Piętno Czarnego Kontynentu.
Alan Abrahams urodził się i wychował niedaleko Cape Town jeszcze za czasów apartheidu. Mimo to w domu jego rodziców brzmiała „czarna” muzyka we wszystkich jej od mianach – od etnicznych dźwięków z Ghany po amerykański soul. Jako nastolatek zachwycił się brytyjskim post-punkiem, uwielbiając szczególnie piosenki Depeche Mode. Pewnie dlatego, gdy dorósł, gwałtownie wyjechał w świat i zacumował w Londynie. To był czas eksplozji popularności muzyki klubowej – nic więc dziwnego, iż dał się porwać jej żywiołowej energii.
Pierwsze nagrania stworzył jednak dopiero dekadę później. Uruchomił własną wytwórnię Süd Electronic i nawiązał współpracę z niemieckimi tłoczniami Background i Scape, wydając ich nakładem serię albumów firmowanych szyldem Portable. Zawierały one eksperymentalną elektronikę w stylu modnej wtedy estetyki glitch. Doświadczenia te zamienił jednak na początku następnej dekady na tworzenie energetycznego micro-house’u, umieszczając swe płyty w katalogach Perlona czy Circus Company. choćby dorobił się klubowego hitu z prawdziwego zdarzenia – „Surrender” w 2014 roku.
Będąc nieustannie poszukującym artystą, dwa lata temu Abrahams wrócił do dźwięków, które tworzył na początku pierwszej dekady XXI wieku. Przygotował z nich miks dla serwisu Resident Advisor, który z miejsca wywołał wielkie zainteresowanie oraz zaproszenia na koncerty. Jeden z nich odbył się w Funkhaus – dawnym studiu wschodnioniemieckiej rozgłośni radiowej w Berlinie. Mając do dyspozycji syntezator Elektron, dwa samplery, gitarę slide i perkusję oraz efekty, stworzył na żywo muzykę, która została zarejestrowana i wydana w tej chwili przez paryską Circus Company.
Wykonany przez Abrahamsa materiał został w tej wersji podzielony na osiem utworów. „Non Fret” i „Islands” otwierają płytę w stylu awangardowej kosmische musik, łącząc syntezatorowe arpeggia z tęsknymi akordami i pulsującym basem. W „Sidebone” nagranie nabiera cieplejszego tonu, nurzając organiczne dźwięki Rhodesa w glitchowej zawiesinie. Za sprawą „Static” rozbrzmiewają afrykańskie perkusjonalia, podszywając nakładające się na siebie oniryczne fale IDM-owych klawiszy.
Wraz z „Backshaker” wkraczamy do krainy cyfrowego dubu. Skorodowane syntezatory splatają się tu ze spogłosowanymi defektami, wiodąc prosto w stronę „Pigments”. Ta najbardziej rozbudowana kompozycja w zestawie odsyła nas wprost do glitchowych eksperymentów sprzed 25 lat. Podobnie rzecz się ma z „Bubble Pads”, gdzie trzepoczące efekty sumują się z wolno kroczącym bitem. Na finał Abrahams sięga w „Bubble Pads” po wokalne efekty, tworząc z nich niepokojący refren, osadzony na narastającej fali noise’owych glitchy.
Ambient to estetyka wymyślona w latach 70. przez białych artystów z Europy Zachodniej w rodzaju Briana Eno, Roberta Frippa czy Harolda Budda. Alan Abrahams próbuje tutaj tymczasem odcisnąć na niej piętno Czarnego Kontynentu. Odbywa się to raz bardziej naturalnie (tribalowe rytmy w „Static”), a kiedy indziej – w mniej oczywisty sposób (afrykański sposób gry na gitarze basowej w „Non Fret” czy „Sidebone”). Efekt tych eksperymentów jest intrygujący: ten ambient nie zawsze jest kojący, czasem wnosi ze sobą niepokojącą czy nerwową nutę. Tak czy siak warto tej płyty posłuchać.
Circus Company 2026
www.facebook.com/circuscompany
www.facebook.com/portableakabodycode




![Hér: Jazz i metal to dwa kompletnie inne światy [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/-/000M7WMUIFLR0PKR-C461.jpg)










