Prawie straciłam młodszą siostrę, wtedy zrozumiałam, jak bardzo ją kocham.

newsempire24.com 1 tydzień temu

Miałam zaledwie dziesięć lat, kiedy po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, co znaczy być dorosłą. I świadomość ta nie przyszła do mnie podczas cichej rodzinnej rozmowy, na lekcji w szkole ani choćby po przeczytaniu jakiejś książki. To był strach, ból i przerażenie, które pojawiły się na myśl, iż mogę stracić moją siostrę. Moją Darię.

Zaczęło się, jak u wielu starszych dzieci — od poczucia niesprawiedliwości. Myślę, iż wiele dziewczynek, które muszą opiekować się młodszymi braćmi lub siostrami, zrozumie mnie. Ciągłe prośby, zarzuty: „Jesteś starsza, powinnaś”, „Musimy z tatą wyjść — popilnuj Darii”. Wydawało mi się, iż po prostu używają mnie jak darmowej niani, pozbawiając mnie dzieciństwa, zabaw, wolności.

Daria miała wtedy pięć lat. Była niespokojna, zawsze czegoś chciała, zawsze mnie śledziła. A ja marzyłam, by choćby wieczór spędzić z przyjaciółkami. Umówiłyśmy się, by obejrzeć film, przyniosłyśmy popcorn, sok — urządziłyśmy sobie kino. I oczywiście całkowicie zapomniałam, iż powinnam pilnować siostry.

Minęło nie więcej niż pół godziny, kiedy z sąsiedniego pokoju dobiegł głuchy huk. Wstałam gwałtownie, serce zaczęło mi mocniej bić. Wpadłam do pokoju i ujrzałam przewróconą szafę. Daria leżała obok, pochlipując i trzymając się za nogę. Później okazało się — silne zwichnięcie, stłuczenie, całe szczęście to nie był złamanie. Po prostu wspięła się na szafę, by sięgnąć książkę z górnej półki.

Tego wieczoru rodzice zrobili mi prawdziwą awanturę. Płacze, krzyki, zarzuty: „Nie dopilnowałaś!”, „Mogła zginąć!”. A ja zaciskałam pięści i nienawidziłam wszystkich tych słów. Chciałam krzyczeć: „Nie prosiłam o siostrę! Nie prosiłam, by być starszą!”

Ale wszystko zmieniło się po kilku miesiącach.

Przyszło lato i zaprosili nas krewni na wakacje za granicą. Pojechaliśmy całą rodziną do Australii — dla nas to była jak baśń. Upalna pogoda, egzotyka, kangury, dziwne rośliny — wszystko to chłonęłam z zachwytem. choćby z Darią, wydawało się, dogadywałyśmy się trochę lepiej.

Pewnego wieczoru spacerowałyśmy po terenie hotelu. Było spokojnie, cicho. Daria szła przodem i jak zwykle delikatnie dotykała krzewów, tak jak lubiła robić w domowym parku. I nagle — krzyk. Ostry, przenikliwy. Odwróciłam się — i zobaczyłam węża. Małego, czarno-czerwonego, gwałtownie zniknął w trawie. Daria stała jak wryta, a po kilku sekundach zaczęła się chwiać.

Na jej łydce były dwie małe, ale głębokie punkty. Ugryzienie.

Zbiegł się personel. Rodzice przybiegli po minucie. Mama płakała, tata bladł na oczach. Przybiegł lekarz. Zajął się raną, założył opaskę uciskową, próbował odessać truciznę. Ale powiedział od razu: „To niebezpieczne. Bardzo. Ugryzienie jest trujące. Musimy gwałtownie do szpitala i podać antidotum”.

Zabrano Darię karetką. Ja siedziałam, obejmując się ramionami, nie czując ani rąk, ani nóg. Rozdzierał mnie strach.

W szpitalu lekarze wyjaśnili, iż potrzebne jest pilne przetoczenie krwi i podanie surowicy. Ale Daria ma rzadką grupę — AB+. Trudno znaleźć dawców. Rodzice nie pasowali: niedawno chorowali na grypę. Lekarz zacisnął usta i powiedział: „Pozostaje tylko ty. Ale masz dopiero dziesięć lat…”

Nie pozwoliłam im skończyć. Wstałam i powiedziałam:
— Jestem gotowa.

Nie wiedziałam, jak będzie wyglądał zabieg, bałam się. Ale nie byłam już tą dziewczynką, która złościła się, iż zmuszono ją do opieki nad siostrą. Rozumiałam — jeżeli coś się stanie z Darią, nigdy sobie tego nie wybaczę.

W tamtym momencie dorosłam. Nie na miarę wieku.

Zabieg odbył się szybko. Pielęgniarki mnie uspokajały, mama trzymała za rękę, tata głaskał po głowie. Wydawało mi się, iż świat skurczył się do jednego, jedynego pragnienia: uratować Darię.

Po dwóch dniach poczuła się lepiej. Policzek zaróżowiały, oczy zaczęły błyszczeć. Lekarze mówili: „Macie silną dziewczynkę”. A ja myślałam: „Nie, to ona nie jest silna. Silną stałam się ja”.

Resztę wakacji spędziliśmy w szpitalnej sali. Nieważne. Najważniejsze, iż była żywa.

Od tamtej pory minęło wiele lat. Daria i ja dorosłyśmy. Ale tamte dni na zawsze pozostały w mojej pamięci. Właśnie wtedy zrozumiałam: siostra to nie jest ciężar, nie jest przeszkodą. To część ciebie. To twoja krew, twoja dusza. I dla niej jesteś gotów na wszystko.

Dziś jesteśmy nie tylko siostrami. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Uczymy nasze dzieci tego, co same zrozumiałyśmy: nie trzeba czekać na nieszczęście, by zrozumieć, kto jest ci drogi. Nie trzeba odkładać uścisków, dobrych słów, wsparcia.

Niestety, życie jest tak skonstruowane, iż prawdziwe wartości uświadamiamy sobie dopiero przechodząc przez ból. Najważniejsze — nie zapomnieć lekcji. Najważniejsze — zachować miłość. I być obok. Zawsze.

Idź do oryginalnego materiału