Poznań na wielkim ekranie w USA. Historia „Final Diagnosis: No Second Chances” – znad Warty do Ameryki

codziennypoznan.pl 1 godzina temu

Za filmem stoi Jason Madicus – Amerykanin, filmowiec przedsiębiorca, pasjonat medycyny i pisarz, który przez lata związany był zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i z Polską. Madicus jest autorem powieści „Final Diagnosis: No Second Chances”, na podstawie której powstał scenariusz. Książka to medyczno-szpiegowski thriller: opowiada o czterech wybitnych, choć głęboko pogubionych lekarzach, którzy zostają porwani i przewiezieni do Europy Środkowej. Budzą się w piwnicy, nie znają się nawzajem, a jedyną szansą na wyjście na wolność jest rozwiązanie skomplikowanej zagadki medycznej – przed czasem, pod presją tajemniczej organizacji kierowanej przez Sarę Spencer. Madicus od początku był przekonany, iż to historia nadaje się na ekran.

– Chciałem napisać coś, co uczy medycyny, ale jednocześnie sprawia, iż człowiek siedzi na krawędzi fotela – mówi producent i autor scenariusza Jason Madicus. – Polska dała nam to, czego szukaliśmy: interesujące lokalizacje i środowisko, w którym naprawdę można robić filmy. Połączenie Poznania z Los Angeles było czymś, o czym nie śniłem, zaczynając pisać scenariusz.

Projekt trafił na biurko Sowy Films – poznańskiej firmy, której koproducentem jest Damian Ratajczak. To właśnie on stał się łącznikiem między amerykańską wizją Madicusa a polską rzeczywistością produkcyjną.

Poznań i Szczecin okazały się gościnne

Głównym planem zdjęciowym stał się Poznań i jego okolice. Miasto, znane dotąd z Międzynarodowych Targów czy kultowego Rogala Świętomarcińskiego, nagle okazało się atrakcyjną przestrzenią dla kamer. Stare kamienice, industrialne wnętrza, klimatyczne piwnice – dokładnie to, czego wymagała fabuła rozgrywająca się w mrocznych korytarzach tajnej europejskiej bazy.

– Poznań zaskakiwał nas za każdym razem – przyznaje Damian Ratajczak z Sowa Films. – Na każdym kroku znajdowaliśmy miejsca, które po prostu działały na ekranie. To duże miasto, które jest trochę ukrytym klejnotem, który potrafi stworzyć możliwości dla filmowców – dodaje.

Ale Poznań to nie wszystko. Istotna dla fabuły sekwencja – klimatyczna i kluczowa dla dramaturgii – kręcona była w Szczecinie, na terenie portu. Portowe doki, nabrzeża, industrialne przestrzenie zachodniopomorskiej stolicy dały filmowi wizualny oddech i autentyczność, której nie dałoby się osiągnąć w studio. Część zdjęć realizowano również w Los Angeles, co nadało produkcji wymiar prawdziwie międzynarodowy.

Pandemia, która zmieniła wszystko

Projekt nie przebiegał gładko. Pierwotnie „Final diagnosis” miał być serialem dla platform streamingowych, wieloodcinkową produkcją z rozmachem. Przyszedł jednak COVID-19 i przewrócił plany do góry nogami. Obostrzenia, lockdowny, zamknięte granice – ekipa nie miała możliwości dokończenia zdjęć w zaplanowanej formule. Podjęto decyzję o zmianie koncepcji: zamiast serialu powstał film pełnometrażowy.

– Przede wszystkim cieszymy się, iż udało nam się pokonać wszystkie problemy produkcyjne – wspomina Damian Ratajczak z Sowa Films. – Dziś widząc efekt finalny, jesteśmy zadowoleni z naszej pracy. To była lekcja, iż w kinie, jak w medycynie, liczy się elastyczność i zdolność do improwizacji w trudnych warunkach.

Madicus wtóruje mu bez owijania w bawełnę:

– Pandemia była testem dla wszystkich. My postanowiliśmy go zdać. Musieliśmy przemyśleć cały projekt, przebudować go strukturalnie. Ale myślę, iż film zyskał na tej formie, jest bardziej skupiony, bardziej intensywny. Pełnometrażówka wymaga innej dyscypliny niż serial i to nas zmusiło do ostrzejszych wyborów dramaturgicznych.

Obsada i pierwsze kroki na planie

Na ekranie pojawiło się wiele twarzy związanych z polską sceną teatralną i filmową. Paweł Sakowski: poznański aktor znany m.in. z serialu „Gra o Tron” – wcielił się w jedną z ról. Obok niego stanął Aleksander Niabulin oraz Ilona Janyst, którą widzowie kojarzą z serialu „Rojst” i „M jak miłość”. W obsadzie znalazł się też Daniel Mavrov, który zagrał główną rolę doktora Tsenga, oraz Jakub Reizer, pamiętany z „Hubala”.

Produkcja była dla wielu osób z ekipy pierwszym kontaktem z zawodowym planem filmowym. Asystenci, charakteryzatorzy, operatorzy dźwięku, kierownicy planu: część z nich nie miała wcześniej doświadczenia przy produkcji pełnometrażowej. Ratajczak traktuje to jako jeden z ważniejszych aspektów całego projektu.

– Dla mnie osobiście równie ważne jak sam film było to, co działo się za kamerą – mówi Damian Ratajczak. – Wiele osób stawiało tu swoje pierwsze kroki w prawdziwej produkcji. To jest wartość, której nie widać w napisach końcowych, ale która zostaje w ludziach na całe życie. Mam nadzieję, iż ten czas na planie był początkiem czegoś dużego dla wielu osób.

Reżyserię powierzono Gabrielowi Rodakowi, polskiemu artyście wizualnemu i ilustratorowi z doświadczeniem europejskim, który wcześniej ilustrował m.in. powieść Madicusa. Rodak udowodnił na tym projekcie, iż potrafi łączyć estetyczną wrażliwość z twardą narracją thrillerową.

Festiwale i nagrody

Zanim film trafił do szerokiej dystrybucji, obył solidną trasę festiwalową. Znalazł się w gronie filmów zakwalifikowanych na Cannes Film Awards – wyróżnienie tym cenniejsze, iż konkurs ten przyciąga około 7 000 zgłoszeń rocznie. Film prezentowany był również na festiwalach w Pradze, Brnie i Los Angeles.

Gabriela Rodaka docenił Sydney Cinematic Horizons Film Festival, przyznając mu nagrodę za najlepszą reżyserię w kategorii filmów fabularnych. Film zdobył też tytuł Best Feature Film na Global Film Festival Awards oraz nominacje na C L I M A X Film Festival w kategoriach Outstanding Thriller i Makeup & Special Effects. Do sukcesów należy też zaliczyć selekcję na Atlantic Bridge Festival i European Short Awards.

Przed premierą streamingową odbyły się pokazy przedpremierowe w Poznaniu i Szczecinie.

9 czerwca: Ameryka otwiera drzwi

Teraz przyszedł czas na największy rynek świata. 9 czerwca 2026 „Final Diagnosis: No Second Chances” wchodzi do amerykańskiej dystrybucji cyfrowej i kablowej w modelu TVOD (transactional video on demand) za pośrednictwem sieci New Release Networks Digital and Cable. Oznacza to dostępność na platformach:

Kablowe i satelitarne: Comcast/Xfinity, Charter/Spectrum, Cox Cable, DirecTV, Uverse, Dish Network, Sling TV, Altice/Optimum, RCN, Verizon FiOS

Cyfrowe: Amazon, Fandango At Home, iTunes, Google Play

To dystrybucja, o której większość europejskich produkcji niezależnych może jedynie marzyć. Dotarcie jednocześnie do operatorów kablowych obsługujących dziesiątki milionów gospodarstw domowych i do największych platform cyfrowych świata.

– Ten film powstał po to, żeby go oglądano – mówi Jason Madicus. – Festiwale były ważne, ale prawdziwą premierę robi się dla widzów. Cieszę się, iż Ameryka będzie mogła go zobaczyć na swoich warunkach, na platformach, z których korzysta na co dzień. To jest cel, dla którego warto było przetrwać pandemię i wszystkie inne komplikacje.

Damian Ratajczak także nie kryje satysfakcji z wymiaru symbolicznego tego momentu:

– Film zrobiony w dużej mierze w Poznaniu i Szczecinie, przez ludzi, z których wielu stawiało pierwsze kroki w tym zawodzie, trafia teraz na Comcast i Amazona. To brzmi jak coś niemożliwego, a jednak. Jestem dumny z całego zespołu: z aktorów, z ekipy technicznej, z tych wszystkich osób, które uwierzyły w ten projekt, kiedy był jeszcze tylko pomysłem.

To nie koniec historii. Sowa Films i Jason Madicus pracują już nad kolejną produkcją – „Good Grief”, realizowaną ponownie w Szczecinie i w Wielkopolsce. W obsadzie znajdzie się m.in. Marianna Linde, Hanna Novak, czy Hubert Kożuchowski. Projekt angażuje twórców z Ukrainy, Białorusi, Nowej Zelandii, czy też z Polski.

Idź do oryginalnego materiału