Producentką filmu "Wersja Judasza" jest pochodząca z Wielkopolski Marta Leone

zwielkopolski24.pl 2 godzin temu

Dzieciństwo pełne wolności

Gołanice - położona malowniczo nad jeziorem niewielka miejscowość to świat dzieciństwa Marty Leone. Urodziła się co prawda w Łodzi, ale to właśnie w okolicach Leszna spędziła beztroskie lata wczesnej młodości.

- Z Gołanic wyjechałam mając 21 lat - do Warszawy w poszukiwaniu pracy. Dzieciństwo wspominam bardzo dobrze, jako czas wolności, ale też dużej samodzielności. Lato spędzaliśmy na rowerach i nad jeziorem - przyznaje Marta Leone.

Przyszła producentka filmowa studiowała w Kolegium Nauczycielskim w Lesznie, szkole znanej w regionie jako świetna kuźnia anglistów. Marzyła o pracy tłumacza, ale kiedy pojawiła się w stolicy - jak sama przyznaje - przez przypadek trafiła na plan filmowy w charakterze asystentki.

- Sprzątałam i parzyłam kawę - wspomina z uśmiechem.

Przygodę z filmem rozpoczęła dzięki mężowi, Alessandro Leone. Zaczęła mu pomagać, ale pomoc gwałtownie zamieniła się we współpracę. Oboje odkryli, iż przynosi ona dobre efekty i tak powstały dwie firmy, zajmujące się produkcją i dystrybucją filmów.

Normalny, trudny świat

Marta Leone od blisko 15 lat pracuje jako producentka filmowa, będąc częścią świata, który większość ogląda przez pryzmat medialnych doniesień.

- To normalny świat - stwierdza Marta Leone. - Trudny, bo panuje w nim duża rywalizacja, nie tylko finansowa, tutaj istotny jest również sukces osobisty: rozpoznawalność, nagrody. Praca producenta jest wymagająca, bywa niewdzięczna i obarczona dużą odpowiedzialnością za ludzi, których się zatrudnia. Nie jest też łatwo pozyskać pieniądze na produkcję filmową, a proces ich rozliczania bywa długi i skomplikowany. Świat filmu to nie bajka.

Jak przyznaje Marta Leone, praca producenta uczy pokory. Otrzymanie funduszy na kolejny film musi być poparte konkretnymi dokonaniami, "piękne oczy" nie wystarczą. Produkcja filmu, od scenariusza po gotowy obraz, trwa minimum dwa, dwa i pół roku. Rozliczanie dotacji - choćby trzy lata.

Z drugiej strony, to zajęcie fascynujące, pełne wyzwań i bardzo rozwijające.

- Dzięki niemu znam trzy języki obce, co bardzo ułatwia kontakt z ludźmi i sprawia, iż jakość pracy jest zupełnie inna. W tym zawodzie każdy rok, choćby każdy miesiąc nie jest taki sam. Dzięki niemu mogłam też zobaczyć wiele fascynujących miejsc i poznać ludzi z różnych zakątków świata - podkreśla.

"Producent na dywanie nikogo nie obchodzi"

Marta Leone ma w swoim dorobku produkcje filmowe docenione na największych festiwalach filmowych i rozpowszechniane w ramach globalnej dystrybucji. Jednym z przełomowych punktów w jej karierze był film „I odpuść nam nasze długi” w reżyserii Antonio Morabito. Produkcja zamknęła Warszawski Festiwal Filmowy w 2018 roku i stała się jednym z pierwszych europejskich tytułów kupionych przez platformę Netflix.

Producentka znad Wisły współpracuje z wielkimi nazwiskami światowego kina, z którymi tworzyła choćby „Gang Rosenthala”, „Pod tym samym niebem”, „Wielką ciszę”, czy dokument „Cent’anni” doceniony podczas festiwalu w Cannes w 2021 roku. W 2022 roku wyprodukowała film „Bejbis”, będący wielkim powrotem do reżyserii Andrzeja Saramonowicza, który został nominowany do Orłów 2023. Z kolei „Confiteor”, po premierze w Wenecji w 2025 roku, zdobył prestiżową nagrodę Lizzani dla najlepszego włoskiego filmu.

Dla Marty Leone festiwale filmowe to czas inspitacji i prawdziwe święto kina. Spotyka podczas nich ludzi z całego świata - otwartych i zdystansowanych, którzy nie starają się nikomu niczego udowodnić. Nie stresują jej występy na czerwonym dywanie, bo jak sama mówi: "Producent na dywanie nikogo nie obchodzi". Kamery i oczy wszystkich zwrócone są wówczas głównie na aktorów. Podejście do filmowych premier podczas festiwali także bywa różne. W Cannes wymagany jest smoking i wieczorowa suknia, w Wenecji ...

- Byłam na premierze, na którą 80% widzów przyszło w krótkich spodenkach z popcornem w ręce - zdradza Marta Leone.

Film bez patosu

Najnowsza produkcja Marty Leone to "Wersja Judasza", która pierwszy raz została pokazana w 2025 roku poza konkursem festiwalu w Locarno.

- Sala podczas pokazu była pełna. Padły też interesujące pytania, w tym to, czy reżyser chciał wybielić postać Judasza. Gulio Base odpowiadając na nie tłumaczył, iż film jest jedną z interpretacji tego, co zostało zapisane w Ewangeliach - mówi producentka. - Jako katoliczka wychowana w Polsce nigdy nie zastanawiałam się nad takim punktem widzenia. Wersja wydarzeń zaproponowana przez reżysera wydała mi się ciekawa. Przekonały mnie też realizm i opowiedzenie całej historii bez patosu.

"Wersja Judasza" to produkcja polsko-włoska, w której zobaczyć możemy Tomasza Kota jako apostoła Szymona oraz usłyszeć głos Wojciecha Mecwaldowskiego, który jest narratorem polskiej wersji językowej filmu.

- On jest jedynym, który dotrzymuje słowa, jedynym, który umiera wraz z mistrzem, tak jak inni zawsze mówili, iż są gotowi to zrobić. Obaj zwisają na drzewie, obaj ze śmiercią u boku. Na chwilę przed śmiercią Judasz wysyła do swojego przyjaciela myśl: "Jezu, dlaczego wmówiłeś mi, iż jesteś Bogiem? Dlaczego mnie zdradziłeś?". Judasz, powieszony, umiera. Nie zobaczy nic z tego, co wydarzyło się później - czytamy w materiałach promujących film.

https://zwielkopolski24.pl/wiadomosci/o-poznaniance-jest-coraz-glosniej-w-calej-polsce-ma-szanse-na-prestizowa-nagrode/DJ9QSi0CBjiK869mcCLI
Idź do oryginalnego materiału