie okoliczności wspomniane na wstępie – mogłaby być jeszcze większa.

Warsztaty, prelekcje, pokazy

Już pierwszego dnia festiwalu można było sowicie skorzystać. Warsztaty sprzętowo-edukacyjne, wernisaż wystawy fotograficznej, omawianie nadesłanych portfolio – to wszystko za darmo, w gościnnych murach Osiedlowego Domu Kultury Krąg.

Rafał Wylegała, jak to ma w zwyczaju, z uśmiechem i profesjonalizmem opowiadał o zawiłościach sprzętowych. Dla osób zaznajomionych z tematyką nie stanowiło to problemu. Pamiętam natomiast, iż kiedy sam zaczynałam swoją przygodę z fotografią lata temu, Rafał od początku traktował mnie jako równorzędnego partnera w dyskusjach sprzętowych. To z kolei wywoływało mój ból głowy, gdyż kiedy zaczynał „sypać” terminologią i parametrami, gubiłem się gdzieś na początku jego wypowiedzi. Zawsze jednak mogłem liczyć na jego (i Miłosza, z którym pracował) fachową wiedzę i coś dla siebie zyskać.

Teraz, prowadząc zajęcia z fotografowania, przestrzegam osoby zaczynające swoją przygodę z tym medium, by nie zniechęcały się, kiedy pozornie kilka zrozumieją z tego, co próbuję im przekazać w kwestii technikaliów, mając na to, załóżmy, półtorej godziny. Wejście w ten temat wymaga przecież „nieco” więcej czasu – nie można mieć wszystkiego od razu.

Drugiego dnia, prelegenci występowali w wynajętej sali Instytutu Ochrony Roślin. Nie będę opisywał poszczególnych prelekcji i pokazów, nie o to tutaj chodzi. Powiem tylko, iż były one różnorodne i warte uwagi. Każda z występujących osób wniosła cenny wkład w merytoryczny przekaz festiwalu oraz zaprezentowała unikalne postrzeganie przyrody. Widzowie mogli więc zaczerpnąć z wiedzy biologicznej, poznać zawiłości ochroniarskie (tak, tak! – od adekwatnie pojętej ochrony przyrody zależy istnienie nas wszystkich…), a także szlifować szeroko rozumiane umiejętności fotograficzne oraz filmowe.

I wreszcie, dzień trzeci. Dedykowany został filmowi przyrodniczemu. Obejrzeliśmy trzy produkcje, wszystkie zauważone i docenione na zeszłorocznym XX Międzynarodowym Festiwalu Filmów Przyrodniczych im. Włodzimierza Puchalskiego w Łodzi. Te filmy i ich przekaz były cudownym podsumowaniem tego, że… warto! Że warto było uczestniczyć w tegorocznym festiwalu „Przyroda Warta Poznania”.

fot. Dawid Tatarkiewicz

Gdy dobiegła końca trzecia, ostatnia prelekcja, w ciemności sali kina Rialto zapanowała absolutna cisza, jakoby znamionująca niedowierzanie, iż to już koniec festiwalu. I nagle, ktoś z publiczności zaczął udawać sowę, budząc powszechną wesołość.

Tegoroczny festiwal skończył się w dniu, w którym czterdzieści siedem lat wcześniej zmarł wspomniany już nestor polskiej fotografii i filmu przyrodniczego – Włodzimierz Puchalski. Wielu z nas czytało jego świetne książki i oglądało filmy. Wciąż można do nich wrócić – zostały wydane na nowo, w świetnej jakości (zrekonstruowane cyfrowo), by nieustannie budzić ducha fascynacji przyrodą wśród młodszych i starszych.

Jak to będzie w przyszłości?

Traktujmy przyrodę poważnie. Członkowie Związku Polskich Fotografów Przyrody starają się to czynić. Podobały mi się słowa młodego człowieka, który jest aktualnie prezesem Związku (Okręgu Wielkopolskiego), Tomasza Niedźwiedzia, które wypowiedział przy przeglądaniu portfolio fotograficznego już pierwszego dnia festiwalu: „Najpierw przyroda, później fotografia”. Ta nuta w Związku przewijała się zawsze, odkąd pamiętam. Była tylko nieco inaczej werbalizowana: etyka fotografowania przyrody – przede wszystkim.

Związek jest więc zacną, zasłużoną organizacją. Treści ochroniarskie i edukacyjne, jakie w tym roku wyraźnie się przez festiwal przewijały, są mi bliskie. Wszyscy powinniśmy dbać o przyrodę. Jesteśmy przecież jej częścią i od niej zależymy. Ona bez nas poradzi sobie doskonale, a my bez niej – wcale!

Dlatego, jeżeli ktoś kiedyś, w przyszłości, otrzyma szansę propagowania festiwalu „Przyroda Warta Poznania” – niech z niej skorzysta. To nobilitujące, a samo wydarzenie – prestiżowe. Następny festiwal już za niecały rok. Do zobaczenia!

Idź do oryginalnego materiału