Prolog / Bielawka

publixo.com 3 tygodni temu

Opowieść Dziejomira, czyli jak nie zostać zjedzonym przez historię



Słuchajcie uważnie, bo dwa razy powtarzać nie będę, a atrament jest teraz w cenie młodej jałówki. Ja, Dziejomir, kronikarz z powołania (i braku talentu do czegokolwiek, co wymaga siły fizycznej), postanowiłem spisać dzieje nasze, ku chwale potomnych i ku przestrodze tych, którzy myślą, iż budowanie państwa to rurka z kremem.

Mamy rok 890. Europa Zachodnia, ta cała „cywilizowana”, ma swoje problemy – Wikingowie palą im klasztory, a Frankowie kłócą się o to, kto ma większy zamek. U nas, nad Goplaną, życie jest prostsze, ale za to znacznie bardziej absurdalne. Nasz świat to gęste puszcze, w których każde drzewo ma pretensje o to, iż na nie patrzysz, i bóstwa, które obrażają się częściej niż panna młoda po weselu.

W centrum tego wszystkiego leży Gródek. Nasza duma, nasza stolica, nasza jedyna szansa na przetrwanie w świecie pełnym dzików i podatków. Rządzi tu Wielki Książę Siemowit. Siemowit to wizjoner. Naprawdę. Chciałby, żebyśmy byli imperium. Marzy o drogach, handlu i armii, która nie ucieka na widok nieco większego borsuka. Niestety, jego wizje zwykle rozbijają się o twardą rzeczywistość:
- Daniny „znikały” w dziwnych okolicznościach (podejrzewamy krasnoludki, ale Witos twierdzi, iż to po prostu kreatywna księgowość kasztelana).
- Jego woje traktują ćwiczenia jak piknik z elementami zapasów.
- A własna rodzina ma więcej sekretów niż szafa starej zielarki.

Siemowit chce być zapamiętany jako budowniczy potęgi Polan, ale póki co jest głównie budowniczym nowych teorii na temat tego, dlaczego znowu brakuje miodu w spiżarni.

A pośrodku jeziora, na wyspie, w wieży, która trzyma się prosto tylko dlatego, iż myszy w fundamentach trzymają się za ręce, mieszka Popiel. Ach, Popiel! To jest dopiero okaz. Samozwańczy król wszystkiego, co mokre i krzywe. Uważa Siemowita za uzurpatora, a siebie za geniusza strategii. Prawda jest taka, iż gdyby Popiel miał zaplanować wyjście z namiotu, prawdopodobnie zaplątałby się w sznurki i ogłosił, iż to spisek sił nieczystych. Jego plany przejęcia władzy są tak skomplikowane, iż choćby on sam ich nie rozumie po trzecim punkcie, a jego jedynymi wiernymi sługami jest grupa zbójów, którzy intelektem rywalizują z mokrym mchem.

To nie jest opowieść o wielkich bitwach, które zmieniają losy świata. To opowieść o tym, jak my, Słowianie, radziliśmy sobie z codziennością, gdy bogowie rzucali nam kłody pod nogi, a my przerabialiśmy te kłody na opał i szliśmy na piwo.

Usiądźcie wygodnie. Zapowiada się długa i bardzo dziwna zima. Albo wiosna. U nas nigdy nic nie wiadomo, dopóki Czcibor nie spojrzy w dym z przypalonej owsianki.

Zaczynamy!
Idź do oryginalnego materiału