Prawdziwa żona – historia o miłości, cierpieniu i przebaczeniu. Jak to się dzieje, iż potrafisz tyle lat żyć z jedną kobietą? – pyta mój brat za każdym razem, gdy mnie odwiedzał. Odpowiadałem mu: Miłość i ogromna cierpliwość – to cały sekret. On na to: Ten przepis nie dla mnie, kocham wszystkie kobiety, każda to dla mnie tajemnica, a z przeczytaną książką nie chcę żyć. Mój młodszy brat Piotrek ożenił się mając osiemnaście lat ze starszą o dziesięć wspaniałą Asią, która pokochała go na całe życie, a on… tylko się nią zabawił. Asia zamieszkała w jego domu z ich synkiem Mikołajem i cenną kolekcją porcelanowych figurek. Po dziesięciu latach Piotr rozbił jej kolekcję w porywie złości. To sprawiło, iż ich miłość pękła. Piotr coraz częściej pił, pojawiły się kolejne kobiety, a końcem wszystkiego był rozwód. Asia z synem wyjechała do rodzinnego miasta, zostawiając jedną, nienaruszoną figurkę na pamiątkę. Piotr popadł w alkoholizm i roztrwonił swoje życie, a ostatnią prośbą na łożu śmierci powierzył mnie: przekaż Asi nową kolekcję figurek i oszczędności – niech mi wybaczy. Spotkałem się z Asią i spełniłem tę wolę. Dzięki sprzedaży kolekcji Asia z synem wyjechała do Kanady i napisała mi list: Dziękuję za wszystko, cieszę się, iż byłam dla Piotra „prawdziwą żoną”…

twojacena.pl 3 dni temu

No i powiedz mi, jak ty to robisz, iż od tylu lat żyjesz z jedną żoną w zgodzie? W czym tkwi sekret? mój brat zawsze pytał mnie o to samo, kiedy wpadał na kawę.

To tylko miłość i ogrom cierpliwości. Nic więcej, cała tajemnica odpowiadałem mu zawsze tak samo.

Ten sposób nie jest dla mnie. Ja uwielbiam wszystkie kobiety. Każda to dla mnie zagadka. A żyć z książką, którą znam na pamięć? Wolę już inne śmiał się brat.

Młodszy brat, Andrzej, ożenił się ledwie skończył osiemnaście lat. Jego żona, Bożenka, była od niego starsza o dziesięć lat. Delikatna, zakochana w nim na zabój przez całe życie. Andrzej? Jemu się podobało, iż ktoś go tak uwielbia.

Bożenka gwałtownie się zadomowiła w domu teściów, gdzie mieszkało jeszcze siedem osób, i urodziła synka, Maćka. Była pewna w końcu ma szczęście w garści! Młodej rodzinie przydzielono maleńki pokoik.

Bożenka miała przepiękną kolekcję porcelanowych figurek, które traktowała jak skarb i bardzo o nie dbała. Było ich dziesięć, każda wyjątkowa. Ustawiła je na starym kredensie, żeby każdy mógł je podziwiać. Cała rodzina wiedziała, jak są dla niej ważne. Często stawała przy kredensie, patrzyła na figurki z zadumą i czułością.

W tamtym czasie ja się dopiero rozglądałem za swoją drugą połówką. Szukałem tej jedynej, żeby być z nią całe życie. Udało się jestem z Marylą już ponad pięćdziesiąt lat.

Andrzej i Bożenka wytrzymali razem dziesięć lat. Niestety, w tym małżeństwie nie mogła się niczym pochwalić. Starała się być dobrą żoną, kochała męża i syna z całego serca. Była cicha, uległa, nie sprawiała problemów. Czego więc brakowało Andrzejowi?

Pewnego razu wrócił do domu już lekko wesoły. Coś mu się w zachowaniu i wyglądzie Bożenki nie spodobało. Zaczął ją podgryzać, żartować złośliwie, łapać za ręce. Bożenka, czując, iż zapowiada się awantura, bez słowa wyszła do ogrodu, ciągnąc za sobą Maćka. Po chwili dobiegł z domu straszny huk. Bożenka od razu wiedziała to jej ukochane figurki rozbiły się w drobny mak. Wbiegła do pokoju, nie wierząc własnym oczom.

Kolekcja leżała na podłodze w kawałkach. Tylko jedna figurka ocalała. Bożenka podniosła ją z podłogi, ucałowała, choćby słowa nie powiedziała do męża. Tylko w oczach miała potok łez.

Od tego dnia między nimi pojawiła się przepaść. Bożenka jakby żyła gdzie indziej. przez cały czas wykonywała wszystkie domowe obowiązki, była dobrą żoną i gospodynią, ale bez serca, z niechęcią.

Andrzej pił coraz częściej. niedługo zaczęły wokół niego kręcić się podejrzane znajome i szemrane typy. Bożenka wszystko widziała, ale zamykała się w sobie. Stała się smutna, oderwana od rzeczywistości. Andrzej coraz rzadziej zaglądał do domu, zupełnie zaniedbał rodzinę. Bożenka zrozumiała, iż nie dogoni już tego wiatru. I wreszcie cicho, bez kłótni rozwiedli się. Bożenka zabrała Maćka i wróciła do rodzinnych Kielc. Ocalona figurka została samotnie na kredensie chciała zostawić po sobie ślad.

Andrzej raczej nie rozpaczał. Rozpoczął rozrywkowe życie, bez żadnego umiaru. Wchodził w nowe związki z łatwością, rozstawał się jeszcze szybciej. Trzy razy żenił się i trzy razy rozwodził. Pił wódkę, aż tracił przytomność. A przecież był dobrym ekonomistą, pracował na uczelni, jeździł po Polsce z wykładami, napisał choćby podręcznik z ekonomii na którym zarobił sporo złotych. Wróżono mu wielką karierę. Alkohol i chaos wszystko zniweczyły.

W końcu wydawało się, iż Andrzej się ogarnął postanowił ożenić się z niezwykłą kobietą. Zaprosił nas wszystkich na skromny ślub. Nowa żona miała już dorosłego, siedemnastoletniego syna. Wszyscy od razu wiedzieli, iż z Andrzejem nigdy się nie dogadają.

Byli zbyt różni, obcy sobie nawzajem. Andrzej zignorował ten fakt. Po pięciu latach doszło do ostrej awantury kilka brakowało, a by się skrzywdzili. Nie było wyjścia rozwód.

Potem w jego życiu przewijały się kolejno: Magda, Jolka, Danusia… Wszystkie były tym jedynym szczęściem”.

Ale życie napisało swój własny scenariusz. W wieku pięćdziesięciu trzech lat Andrzej ciężko zachorował i nie było już mowy o powrocie do normalności. Został sam, bez żadnej swojej miłości. Z siostrami opiekowaliśmy się nim.

Stasiu, podaj mi walizkę spod łóżka poprosił mnie cicho. Ciężko mu było mówić, jeszcze ciężej się ruszać.

Wyciągam stamtąd zakurzoną walizkę, otwieram i osłupiałem. Cała wypchana delikatnie opakowanymi porcelanowymi figurkami! Każda oddzielnie, owinięta w miękką serwetkę.

Zbierałem je dla Bożenki Nigdy nie zapomniałem jej spojrzenia wtedy, gdy zobaczyła zniszczoną kolekcję. Niezła ze mnie łajza Pamiętasz, jak jeździłem po Polsce na delegacje? Wszędzie kupowałem te figurki. Walizka ma podwójne dno, zajrzyj tam powiedział zmęczonym głosem. Są tam jeszcze pieniądze. Wszystko, co odłożyłem. Oddaj to Bożence. Niech mi wybaczy, bo już się nie zobaczymy. Obiecaj, Stasiu, iż jej wszystko przekażesz

Obiecuję, Andrzej gardło mi się ścisnęło. Wiedziałem, iż brat odchodzi na dobre.

List do Bożenki jest pod poduszką dodał bez siły.

Bożenka przez cały czas mieszkała w starych Kielcach. Jej synek, Maciek, chorował poważnie, lekarze byli bezsilni. Mówili, żeby próbować szczęścia gdzieś za granicą, może tam pomogą. Dowiedziałem się o tym z listu Bożenki, który znalazłem u Andrzeja. Cały czas pisała do niego, on ani razu nie odpisał.

Pogrzebaliśmy Andrzeja i zabrałem się za spełnienie jego prośby.

Z Bożenką spotkałem się na dworcu w Radomiu. Kiedy mnie zobaczyła, mocno mnie przytuliła:

Stasiu, ale wy z Andrzejem byliście podobni jak dwie krople wody uśmiechnęła się z nostalgią.

Wręczyłem jej walizkę, przekazałem prośbę brata:

Bożenka, wybacz mu, proszę. Tu masz pieniądze i jeszcze coś od niego. Otworzysz, jak będziesz sama. Dla Andrzeja byłaś tą jedyną, pamiętaj.

Pożegnaliśmy się na zawsze.

Po jakimś czasie dostałem od niej list:

Stasiu, dziękuję Tobie i Andrzejowi za wszystko. Dziękuję Bogu, iż Andrzej pojawił się w moim życiu. Figurki udało się sprzedać pasjonatowi za niezłe pieniądze. Nie potrafiłam już na nie patrzeć każda była dla mnie bolesnym wspomnieniem. Za te złote wyjechaliśmy z Maćkiem do Kanady. Siostra od dawna nas tam zapraszała. Tu nikt mnie już nie trzymał. Liczyłam w duchu, iż może Andrzej kiedyś mnie zawoła Ale nie zawołał. Mimo wszystko jestem szczęśliwa, bo wiem, iż wciąż byłam dla niego tą prawdziwą, rodzoną żoną. Maćkowi jest tutaj lepiej. Żegnaj

Bez adresu zwrotnegoPiszę ten ostatni list do Ciebie, Stasiu, już z Montrealu. Wieczory mamy tu długie i śnieg pada jak w bajce, ale w środku czuję spokój, którego nie miałam od lat. Maciek chodzi do szkoły, uczy się dobrze, lekarze dają nadzieję i pierwszy raz od dawna nie boję się jutra.

Figurki, te porcelanowe cienie mojego życia, zyskały nowy dom gdzieś daleko, u kogoś, kto zachwyca się ich historiami zupełnie inaczej niż ja. One były jak most pomiędzy mną, a Twoim bratem, most, po którym już nie muszę chodzić. Ostatnią zostawiłam sobie tę, którą ocaliłam wtedy z kredensu. Stoi teraz na białym parapecie, patrzy prosto w cień lasu za domem. Może przypomina mi wszystko, co było, ale też to, co nauczyłam się oddać.

Czasem wyobrażam sobie Andrzeja, jak siedzi gdzieś wysoko, bez bagażu, bez ciężaru tamtych dawnych błędów. Może wreszcie nauczył się kochać choćby już tylko po swojemu, cicho, nie na pokaz. A ja znalazłam tu to, czego nie mogłam znaleźć przez tyle lat: ciszę, w której każdy nowy dzień brzmi jak nadzieja.

Dziękuję Ci, Stasiu, iż dotrzymałeś słowa. Bez Ciebie nie zbudowałabym tego nowego życia z kawałków starego. Niech ta jedna ocalała figurka przypomina nam, iż czasem choćby najmniejsze rzeczy można ocalić i na nich postawić przyszłość.

Bożenka

Idź do oryginalnego materiału