Proud – recenzja serialu. Licha ta duma

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Zwykle mam mało wiary w polskie produkcje, ale w przypadku Proud na początku toczyła się przynajmniej interesująca dyskusja. Trwało to jednak krótko, a im dalej w serial, tym mniej przekonująco wypada cały jego argument.

Proud opowiada historię Filipa, młodego geja, który po śmierci siostry chce zaadopotować jej kilkuletnią córkę. Niemal z dnia na dzień musi uporać się z żałobą i stać się odpowiedzialnym opiekunem, który nie pali, nie pije i nie imprezuje. Dodatkowo z racji na orientację seksualną polski system adopcyjny jest przeciwko niemu. Mamy więc dwa główne wątki: przemianę młodego lekkoducha w postać ojcowską oraz prawa osób LGBTQ+ w Polsce.

Tematyka jest więc interesująca i zachęca do dyskusji, co już na starcie serialu zaowocowało tym, iż na Ignacego Lissa, grającego Filipa, wylało się sporo krytyki. Można to podsumować jednym zdaniem: zdaje się, iż twórcy serialu nie przygotowali się na żywiołowość dyskusji, którą chcieli wywołać tematyką. I niestety tę samą wadę widać na ekranie.

Ignacy Liss popisuje się aktorsko na wysokim poziomie, a postać Filipa budzi zainteresowanie, ale wszystko, co dookoła, wypada dość płytko. Gramy tutaj bardzo stereotypowo, pokazując wszystkie postacie LGBTQ+ jako mało stabilnych, imprezujących lekkoduchów, którzy nie panują nad emocjami. Brakuje jakiejkolwiek różnorodbności, czy choćby sympatii, bo choćby główwnego bohatera trudno polubić – choćby po przemianie w odpowiedzialną wersję siebie.

Można by pomyśleć, iż skoro społeczność wypada słabo, to chociaż przyjrzymy się dokładniej systemowi pełnemu uprzedzeń. Od początku słyszymy, iż Filip nie ma szans na adopcję, ponieważ jest gejem, i obserwujemy, jak kolejni przedstawiciele systemu są wobec niego uprzedzeni. Kiedy jednak coś rzeczywiście idzie nie tak, na przykład Filip więzi w mieszkaniu przedstawicielkę pomocy społecznej, skutecznie rujnując szansę na adopcję, nie ma to żadnego znaczenia. Uprzedzona bohaterka ginie pod kołami autobusu, nie wracamy do przemocy ze strony bohatera, a deux ex machina będzie sukcesywnie powracać, ratując bohatera.

Fot. Materiały prasowe

W efekcie dyskusja na temat ojcostwa bardzo się rozmywa, mimo iż mamy wszystkie składniki. W Proud co i raz padają zarzuty, iż Filip nie może być dobrym ojcem ze względu na swoją orientację. Z drugiej strony nie przyglądamy się w ogóle Filipowi „po prostu”, kiedy przemocą zamyka kobietę w mieszkaniu czy kiedy jest gotowy skoczyć z dzieckiem z balkonu. To nie ma znaczenia, bo jedynym powodem domniemanego złego ojcostwa jest orientacja. Czy aby na pewno? Serial sam zastawia na siebie pułapkę.

Punktem kulminacyjnym jest proces sądowy, który jest najbardziej niedopracowaną sceną w całym serialu. Proud zupełnie nie zachowuje zasad procedury, tym samym podważając swoje własne stanowisko. Sąd nie jest pokazany jako nieugięty, wadliwy i uprzedzony organ, ale miejsce do przepychanki bohaterów i łzawych opowieści postaci drugoplanowych. Nie tak działa władza sądownicza, nie tak wygląda proces, a więc nie jest to żaden komentarz.

Fot. Materiały prasowe

Proud zawodzi. Jest w tym serialu zbyt dużo decyzji fabularnych, które łatwo zinterpretować jako zachowawcze. Nie ma w nim pożywki do dyskusji na temat praw społeczności LBGTQ+ w Polsce, a wszelkie próby jej zapewnienia są wycofane (myślę tu o śnie Filipa), podważane (rozprawa sądowa) lub wulgaryzowane (chociażby pod kątem słownictwa).

Czy warto oglądać? Z jednej strony warto zobaczyć Proud, aby zobaczyć, co się w nim nie udaje. Warto go też zobaczyć dla fenomenalnego Ignacego Lissa i niezłej obsady. Natomiast nie jest to z pewnością dobrze napisany serial, jest w nim pełno głupot i żenujących rozwiązań fabularnych.

Kto wie, dlaczego twórcy nie udźwignęli takiej tematyki? Jak pokazał szum wokół premiery, ludzie chcą rozmawiać, chcą drążyć, tylko nie ma czego. Szkoda.

Fot. główna: Materiały prasowe.

Idź do oryginalnego materiału