Cześć od żony
Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? Zosia dzwoni do męża, mając nadzieję, iż po ciężkim dniu nie będzie musiała przez czterdzieści minut tłuc się zatłoczonym autobusem.
Jestem zajęty rzuca przez telefon Bartek. W tle wyraźnie słychać telewizor, a to oznacza, iż Bartek siedzi w domu.
Zosi robi się tak przykro, iż aż łzy napływają jej do oczu. Jej małżeństwo ledwo się trzyma, a przecież jeszcze pół roku temu Bartek był gotów nosić ją na rękach. Co się takiego zmieniło przez te kilka miesięcy? Zosia nie ma pojęcia.
Stara się dbać o sylwetkę, często bywa na siłowni. Doskonale gotuje nie bez powodu pracuje w znanej warszawskiej restauracji. Nigdy nie prosiła o pieniądze, nie wszczynała kłótni, zawsze była gotowa spełnić każdą prośbę męża…
Zobaczysz, gwałtownie mu się znudzisz kręci głową mama, słuchając żalów Zosi. Nie można zawsze ustępować facetowi.
Po prostu go kocham bezradnie uśmiecha się dziewczyna. I myślałam, iż on też mnie kocha…
******************************
Jednak się nim znudziłam gryzie wargę Zosia, przeglądając historię przeglądarki. Okazuje się, iż Bartek całe swoje wolne chwile spędza na portalach randkowych, pisząc z kilkoma dziewczynami naraz. Czemu nie mógł po prostu mi tego powiedzieć? Zrozumiałabym i dałabym mu spokój. Po co męczyć siebie i mnie udawaniem?
Czyli będzie rozwód. Jest silna, poradzi sobie. Ale tak łatwo go nie puści. Mała zemsta mu się należy…
Tego samego wieczoru Zosia zakłada profil na tym samym portalu, na którym działa Bartek, znajduje go i od razu pisze. Zdjęcie bierze z internetu, delikatnie je poprawia i wie, iż Bartek się nabierze. No i faktycznie, łapie haczyk.
Rozkręca się ożywiona korespondencja. W wiadomościach Bartek kreuje się na singla gotowego na poważny związek i dzieci. Rozpisuje się o swoich cudownych cechach charakteru, co Zosię tylko rozśmiesza zna go lepiej niż ktokolwiek i wie, jak trudno z nim wytrzymać.
Spotkajmy się proponuje Zosia i z niecierpliwością czeka na odpowiedź.
Jestem za! odpisuje Bartek po kilku sekundach. Problem taki, iż tymczasowo mieszka u mnie siostra, uczy się do matury. Może na jakiejś neutralnej ziemi, a potem możemy iść do hotelu?
No nie wierzę wymsknęło się Zosi po przeczytaniu. Skąd ta pewność, iż dziewczyna od razu zgodzi się pójść z nim do hotelu? Każdy normalny człowiek by się poczuł urażony! No cóż, mi to na rękę.
A może spotkajmy się u mnie? Mieszkam w domu za miastem, jestem sama, nikt nam nie przeszkodzi… Zastanawia się, czy on w ogóle się zgodzi.
Świetny pomysł! Bartek wyraźnie się cieszy, prawdopodobnie z tego, iż nie będzie musiał wydawać pieniędzy. Podaj adres i godzinę. Przyjadę na skrzydłach miłości!
Ulica Malinowa 25, dziesiąta wieczorem. Pasuje?
Jasne! Czekaj na mnie.
Parę minut po ósmej Bartek udaje, iż nagle musi iść do pracy. Nie może znaleźć kluczyków od samochodu i, niezadowolony, pyta żonę, czy nie widziała ich gdzieś.
Leżały na komodzie przy drzwiach Zosia patrzy mu prosto w oczy, jednocześnie ściskając klucze w kieszeni płaszcza. Może kot gdzieś je przemycił?
Dobra, zamówię taksówkę. Nie czekaj na mnie, idź spać.
Ale Zosia nie zamierza na niego czekać. Po co? Pakując rzeczy, wykorzystuje czas do maksimum. Dobrze, iż ma swoje mieszkanie po babci. Jedyne, co zostawia, to wniosek o rozwód, wyłożony na stole w samym centrum mieszkania.
Bartek wraca nad ranem, wściekły jak osa. Mało, iż w jedną stronę jechał ponad godzinę, to jeszcze zamiast pięknej modelki z portalu otwiera mu drzwi kobieta trzy razy większa od niego. W dodatku w przezroczystym szlafroku, a Bartek oddałby teraz ostatni grosz, żeby wymazać z pamięci ten widok.
Do tego ledwo uszedł z życiem przed tą „gospodynią” musiał wezwać taksówkę i długo na nią czekał, a na dworze zimno, w samej marynarce niemal zamarzł. Jeszcze kierowca okazał się jakiś dziwny i wywiózł go na zupełnie inną dzielnicę… Słowem, przygoda jak z filmu.
Dopiero gdy wchodzi do mieszkania i widzi na stole papiery rozwodowe, domyśla się, kto stał za całą tą akcją. Przecież obok, na blacie, szminką napisane jest:
To słodka zemsta…








