Krakowski dzień, 12 listopada. Zabrałam Jadwigę do domu po jej rozwodzie. Z czasem zrozumiałam, iż powoli zamieniam się w służącą w własnym mieszkaniu.
Prawdziwe przyjaźnie przetrwają wszystko: śluby, rozwody, dzieci, pogrzeby. Znałyśmy się ponad trzydzieści lat. Razem pisałyśmy egzaminy, razem przeżywałyśmy pierwsze rozczarowania miłosne. Potem Jadwiga wyprowadziła się do Gdańska, ale zawsze wracała i przy niej mogłam być sobą.
Dlatego gdy pewnej nocy zadzwoniła, zupełnie wyczerpana, i powiedziała jedynie: Nie mam gdzie pójść, nie zastanawiałam się. Rzekłam: Przyjdź. Zawsze masz miejsce w moim mieszkaniu.
Pierwsze dni były jak w młodości długie rozmowy, śmiech, wspomnienia. Po śmierci mojego męża dom był tak cichy, iż jego obecność choćby koiła. Starałam się ją otulić: gotowałam, dawałam jej najwygodniejsze łóżko, kupiłam nowe ręczniki, żeby poczuła się swobodnie. Obiecała zostać na dwa tygodnie, dopóki nie odzyska sił.
Mijał miesiąc potem kolejny. Nie szukała mieszkania, nie wysyłała CV, nie wstawała rano odbudowuję sen po latach. Krążyła po mieszkaniu w szlafroku, zajmowała kanapę i pytała: Kupiłaś mój jogurt? Lubię owocowy, jakby to było oczywiste.
Z każdą chwilą coraz bardziej znikała ja. Wracałam z pracy, a ona siedziała przy stole, piła herbatę i czytała mój dziennik. Gdy prosiłam ją o choćby jedną zupę, śmiała się: Ty robisz to lepiej, ja nie mam talentu.
To ja zawsze zmywałam naczynia, ja kupowałam jedzenie. W lodówce wszystko, co lubiła. W łazience jedynie jej kosmetyki. W telewizji jej seriale.
Pewnego dnia, gdy zaprosiłam koleżankę na kawę, Jadwiga zirytowana stwierdziła, iż nie czuje się komfortowo, gdy w domu są obce osoby. choćby kazała mnie odejść z kotem Puszkiem alergia.
Przez długi czas usprawiedliwiałam to, mówiąc, iż po rozwodzie jest przygnębiona, zraniona, zagubiona. Miałam wytrzymać. Ale kiedy zaczęła przestawiać meble, tłumacząc: tak będzie lepiej, pojęłam, iż przekroczyła granicę.
Najtrudniejszy moment nadszedł, gdy poprosiła mnie po pracy o odebranie jej ubrań z pralni i zakup zakupów nie mam siły wyjść. Przyniosłam torby, ledwo dźwigając je, a ona zapytała: Kupiłaś adekwatny detergent? Nie pomyl się. Wtedy coś we mnie pękło.
Po raz pierwszy od dawna wypowiedziałam się stanowczo:
Musimy porozmawiać. To nie może tak trwać. To mój dom. Musisz pomyśleć, gdzie się przeprowadzisz.
Na początku Jadwiga była zaskoczona, potem obrażona, twierdząc, iż nic nie rozumiesz i iż myśli tylko o sobie. Było mi ciężko, ale wiedziałam, iż jeżeli nie postawię granic teraz, stracę samą siebie.
Kilka dni później wyszła, zatrzaskując drzwi. Czułam się winna, jakbym zdradziła kogoś, kto był dla mnie rodziną. Stopniowo dom znów zaczął oddychać. Znowu poczułam, iż to moje miejsce, moje życie, moje zasady.
Miesiąc później przyszła krótka wiadomość SMS:
Przepraszam. Wtedy byłam zupełnie zagubiona. Dziękuję, iż mi pomogłaś, choć nie doceniłam. Odpisałam, życząc jej wszystkiego najlepszego i pomyślałam: czasem najtrudniej jest powiedzieć nie osobie, na której nam zależy. ale jeżeli nie zrobimy tego w porę, tracimy coś cenniejszego niż wszystko inne siebie.









