Przedsięwzięcie zrodzone ze współpracy międzynarodowej – z inicjatywy Polsko-Ukraińskiej Fundacji im. I.J. Paderewskiego i Polsko-Amerykańskiej Agendy Fundacji Kopernikowskiej –stanowi wspólny projekt Polskiego Teatru Tańca i Lwowskiej Opery Narodowej.
Lema ponowne czytanie
Stanisław Lem ubolewał, iż literatura fantastyczna staje się stopniowo oderwana od tego, co istotne dla człowieka. Nie cierpiał książek fantastycznych, w których licha fabuła okraszona była opisami wymyślnych technologii. On sam wykorzystywał tworzone przez siebie powieściowe światy do pisania o sprawach ważkich. „Solaris” powstała z końcem lat 50. XX wieku, w czasie kosmicznego wyścigu między USA i Związkiem Radzieckim.

fot. A. Grabowski
W powieści tej autor podaje w wątpliwość możliwość nawiązania kontaktu z potencjalnie istniejącymi obcymi cywilizacjami we wszechświecie. „Solaris” zawdzięcza jednak swoje niebywałe powodzenie (także międzynarodowe) głównie temu, iż czytać ją można i interpretować na wiele sposobów. Więcej tu pytań o filozoficznym ciężarze niż twierdzeń, a chociaż już sam opis planety Solaris otoczonej cytoplazmatycznym, „żywym” oceanem jest fascynujący, istotniejsze stają się psychologiczne uwikłania badaczy stacji kosmicznej i ich bezsilność wobec prób naukowej analizy Obcości.
Poprzez postawienie swoich bohaterów w nagiej bezradności Lem zdaje się dementować ludzkie przekonanie, iż coraz bardziej wyrafinowana nauka pozwoli nam zrozumieć świat (czy wszechświat). Owa wieloznaczność płaszczyzn interpretacyjnych i niedopowiedzenia, których pełno w powieści, pozwalają także nam, współczesnym czytelnikom, odnajdywać w tej książce analogie z sytuacjami, z jakimi przyszło nam się mierzyć dzisiaj.
Pogranicza
Wystawiony w Polskim Teatrze Tańca „Solaris”, według scenariusza i w reżyserii Igora Gorzkowskiego, z dramaturgią tańca Iwony Pasińskiej, to wydarzenie multimedialne. Widz nie jest tu zaproszony do śledzenia logicznie prowadzonej fabuły, raczej „wpada” z nagła w kosmiczną obcość. Wprawdzie w spektaklu zastosowano odczytywane przez aktorów fragmenty Lemowskiej powieści, ale one również, wyjęte z szerszego kontekstu, wzmacniają poczucie obcości.

fot. A. Grabowski
Solaryści, badacze planety, jawią się nam jak zanurzeni w obłędzie – mówią o sprawach, które trudno objąć rozumem, wyjawiają swoje zagubienie i komunikują się z przybyłym na Solaris psychologiem w sposób niezrozumiały. istotny element spektaklu stanowią projekcje cyfrowo wygenerowanych i transformowanych tworów kosmicznego oceanu, dające poczucie obcowania z czymś dynamicznym, ale niepojętym.
Decydujący udział w budowaniu emocjonalnego wydźwięku spektaklu ma stworzona na jego potrzeby muzyka ukraińskiej kompozytorki i dyrygentki Lubawy Sydorenko. Owa warstwa muzyczna, realizowana na scenie na żywo przez zespół kameralny o niecodziennym składzie (klarnet, akordeon, fortepian, wiolonczela, perkusja, duduk, sopran, elektronika), jest na tyle dominująca (i dojmująca), iż mogłaby stanowić samodzielny koncert.
W cieniu
Taniec, stanowiący część tego multimedialnego projektu, odbywa się w cieniu. Na niedoświetlonej scenie pojawiają się główni bohaterowie powieści Lema: Kris Kelvin i jego żona Harey, a adekwatnie jej zmaterializowana z oceanicznej cytoplazmy postać, powołana do życia być może (to hipoteza badaczy) przez intensywne, emocjonalnie naznaczone wspomnienia Krisa. W omawianym spektaklu taniec oddaje ich wzajemne relacje, które w „Solarisie” Lema nie są jasne dla samego bohatera: czy to „prawdziwy” zmaterializowany duch żony, która kiedyś, na Ziemi, popełniła samobójstwo, czy prowokacyjny wytwór oceanu, czy traumatycznie wzmocnione wspomnienie mające postać halucynacji? Tego nie wiemy. Możemy uczestniczyć w zagubieniu Krisa, ale jednocześnie w akcie miłości, wymykającym się matematycznym obliczeniom i naukowym hipotezom.

fot. A. Grabowski
Oprócz dwojga kochanków na scenie pojawiają się jeszcze trzy żeńskie postacie, które można zinterpretować jako wcielenia Harey w różnym wieku: dziewczynki, dojrzałej kobiety i staruszki. Ich epizodyczne role powierzono osobom wyłonionym w Poznaniu, w lokalnym castingu, we Lwowie natomiast były to mieszkanki Ukrainy. Ich pojawianie się podkreśla nielinearność i względność czasu psychologicznego i oddaje dające się wyobrazić różne formy naszego istnienia, które nie muszą zostać zrealizowane.
Harey popełniająca samobójstwo nie będzie już dojrzałą kobietą i staruszką, ale potencjalność tych postaci może być obecna w psychice bohatera, który przeżywa istnienie kochanki na różne, nie zawsze dające się objąć rozumem, sposoby.
Szkoda, iż część taneczna spektaklu pozostaje w cieniu pozostałych środków wyrazu scenicznego. Zmieniające się wciąż wizualizacje i dominująca ekspresja muzyczna rywalizują o uwagę widza. Być może to jednak zabieg świadomy – to, co biologiczne, skończone, pozostaje nietrwałe i zostaje pochłonięte przez niezrozumiałą potęgę kosmosu.
„Solaris”, Lwów, Poznań 2025; scenariusz i reżyseria: Igor Gorzkowski; dramaturgia tańca: Iwona Pasińska; muzyka: Lubawa Sydorenko; reżyser wideo: Feliks Mamczur; reżyser dźwięku: Andrzej Brzoska; reżyser światła: Zofia Krystman; kostiumy: Żanna Małecka, Adriana Cygankiewicz; grafika: Serhiy Horobets; koordynacja produkcji: Nina Burnevich, Marianna Humetska; muzycy: Adrian Janda – klarnet, Klaudiusz Baran – akordeon, Marianna Humetska – fortepian, Oksana Lytwynenko – wiolonczela, Marianna Bednarska – perkusja, Maksym Bereznyuk – duduk, Sofia Sołowij – sopran, Lubawa Sydorenko – elektronika, dyrygent; aktorzy: Janusz Nowicki, Andrzej Mastalerz, Łukasz Lewandowski, Agata Łabno; tancerze: Sławomir Juszczak, Ewa Krzywicka



