Miniseria Sci-Fi BASTION według Stephena Kinga – jednak porażka

film.org.pl 8 godzin temu

5 lat temu Paramount dostarczył ambitną wersję adaptacji Kinga, która początkowo wydawała się mieć wszystkie adekwatne składniki do odniesienia sukcesu. Niestety, pomimo ogromnego potencjału, serial Bastion okazał się jednym z najbardziej rozczarowujących ujęć książek mistrza horroru, o czym przypomniał ScreenRant. Po pięciu latach produkcja została niemal całkowicie zapomniana. Serial przez cały czas utrzymuje przeciętny wynik 57% w serwisie Rotten Tomatoes i jest uważany raczej za porażkę, choć – bądźmy uczciwi – nie przez wszystkich.

Obsada była wypełniona wielkimi nazwiskami: Alexander Skarsgård, James Marsden i Whoopi Goldberg. Serial dysponował także dużym budżetem, a Stephen King napisał dla niego zupełnie nowe zakończenie. Wydawało się, iż adaptacja jest niemal skazana na sukces, jednak seria miała problem z opowiedzeniem spójnej historii. Jedną z największych wad była nieliniowa narracja – odcinek otwierający przeskakuje w środek historii, zanim pokazany zostanie wybuch zarazy. Dziewięcioodcinkowy czas trwania dawał możliwość przejścia przez wszystkie główne wątki, ale w ocenie SR potencjał został zmarnowany.

Większość modyfikacji miała niewielki sens. Zamiast ukazania Las Vegas Randalla Flagga jako faszystowskiej scenerii, serial zamienia je w sztampową, całodobową postapokaliptyczną imprezę, całkowicie rozmijając się z przesłaniem książki. Kilka postaci, jak Frannie Goldsmith, The Trashcan Man i Nick Andros, zostało niemal całkowicie przepisanych, przez co wydawały się nie do poznania. Główna historia ledwie posuwa się naprzód i wydaje się przepełniona zbyt wieloma niespójnościami.

Nie byliśmy aż tak krytyczni wobec Bastionu kiedy się ukazał, choć z częścią tez SR faktycznie trudno się nie zgodzić. Jakub Piwoński pisał u nas tak: […] Miewa problemy scenariuszowe wynikające z przymusu skrócenia materiału źródłowego, przez co można odnieść wrażenie, iż niektóre wątki zostały zbyt słabo pogłębione, inne z kolei zbyt gwałtownie się kończą. […] Choć jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, iż od adaptacji prozy Stephena Kinga winno się wymagać znacznie więcej. I dalej: Brak tu jednak czytelnego katharsis, brak tu puenty nakłaniającej do wyciągnięcia z seansu czegoś więcej niż truizm o białym dobru i czarnym złu, który nie uwzględnia jakichkolwiek odcieni szarości i innych niuansów ludzkiej natury.

Poprzednik, czyli Bastion z 1994 roku, z Garym Sinisem i Molly Ringwald w rolach głównych nie jest doskonały, ale z biegiem lat zyskał większe uznanie za wierność oryginałowi. choćby przy mocno ograniczonym budżecie telewizyjnym lat 90. opowiada on pełniejszą historię i jest po prostu lepszy, co potwierdza choćby porównanie ocen na IMDb: 5,7 vs. 7,1.

Idź do oryginalnego materiału