Odważny krok i narodziny marki
Początki projektu SisArt sięgają 2016 roku, choć jego historia zaczęła się znacznie wcześniej, od potrzeby tworzenia wyjątkowych rzeczy dla najbliższych. Gdy na świat miało przyjść drugie dziecko Agnieszki, przyszła właścicielka marki zaczęła szyć pierwsze dekoracje i dodatki do dziecięcego pokoju. gwałtownie zauważyła, jak trudno znaleźć przedmioty tworzone z sercem – unikatowe, ciepłe i dalekie od masowej produkcji.
W tym samym czasie zbliżały się jej 30. urodziny. Zamiast spokojnego świętowania pojawiła się myśl, by zaryzykować i stworzyć coś własnego.
— Chciałam zrobić coś szalonego. Coś, co będzie naprawdę moje i co będzie dawało ludziom emocje oraz dobrą energię — wspomina Agnieszka.

Pierwszą siedzibą raczkującego biznesu był niewielki lokal przy ulicy Za Bramką 12. Projekt zaczynał skromnie, od autorskich, szytych pluszowych misiów, poduszek z wyjątkowymi grafikami oraz dekoracji, jakich trudno było szukać w zwykłym sklepie. Produkty gwałtownie zdobyły pierwszych klientów, a marka zaczęła rozwijać się dzięki poleceniom i coraz większej społeczności osób zakochanych w rękodziele.
Siła siostrzanego wsparcia
Nazwa SisArt nie jest przypadkowa: to połączenie angielskiego słowa „sisters” oraz sztuki, czyli „art”. Choć główną pomysłodawczynią i właścicielką marki jest Agnieszka, realizacja tego marzenia nie byłaby możliwa bez zaangażowania jej sióstr – Ani i Moniki – oraz cichego wsparcia ich mamy, Małgorzaty.
To właśnie rodzinna atmosfera, wzajemne zaufanie i kobieca solidarność stały się fundamentem marki. Siostry wspierały się na każdym etapie rozwoju projektu, od urządzania pierwszego lokalu, przez wspólne projektowanie, aż po trudniejsze momenty, takie jak pandemia, która wymusiła reorganizację działań i późniejsze przeniesienie sklepu do nowej lokalizacji.
Do dziś rodzinny charakter tego miejsca czuć w każdym jego centymetrze, a klientów od progu witają uśmiech, otwartość i domowe ciepło.

Cztery kobiety, cztery żywioły
Choć SisArt tworzą siostry, każda z nich jest zupełnie inna i być może właśnie dlatego ten projekt działa od tylu lat. Każda tworzy w innej technice i wnosi do marki własną energię.
Monika to prawdziwy artystyczny żywioł i twórczy chaos. Projektuje oraz szyje intuicyjnie, często „na freestyle’u”. To właśnie ona najczęściej zamienia zwykły materiał w coś zupełnie niepowtarzalnego. W sklepie można znaleźć również jej malowane oraz szydełkowe produkty.
Ania jest z kolei mistrzynią organizacji i logistyki. Tam, gdzie inni widzą chaos, ona potrafi stworzyć plan działania i zapanować nad codziennością sklepu. Kiedy sytuacja tego wymaga, potrafi jednak rzucić wszystko i pojechać na drugi koniec Polski po brakujące półprodukty do ważnego zamówienia. Bez niej wiele pomysłów prawdopodobnie nigdy nie zostałoby zrealizowanych.
Agnieszka, najmłodsza, najodważniejsza i największa marzycielka, jest sercem całego projektu. Łączy wszystko w całość, odpowiada za marketing, rozwój marki i większość szalonych wizji, które często stają się rzeczywistością. Jak śmieją się siostry, Agnieszka najpierw mówi: „A może zrobimy…”, a dopiero później zastanawia się, jak adekwatnie to wykonać.
Nad tym wszystkim czuwa jeszcze mama Małgorzata, która – jak żartują córki – skutecznie sprowadza je na ziemię, kiedy „rzucają się z motyką na słońce”. Jest mistrzynią detali, perfekcyjnych przeszyć i dopracowanych wykończeń.

Więcej niż kooperacja — prawdziwe relacje
Z biegiem lat SisArt stał się czymś znacznie większym niż sklepem z rękodziełem. Dziś to społeczność ludzi, których połączyły pasja, wrażliwość i potrzeba tworzenia rzeczy autentycznych. kooperacja z rękodzielnikami bardzo często przeradza się tutaj w prawdziwe przyjaźnie.
Wiele osób, które początkowo pojawiły się jedynie ze swoimi produktami, zostało z SisArt na lata – nie tylko zawodowo, ale także prywatnie.
— Od początku chciałyśmy stworzyć miejsce, do którego ludzie będą wracać nie tylko po zakupy, ale też po dobrą energię — mówią właścicielki.
Twórcy wspierają się nawzajem zarówno w chwilach sukcesów, jak i podczas trudniejszych momentów czy życiowych kryzysów. W świecie pełnym pośpiechu i anonimowości takie relacje stają się czymś naprawdę wyjątkowym.
Historie, które przypominają, dlaczego to wszystko ma sens
Historia SisArt miała swoje wzloty i upadki. Były momenty ogromnej radości, ale także chwile zwątpienia i walki o dalsze istnienie. Jednak właśnie wtedy pojawiały się sytuacje, które przypominały właścicielkom, dlaczego to, co robią, jest naprawdę ważne.
Jedna z takich historii na zawsze pozostała w ich pamięci: do realizacji trafiło pilne zamówienie – personalizowana poduszka z haftem, która miała być prezentem dla córki pewnej kobiety. Zamówienie zostało złożone przez jej przyjaciółkę z prośbą o wykonanie go już na następny dzień. Haft zawierał wyjątkowe przesłanie – słowa, które miały przypominać dziewczynce, iż jej mama zawsze będzie przy niej, niezależnie od wszystkiego.
Kiedy następnego dnia klientka przyszła odebrać poduszkę, okazało się, iż tej samej nocy jej przyjaciółka zmarła z powodu choroby nowotworowej.
To był niezwykle poruszający moment – chwila ciszy, wzruszenia i świadomości, iż czasem rękodzieło staje się czymś znacznie większym niż przedmiotem. Staje się wspomnieniem, symbolem miłości i czymś, co pomaga zachować bliskość mimo straty.

Czym jest dziś SisArt?
Dzisiejszy SisArt przy ulicy Święty Marcin 26 przeszedł ogromną ewolucję. Z niewielkiej pracowni rozwinął się w jedną z największych i najbardziej rozpoznawalnych przestrzeni z polskim rękodziełem w Poznaniu.
Wsparcie dla lokalnych twórców
SisArt współpracuje dziś z blisko 200 niezależnymi rękodzielnikami z całej Polski. Na półkach sklepu można znaleźć autorską biżuterię wykonywaną w różnych technikach, ceramikę użytkową, rzemieślnicze mydła, świece sojowe, unikatowe tekstylia oraz zabawki handmade.
Wizytówka Poznania i rogale z misją
Sklep słynie również z unikatowych pamiątek inspirowanych Poznaniem. Symbolem marki stały się autorskie rogale świętomarcińskie w wersji handmade, jako pluszowe maskotki, szydełkowe koziołki, pyrki, ceramika, świece sojowe czy choćby kawa inspirowana aromatem poznańskiego przysmaku.

Przystań dobrych emocji
Siostry od początku podkreślają, iż SisArt ma być przeciwwagą dla masowej produkcji i wielkich korporacji. To przestrzeń spotkań, rozmów i wymiany dobrej energii, gdzie każdy przedmiot niesie za sobą ludzką historię oraz czas poświęcony na jego stworzenie.
Właścicielki chętnie rozmawiają z klientami, opowiadając o produktach, technikach wykonania i ludziach stojących za każdym dziełem.
Sztuka, która wychodzi na ulicę
Piękno tego miejsca nie kończy się jednak na wnętrzu sklepu. Siostry ogromną uwagę poświęcają również wystrojowi zewnętrznemu i artystycznym witrynom, które przez ostatnie lata stały się jednym z charakterystycznych elementów ulicy Święty Marcin.
Pomysł na tworzenie wyjątkowych świątecznych wystaw pojawił się po zakończeniu kolejnego etapu remontu ulicy. Inspiracją dla Agnieszki były witryny sklepowe w Londynie, gdzie wcześniej mieszkała przez kilka miesięcy. To właśnie tam po raz pierwszy zobaczyła, jak bardzo świąteczne dekoracje potrafią zmieniać atmosferę miasta.
— W święta Londyn stawał się magiczny. Ludzie zatrzymywali się przed witrynami, robili zdjęcia i uśmiechali się do siebie. Marzyłam o tym, żeby kiedyś stworzyć sklep z taką wystawą — taką, obok której człowiek nie przejdzie obojętnie i choć na chwilę się zatrzyma — wspomina.
To właśnie SisArt zapoczątkował w tej części miasta trend tworzenia sezonowych wystaw pełnych światła, kolorów i manualnie wykonywanych dekoracji. Właścicielki zmieniają witryny zgodnie z rytmem czterech pór roku, dzięki czemu sklep żyje i zmienia się razem z miastem. Co ważne, większość dekoracji powstaje całkowicie samodzielnie, czasem jedynie z niewielką pomocą partnerów, którzy, jak same żartują, „muszą użyć trochę siły”.
Największą uwagę siostry przykładają do dekoracji zimowej. Każdego roku powstaje ona od nowa, z innym motywem przewodnim, nowymi detalami i świeżą historią opowiadaną dzięki świateł, rękodzieła oraz autorskich ozdób.
Ten wysiłek i dbałość o atmosferę zostały docenione przez mieszkańców, jury konkursowe oraz władze miasta Poznania. SisArt zdobył statuetkę za najpiękniejszą świąteczną dekorację witryny.

Ludzie, bez których nie byłoby tej historii
Właścicielki SisArt podkreślają, iż mają ogromne szczęście spotykać na swojej drodze wyjątkowych ludzi – klientów, rękodzielników, przyjaciół i osoby, które przez lata pomagały im rozwijać markę.
Wiele osób wraca do sklepu regularnie od lat. Klienci mówią, iż to jedno z tych miejsc, w których zawsze można znaleźć wyjątkowy prezent, niezależnie od okazji. To właśnie dzięki nim wokół sklepu przez lata stworzyła się społeczność ludzi przywiązanych nie tylko do produktów, ale przede wszystkim do atmosfery tego miejsca.
Każdy jest tutaj ważny, od klientów, którzy wracają po latach i przyprowadzają swoich bliskich oraz przyjaciół, przez rękodzielników powierzających swoje prace z ogromnym zaufaniem, aż po kurierów wnoszących ciężkie paczki pełne nowego rękodzieła i osoby, które nieraz ratowały pracownię podczas awarii czy nagłych usterek.

Dziesięć lat wspólnej historii
W tym roku SisArt obchodzi swoje 10. urodziny, a więc wyjątkowy jubileusz, który stał się okazją do powrotu do początków marki. Siostry z sentymentem wspominają pierwszy lokal, pierwsze produkty i pierwszych klientów, którzy uwierzyli w ich pomysł.
Wracają też pamięcią do rękodzielników, których nie ma już dziś obok nich — wyjątkowych osób, które przez lata współtworzyły SisArt i na zawsze pozostaną częścią tej historii.
Mimo wszystkich trudności siostry z optymizmem patrzą w przyszłość. Bo choć przez lata wiele się zmieniło, jedno pozostało takie samo: wzajemne wsparcie, za pomocą którego wiedzą, iż niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość, zawsze będą mogły na siebie liczyć.

















