Powrót do odległej galaktyki

gazetafenestra.pl 21 godzin temu

Co czeka na bohaterów w nowym filmie? / Źródło: grafika własna – Zuzanna Prusiewicz

Doczekaliśmy się! Po siedmiu latach od ostatniej kinowej produkcji „Gwiezdne wojny” wracają na srebrny ekran. Po słabo przyjętej nowej trylogii i porażce filmu o Hanie Solo, Disney postara się odwrócić złą passę kinowych produkcji z odległej galaktyki. Tym razem prezentuje nam film o przygodach popularnego Mandalorianina i jego zielonego towarzysza Grogu. Z tej okazji warto prześledzić dotychczasowe losy tytułowych bohaterów, a także zadumać nad tym, co może ich spotkać nadchodzącej produkcji.

Wielki powrót coraz bliżej. Siedem lat po premierze dziewiątego epizodu, nareszcie otrzymaliśmy kinowe Gwiezdne wojny”. ,,Mandalorianin”, który zapoczątkował serialowe produkcje live action z uniwersum, może stanowić także początek powrotu do filmów pełnometrażowych. Po świetnie przyjętym debiucie w 2019 roku, The Mandalorian” rozpoczął nową erę dla franczyzy, która, chociaż dała nam kilka seriali animowanych, to przez lata była kojarzona z dostarczaniem największych hollywoodzkich blockbusterów. Debiut ekranowych przygód Din Djarina rozbudził w fanach nadzieję na nowy początek dla uniwersum. Te jednak gwałtownie zostały pogrzebane przez zalew produkcji mizernych lub przeciętnych. Ogólny spadek jakości nie ominął także rzeczonego ,,Mandalorianina”. W obliczu słabego sezonu trzeciego, świetny debiut z 2019 zdaje się zaledwie pięknym snem, do którego nie będzie nam już dane wrócić. Jak doszło do sytuacji, w której myśl o ,,Mandalorianinie” wywołuje w fanach poczucie goryczy i zawodu. Dlaczego Disney nie ma powodów do optymizmu w kontekście nadchodzącej premiery filmu? Prześledźmy drogę, którą film przeszedł od tego czasu.

Z marszu na salony

Pierwszy sezon serialu spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem. Stanowił doskonałe wprowadzenie do historii bohatera. Przedstawił nam nowych i bardzo ciekawych bohaterów oraz interesujące lokacje. Doskonale łączył odcinki poświęcone głównemu wątkowi, z tymi opowiadającymi luźniejsze przygody łowcy nagród, w których wykonywał on różnorakie zlecenia. Postać małomównego Mando niezwykle przypadła fanom do gustu, a Grogu, który dołączył do niego w drugim odcinku, natychmiast stał się jedną z twarzy marki – wszystko za sprawą sympatycznej aparycji, a także roztaczającego aurę tajemnicy podobieństwa do legendarnego mistrza Yody. Bardzo dobrze wypadł również główny antagonista Moff Gideon, grany przez Giancarlo Esposito. To, co mogło robić wrażenie, to także fakt, iż za każdy kolejny odcinek odpowiadał inny reżyser, a mimo to udało im się stworzyć spójną historię. Doskonale przedstawiła, jak z pozoru nieczuły najemnik, obudził w sobie ojcowskie uczucia wobec przypadkowo spotkanego dziecka, dla którego był w stanie praktycznie samodzielnie stawić czoła odradzającemu się Imperium. Z perspektywy uniwersum, wątek imperialnych niedobitków był niezwykle istotny, ponieważ stanowił zapowiedź powstania Najwyższego Porządku, którego niestety nie pokazały nam filmy nowej trylogii. Nic więc dziwnego, iż fani z wypiekami na twarzy oczekiwali na kontynuację.

Drugi sezon kontynuował konwencję znaną z pierwszego. Fabuła opowiada o poszukiwaniach innych Mandalorian, a z ich pomocą Jedi, którzy mieliby wesprzeć głównego bohatera w opiece nad jego młodym podopiecznym. Tym, co może go mocno odróżniać od pierwszej serii, jest zalew fanserwisu. Pierwowzór faktycznie dążył do bycia czymś zupełnie nowym, podczas gdy kontynuacja regularnie odwoływał się do nostalgii. Nie można ocenić tego w sposób jednoznacznie negatywny – większość fanów ucieszył powrót Ahsoki, Boby Fetta czy Bo-Katan, nie wspominając choćby o spektakularnym objawieniu Luke’a Skywalkera w ostatnim odcinku (notabene ocenionym na 9.8 według IMDb przy 67 tysiącach ocen). Po ośmiu odcinkach epickich potyczek z Imperium, Din nareszcie znajduje odpowiedniego opiekuna dla zielonego skrzata i po wzruszającym pożegnaniu, dwójka bohaterów rozstaje się. Można przypuszczać, iż tak przełomowe wydarzenie, powinno oznaczać dla serialu zwrot o 180 stopni, a choćby stanowić puentę i zakończenie historii. Tak się jednak nie stało.

Co poszło nie tak?

Przeciętny fan, który nie śledzi wszystkich tworów ze stajni Disneya, ale spodobał mu się ,,Mandalorianin”, prawdopodobnie wpadł w niemałą konsternację, włączając trzeci sezon. Mando i Grogu znowu razem?! Wróćmy odrobinę, do wypuszczonego między seriami, serialu ,,Księga Boby Fetta”. Twórcy owej produkcji zastosowali iście marvelowski zabieg i przedstawili reunion Dina i Grogu w swoim serialu. Zostali za to zresztą wychłostani przez fanów, którym nie podobało się, iż ,,Księga Boby Fetta” wbrew nazwie, wcale nie stawia na pierwszym planie swojego głównego bohatera. Nauczeni owym bolesnym doświadczeniem, producenci ostatniego sezonu przygód Mando, postanowili zrobić w swoim serialu dokładnie to samo. Trzecia odsłona przygód protagonisty zabiera nas do ojczyzny Mandalorian – na zniszczone i porzucone Mandalore. Nasz kosmiczny rewolwerowiec wyrusza tam, aby odzyskać honor, utracony poprzez złamanie obyczajów swojej kultury. To z pozoru proste zadanie ewoluuje później w wielką misję odbicia planety z rąk dobrze znanego z wcześniejszych serii Gideona. Din u boku Bo-Katan ostatecznie odbija ojczyznę, adoptuje Grogu do swojego klanu i udaje się na chwilowy odpoczynek na nowo otrzymanej ziemi. Przez cały sezon tytułowy bohater stanowi tło dla swojej towarzyszki, która w zasadzie jest od pewnego momentu główną protagonistką historii (m.in. za sprawą bardzo dobrego występu Katee Sackhoff). Ostatnia odsłona serialu wypada niezwykle blado w porównaniu do poprzednich – nie dowozi fabularnie i obfituje w masę głupotek, oferuje kilka dramatycznie słabych odcinków i zdaje się zrobiona nieco bez pomysłu. Na dobrą sprawę mogłaby stanowić zakończenie historii dwójki bohaterów, ale wiemy już, iż tak nie będzie.

Tak więc czego możemy oczekiwać po debiutującym 21 maja filmie? Pierwsze zwiastuny nie powiedziały nam zbyt wiele — zobaczyliśmy masę wybuchów, akcji i jeszcze raz wybuchów. Ponadto w kilku kadrach mignęły nam postacie dobrze znane z poprzednich produkcji: powrócą Embo, Zeb i Rotta. Możemy więc mieć pewność, iż miłośnicy oglądania ponownie tego, co już widzieli, będą wniebowzięci. Dopiero najnowszy zwiastun uchylił rąbka tajemnicy, jeżeli chodzi o fabułę. Nasz nierozłączny (większość czasu) duet, uda się ze zlecenia Nowej Republiki, na polowanie mające na celu wyeliminowanie niedobitków Imperium. Nie pozostało jasne, w jaki sposób do akcji wkroczą wyżej wymienieni bohaterowie, można jednak domniemywać, iż rodzinka Dinów w trakcie swojej przygody będzie miała styczność z huttyjskimi gangsterami, którzy mogą im napsuć sporo krwi. Na ten moment nie wiemy jeszcze, czy film będzie zakończeniem historii tytułowej dwójki. Różne źródła zaprzeczają sobie w tej materii. Wiele może zależeć od sukcesu nowego filmu. A na ten na razie się nie zanosi. Marketing produkcji jest dosyć ubogi, a wstępne prognozy finansowe wskazują na potencjalną, historycznie wielką porażkę. Mimo ogromnego potencjału, nic na razie nie wskazuje, żeby dzieło Favreau miało stanowić odkupienie dla marki i choćby wśród zapalonych fanów nie widać entuzjazmu. Jako weteranom serii, pozostaje nam wyłącznie wiara w to, iż spłynie na nas łaska szefostwa Disneya i dostaniemy produkcję, na którą przez lata z utęsknieniem czekaliśmy.

Wojciech Waehner

Idź do oryginalnego materiału