Prowadź swój pług przez kości umarłych – recenzja spektaklu. Niekończące się polowanie

popkulturowcy.pl 3 godzin temu

Wydawało mi się, iż powieść Prowadź swój pług przez kości umarłych Olgi Tokarczuk należy do tych, których raczej nie wystawia się na deskach teatru. Po świetnym Pokocie w reżyserii Agnieszki Holland z 2017 roku, który trafił do mojego serduszka choćby mocniej niż książka, trudno było mi uwierzyć, iż ta bezduszna historia sprawdzi się na scenie. Jednak okazało się, iż Ewie Platt ta próba wyszła naprawdę świetnie.

Skomlenie psów. To pierwsze co dociera do widzów, już na etapie otwierania drzwi i wpuszczania na widownię spektaklu Prowadź swój pług przez kości umarłych. Po szybkim pokonaniu krótkiego korytarza lądujemy na bagnach. Scenografia, skromna, ale bardzo trafiona, to adekwatnie tylko błoto i myśliwska ambona. W tym wszystkim publiczność zostaje posadzona na krzesełkach na scenie. Oryginalna widownia tworzy dodatkowy meta efekt, dwuznaczny element dekoracyjny. Będzie on miał ogromne znaczenie dla wielu scen podczas spektaklu. Od samego początku dostrzec można też Janinę Duszejko (Dominika Kluźniak), główną bohaterkę, która ze zdenerwowaniem drepcze raz w jedną, raz w drugą stronę.

Teatr Narodowy / Przemysław Jendroska

Prowadź swój pług przez kości umarłych należy do powieści trudnych, wielowarstwowych i przenikających na wskroś. To nie tylko historia szukania sprawiedliwości dla zwierząt, ale również opowieść o śmierci i przemijaniu oraz o tym, jak bezwzględni i okrutni potrafią być ludzie. W filmie Pokot Agnieszce Holland udało się stworzyć świetny efekt wizualny. Myśliwi przedstawieni byli w sposób brzydki i obrzydliwy. Z kolei zwierzęta zawsze były pokazywane z ogromną czułością i pięknem. Na deskach teatru nie znajdziemy co prawda zwierząt, ale Ewa Platt postarała się oddać okrucieństwo myśliwych, niekoniecznie poprzez wygląd, ale przez zachowanie, ton ich głosów czy zgrabne połączenie postaci (komendant/myśliwy czy myśliwy/ksiądz). Daje to efekt jeszcze większego osaczenia Duszejko. Ich stroje są jaskrawe, rzucają się w oczy, co zarazem symbolizuje to, iż niczego nie żałują i nie ukrywają się ze swoim bestialstwem.

Ambona myśliwska staje się w pewnym momencie amboną kościelną. Martwi powracają jako upiory, a potworne krwiste polowanie zdaje się trwać bez końca. W tym wszystkim Duszejko stara się udowodnić, iż życie każdego stworzenia jest tak samo warte. Widząc zachowanie myśliwych trudno nie oprzeć się myśli, iż zwierzęta są dużo bardziej cywilizowane od nich. I chociaż początkowo Dominika Kluźniak w roli Janiny Duszejko może wydawać się przerysowana, to przy poznaniu jej otoczenia coraz lepiej rozumiemy jej zachowanie. A co więcej przestaje być one dla nas groteskowe. Aktorzy wcielający się w bandę myśliwych są rewelacyjni. Tworzą razem przerażające i przytłaczające trio (Jacek Mikołajczak, Mirosław Konarowski, Piotr Grabowski). Z kolei zdecydowanie jedną z najjaśniejszych gwiazd spektaklu jest Matoga (Oskar Hamerski). Scena z zapraszaniem Duszejko na bal grzybiarza jest fantastyczna i aktorsko bezbłędna. Poza kontekstem kobiety walczącej o zwierzęta, mamy tu również po prostu kobietę w męskim świecie.

Teatr Narodowy / Przemysław Jendroska

Jednego czego nie jestem w stanie wybaczyć Ewie Platt to przedstawienie Dyzia (Adam Szczyszczaj) i Dobrej Nowiny (Justyna Kowalska). O ile dobrze pamiętam książkę czy film, byli to bohaterowie przerysowani i zabawni. Zarazem były to jedyne postacie, które dawały nadzieję, iż nie wszyscy w tej dziwnej społeczności są źli. Byli jasnym światełkiem w tunelu. W spektaklu są pokazani okropnie prześmiewczo i chyba mieli wywoływać efekt komediowy. Niestety finalnie nie było śmiesznie, a i sympatią trudno było do nich zapałać. Zachowywali się jak osoby mocne opóźnione umysłowo. Zaś opowieść o świętym Hubercie była tak okrutnie ogłupiająca i upokarzająca, iż błagałam w myślach wszystkich możliwych bogów, aby gwałtownie się skończyła.

Prowadź swój pług przez kości umarłych to spektakl trudny. Zwłaszcza dla osób, którym nie jest obojętny los zwierząt i na pewno tacy widzowie mocno to odchorują (jak ja). Bywa też męczący, ale na pewno nie pozostawia nikogo obojętnym. Na długo wryje się w pamięć i zostawi trwały ślad.

Fot. główna: Teatr Narodowy / Przemysław Jendroska

Idź do oryginalnego materiału