POWER PALADIN - Beyond the Reach of the enchantment (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 19 godzin temu

Pochodzący z Islandii Power Paladin rośnie w siłę. Debiutancki album tej młodej kapeli grającej power metal był dopracowany i dostarczał słuchaczom mnóstwo frajdy. Była to prawdziwa uczta dla fanów starego Helloween, Edguy czy Rhapsody. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego miałem ogromne oczekiwania wobec drugiego wydawnictwa zespołu. Teraz, 27 marca, po czteroletniej przerwie, band wydał swój drugi album studyjny zatytułowany „Beyond the Reach of Enchantment”. To ponownie prawdziwa uczta dla miłośników power metalu w stylu lat 90. Okładka sugeruje klimaty znane z twórczości Blind Guardian, choć w muzyce wciąż dominują inspiracje Rhapsody, Twilight Force czy Helloween.

Jedno jest pewne – Power Paladin nabiera coraz większej pewności w tym, co robi. Wyraźnie słychać rozwój, a muzycy pokazują jeszcze więcej swoich możliwości. Pod względem kompozycyjnym album wypada choćby lepiej niż debiut. Zespół wykonuje kolejny krok naprzód. Jest tu miejsce zarówno na klimat fantasy, jak i na szybkie, pełne energii riffy. Oprócz tego band zadbał o agresywne motywy gitarowe, zróżnicowanie i dużą dawkę pomysłowości. Nie ma miejsca na nudę – od początku do końca album zachwyca stylem, jakością i znakomitą formą.

Filarem zespołu jest duet gitarowy tworzony przez Johanssona i Borrisona. Panowie imponują aranżacjami, świetną współpracą oraz kreatywnością w budowaniu partii gitarowych. Na płycie dzieje się naprawdę sporo, a wszystko podane jest z wyraźnym szacunkiem dla klasyki gatunku. Wokalista Atli brzmi na nowym albumie jeszcze lepiej niż wcześniej. Słychać w jego głosie pewność siebie oraz ogromną miłość do klasycznego power metalu. Wychował się na klasyce gatunku i wyraźnie słychać inspiracje Gamma Ray, Helloween czy Rhapsody. Zespół zdecydowanie stanął na wysokości zadania i stworzył naprawdę znakomite wydawnictwo.

Okładka płyty to wyraźny ukłon w stronę legendarnych ilustracji zdobiących albumy Blind Guardian czy Rhapsody. Już na pierwszy rzut oka wiadomo, z jakim klimatem będziemy mieli do czynienia. Singlowy „Sword Vigor” to prawdziwy killer – rozpędzony numer z agresywnym riffem wyraźnie inspirowanym twórczością Gamma Ray. Na taki power metal zawsze czekam z utęsknieniem. Rewelacja!

Klasyczne patenty Helloween dostajemy w pędzącym „Glade Lords of Athel Loren”. Zespół znakomicie balansuje tutaj między melodyjnością a agresją, tworząc rasowy power metal rodem z lat 90. Bardzo dobrze wypada również bardziej drapieżny i zadziorny „The Royal Road”, w którym ponownie słychać wpływy Gamma Ray i Helloween. Na szczególną uwagę zasługują tu znakomite partie solowe.

Więcej radosnego power metalu w klimacie starego Helloween pojawia się w przebojowym „The Arcane Tower”. Dalej mamy dynamiczny i rozpędzony „Aegis of Eternity”, który doskonale pokazuje potencjał i talent Power Paladin. Na płycie nie brakuje chwytliwych momentów i prawdziwego power metalowego kopa, co świetnie potwierdza pomysłowy i łatwo wpadający w ucho „Camelot Rock City”.

Wpływy Gamma Ray słychać także w zadziornym „Keeper of the Crimson Dungeon” – to rasowy power metal w starym stylu, w którym wyraźnie czuć ducha lat 90. Finałem albumu jest rozbudowany i epicki „Valediction”. To dziesięć minut power metalu w najlepszym wydaniu. Zespół zadbał o to, aby utwór był zróżnicowany i ani przez chwilę nie nużył słuchacza.

Power Paladin wyrasta na nową gwiazdę power metalowej sceny. Zespół czerpie pełnymi garściami z klasyki gatunku i wcale się z tym nie kryje. Jednocześnie tworzy muzykę świeżą, pomysłową i stojącą na bardzo wysokim poziomie. Stawia na klimat fantasy oraz power metal inspirowany złotą erą lat 90. Nowy album pozostało ciekawszy niż debiut.

Brawo, Power Paladin!

Ocena: 9.5/10

Idź do oryginalnego materiału