Mamy powrót narracji historycznych umiejscowionych na Dolnym i Górnym Śląsku. Tokarczuk opisuje Wrocław i Wałbrzych tuż po wojnie, wiosną 1946 r., kiedy wysiedlonych dawnych mieszkańców zniszczonej kamienicy zastępują przesiedleńcy ze Wschodu. Na gruzach Breslau zamieszkują więc ludzie z różnych stron świata, budują nowe życie, nie mając praktycznie niczego (nie licząc może drewnianych butów). W „Świata jest za dużo” Tokarczuk łączy losy bohaterów ze Lwowa, z Drohobycza, Breslau czy Buenos Aires, a także podąża wzdłuż Dniestru i Odry.
Ta opowieść, jak mówiła pisarka, jest najbardziej osobista w jej dorobku, bo dotyczy też historii jej rodziny, która przyjechała na Dolny Śląsk właśnie w tym czasie. Tokarczuk deklarowała również, iż to jej ostatnia tak obszerna jej powieść, ale wielu twórców ogłasza swoje ostatnie książki, a potem pisze następne.
Szczepan Twardoch wraca z kolei na swój Górny Śląsk, akcja rozgrywa się w 1920 r. w miejscu, gdzie mieszają się języki: polski, niemiecki, śląski z angielskim i francuskim żołnierzy alianckich. Do Wilhelma Pisulli, dawniej pracującego w gliwickiej policji kryminalnej, a teraz w firmie Detektiv-Lux, przychodzi kobieta szukająca swojego dziecka. Tymczasem jego własny syn zaginął na wojnie, a żona z młodszym dzieckiem odeszła.



%20-%20Muzeum%20kartek.png)




