„INTO CHAOS” nadaje nastrój reszcie albumu. Riff w stylu Slayera, intensywnie narastający, pełniący funkcję ostrzegawczego strzału z nutą koncertową. Bo CHAOSADDICTION to przede wszystkim zespół koncertowy. Totalny łamacz nadgarstków dla prawej ręki, inspirowany ukrytym klejnotem zespołu Spiritworld.
„DRAMA KING” powstał, zanim CHAOSADDICTION stał się zespołem – ale zdecydowanie rozwinął się jako kwartet. Mocno inspirowany Meshuggah i Suicide Silence (tak, tak), tekstowo porusza temat frustracji z perspektywy kochanka, który wykonuje misję kooperacyjną, podczas gdy jego partnerka gra solo… „Fly free – just not with me” nadaje nastrój. Nieuniknione rozstanie czai się tuż za rogiem. Końcowy riff to czysty Machine Head, ale eksplorujący granice instrumentów, grający choćby niżej niż najniższy strój, dzięki przyjacielowi, Floydowi Rose’owi.
„SINTO MUITO” to portugalska wersja „Struck a Nerve” lub „Bay of Pigs”. W stylu CHAOSADDICTION: szalone, hardcore’owe brzmienia, niczym pędzący pociąg bez kontroli i hamulców. Aż do momentu, gdy utwór gwałtownie się zatrzymuje po przerwie w perkusji, ukazującej ułamek tego, co Gaspar Ribeiro potrafi zrobić za perkusją, mocno inspirowanej wielkością Joeya Jordisona. Śpiewane po portugalsku „SINTO MUITO” można przetłumaczyć zarówno jako „przepraszam”, jak i „czuję za dużo”. I o to właśnie chodzi. „Przepraszam za zbytnie uczucie” brzmi jak gaslighting i manipulacja – i prawdopodobnie tak jest. Ogień zwalczaj ogniem.
„LOVESICK” to CHAOSADDICTION eksperymentujący z rytmami o średnim tempie. Roboczy tytuł brzmiał „NECK BREAKER” i od razu wiadomo dlaczego, gdy zimne i minimalistyczne narastanie ustępuje miejsca miażdżącemu riffowi, który sprawia wrażenie, jakby sufit zawalił ci się na głowę. A jednak, headbanging jest nieunikniony. Pomimo groove’u, który mógłby być dalekim kuzynem riffa z Down, przesiąkniętego nowoorleańskim klimatem, łącznik z refrenem zdecydowanie ma w sobie coś z Gojira. Zakończenie było efektem jam session – podobnie jak 90% tego albumu – idealnego, by rozpalić atmosferę i wtopić się w soniczny trans. jeżeli chodzi o tekst, to standard: frustracja z powodu byłego, który nie chce wrócić – ale po prostu nie chce zniknąć. Jak duch. Po prostu umrzyj, już…
[ŻEGNAJ (DO ZOBACZENIA W PIEKLE)] „Musimy mieć piosenkę na wyprzedaż”. Nie spodziewaliśmy się, iż ta „piosenka na wyprzedaż” będzie miała wpadający w ucho refren… ale też deathmetalową sekcję z kontrabasem na sterydach i wysokim wrzaskiem, który trwa o wiele dłużej niż powinien. Czasem się daje, czasem się traci. Główny riff (zdecydowanie inspirowany Slipknotem z czasów „Iowa”) leżał odłożony na półce o wiele za długo i po prostu nie mógł znaleźć miejsca w piosence. Ale we właściwym czasie i miejscu w końcu się ujawnia. Minimalistyczny, ale mocny, przygotowuje grunt dla niezadowolonego kochanka, który ma jasność umysłu, by iść dalej. Dychotomia wciąż jednak żyje: „Wybaczam ci, zapominam o tobie – ale nie dzisiaj”.
„YET I LIVE” to utwór, który przekształcił CHAOSADDICTION w prawdziwy zespół. Chociaż struktura i riffy były już gotowe, iskra grania tego jako grupa muzyków sprawiła, iż poczuliśmy: „no dobra, mamy coś”. Początkowo utwór był mocno inspirowany „Blood of the Zodiac” Machine Heada, z jego intensywną zwrotką pełną kontrabasu, ale potem przerodził się w coś innego. Kiedy słyszysz środkową część, od razu rozumiesz, o co chodzi. Dziwaczne metrum w stonerowym riffie (?), który ustępuje miejsca gorzkiemu, melodyjnemu crescendo w stylu grunge’owych wpływów zespołu. Podsumowując, punk hardcore, śpiewany wprost po portugalsku: „é só mais um dia a morrer” („to tylko kolejny dzień umierania”). Szczytowe napięcie i uwolnienie. „Tak, żyję” – tak kończy się utwór. Wbrew wszelkim przeciwnościom, główny bohater staje się tym. Walka jest prawdziwa, ale jego zwycięstwo również. Tekst utworu mówi o tym, „co najgorszego mogłoby się stać, prawda?!”, kiedy wpuszczasz chaos do swojego życia. Cóż, czasami proste „cześć” kończy się stworzeniem zespołu, który pomoże ci uporać się z tym, jak bardzo się złamałeś. Zawsze patrz w obie strony, zanim przejdziesz przez ulicę…
„SHE’S A DRUG” – Czasami riff jest pierwszy. Nie tym razem. „Jak gitara powiedziałaby 'she' a drug'?” – to motto prostego riffa, który jest absolutną torturą dla perkusisty, walącego w nauszniki w równoległym wszechświecie. 2x. Ten utwór to absolutny zabłąkany pocisk, szaleńczo i obsesyjnie skupiony na dwóch wersach, które tworzą całość tekstu. Zainspirowany tym, jak człowiek może uzależniać równie mocno jak narkotyk, ze swoimi wzlotami i upadkami, euforią i silną depresją, odstawieniem… to nie miłość – to uzależnienie. Czasami motyle w brzuchu i znak, żeby odłożyć telefon i sięgnąć po kolejne piwo. Nie uleganie cudzemu poczuciu wyższości i własnej wartości… Podziękowania dla Miguela Inglęsa (Equaleft) za wokal wspierający!
„FUCK YOU, NEXT” – Ten utwór przypomina uderzenie ogromnej fali – w zwolnionym tempie. Widzisz, jak nadchodzi, a potem po prostu uderza w ciebie i gwałtownie wbija cię w ziemię. Metafora nieuchronności tego, co musi się stać. Amor Fati. Cokolwiek ma się stać, stanie się. Zaakceptuj to. Riffy są minimalistyczne, ale nigdy banalne. Połączenie klasycznej precyzji Fear Factory z groovem szczytowej Chimaira stanowi większość utworu, aż w końcu rozpada się na coś, co aspirujemy do bycia absolutnym hołdem dla Alice in Chains. jeżeli brzmi to przesadnie i dziwacznie, to dlatego, iż takie jest. Po prostu postanowiliśmy nie trzymać się żadnego scenariusza ani wytycznych w CHAOSADDICTION. Chociaż nie odkrywamy koła na nowo (kto w ogóle to robi?), z pewnością wydaje się to świeżym podejściem do metalu. Ten utwór miał nosić tytuł „Phantom Pain”, ponieważ opowiada o tym, jak wciąż można czuć i tęsknić za czymś, czego po prostu już nie ma. Ale z rzeczywistością nie ma co dyskutować. Obiektywnie rzecz biorąc, już jej nie ma. Pogódź się z tym. W każdym razie, „Fuck You, Next” brzmi o wiele lepiej. Z przecinkiem czy bez…
„SOMEONE” – Surowe. Minimalistyczne. Mężczyzna i jego gitara. I ból uświadomienia sobie, iż wszystkie jego plany właśnie stanęły w płomieniach. Niezgodność jest okrutna i czasami najlepiej po prostu odpuścić. I nauczyć się być samemu, znowu – albo… dla odmiany. To boli, ale leczy. Brzmi jak dialog, ale to po prostu wewnętrzne rozmyślania kogoś, kto zdaje sobie sprawę, iż bez względu na obietnice składane innym (i sobie), niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. To nie leży w ich naturze ani w ich mocy. Więc po prostu odpuść i idź dalej.
Muzycznie intencją było odtworzenie intymności utworów takich jak „Something in the Way” Nirvany czy „Cemetery” Silverchair. Ale jeszcze bardziej ją uprościć, pozbawić skrzypiec i perkusji. Uczynić bardziej surowym. Więc niech tak zostanie.
O CHAOSADDICTION
Brzmienie CHAOSADDICTION jest silnie inspirowane surowym, minimalistycznym metalem lat 90. (Machine Head, Pantera, Sepultura, Corrosion of Conformity…), charakteryzującym się riffami oscylującymi między miażdżącym groovem a szybkością ostrego, nowatorskiego hardcore’u. Teksty skupiają się na emocjonalnym chaosie wynikającym z (roz)zauroczenia życiem i ludźmi. Koncerty CHAOSADDICTION są intensywne i osobiste, a ich sety to prawdziwe sesje katharsis, zarówno na scenie, jak i w pogo.
Debiutancki album „Kintsugi” jest już dostępny nakładem Mosher Records.
ZAMÓWIENIE:
https://mosherrecords.bandcamp.com

Tracklist:
- Into Chaos
- Drama King
- Sinto Muito
- Lovesick
- Goodbye (See You in Hell)
- Yet I Live
- She’s a Drug (feat. Miguel Inglęs)
- Fuck You, Next
- Someone














![Rozbita grupa przestępcza: przemyt narkotyków i nielegalnych migrantów [+FOTO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/03/1-43584.jpg)
