Pokój i jego punkty przełomu. Recenzja: Mace Windu: Jedi Republiki

itomigra.blogspot.com 2 godzin temu

Jakoś tak wypadło, iż znowu panel komiksowy kończymy zeszytem z uniwersum Star Wars. Muszę przyznać, iż może być ciężko. Na Deadpoola nie ma mocnych! Przekonali się o tym Moon Knight,
i Tytani. Czy największy wojownik w galaktyce, chociaż dorówna Najemnikowi z Nawijką? Sprawdzimy!

Informacje/Pierwsze Wrażenia:


Star Wars. Mace Windu. Jedi Republiki
to samodzielny album opowiadający historię jednej z tajnych misji Wojen Klonów. Tytułowy Generał zbiera niewielką grupkę wywiadowczą, której celem jest zbadanie dziwnej aktywności separatystów w regionie słabo zamieszkanego regionu Zewnętrznych Rubieży. Nie powiem- jestem niesamowicie ciekaw, jak Windu poradzi sobie w "solowym" przedstawieniu.


Autorem albumu jest showrunner Matt Owens. Ilustracje stworzył Edgar Salazar, którego możemy kojarzyć z niedawno przerabianego komiksu
. Króciutka broszurka, w standardowym formacie Gwiezdnych Wojen, wydana została przez Egmont i klub Świat Komiksu.

Zarys fabularny:


"Poznajcie bliżej niezłomnego bohatera, mit, legendę – Mace’a Windu! Przez ponad tysiąc pokoleń Jedi byli strażnikami pokoju w galaktyce. Gdy jednak wybuchły wojny klonów, musieli odnaleźć się w nowej roli – generałów w armii Republiki. Mace Windu, jeden z największych wojowników zakonu, prowadzi do boju niewielką drużynę. Czy Jedi pogodzą się z tą nową funkcją, czy poczują się zagubieni wśród panującej wokół przemocy?"

Wrażenia:


"Punkt Przełomu" to jedna z moich ulubionych książek osadzonych w uniwersum Star Wars, także oczekiwania względem recenzowanego komiksu, mimo wszystko były ogromne. Mace to interesująca postać. Inspirująca, tajemnicza, budząca respekt. Jak przygody Yody bywają śmieszne i pouczające, tak Windu ciągnie historie w zupełnie inną stronę. Jego żelazna wola i determinacja przekształcają treści na poziom epickiej i bezwzględnej opowieści. Czy tak było tym razem? Na pewno autorom o to chodziło...


Czy się udało? Po części. Wojna daje o sobie znać i budzi coraz większy niepokój. choćby w szeregach Najwyższej Rady Jedi, która również musi angażować się w działania. Misja partyzancka małej grupki- na tyłach wroga- przypada właśnie Windu. Zaczyna się więc poważnie i jest klimat! Gdyby nie jedno małe rozwiązanie fabularne, uznawałbym album za całkiem niezły komiks. O co mi chodzi? Mace wybrał swoją ekipę. Wśród nich pojawia się interesująca postać- Ślepego Mistrza. To właśnie z nim nasz bohater się poróżnił. I- uwaga- jak rozwiązują konflikty Wielcy Stoiccy Mistrzowie, bracia w wierze, obrońcy pokoju, życia i frakcji stroniącej od wojny?... Rzucają się sobie do gardeł. Zamiast dyskutować, uszanować zdanie drugiego, pomedytować w celu znalezienia adekwatnego rozwiązania, wolą narazić los misji. Rozumiem, iż obaj Jedi wygłaszają ważne kwestie, drastycznie różnice, ale to nie są padawani, ani młodzicy. To Mistrzowie. Epicki nietakt.


Poza tym wyżej wymienionym uchybieniem logicznym całość prezentuje się dobrze. Komiks wojenny, o delikatnym disney'owskim ugrzecznionym zabarwieniu. Króciutki, dynamiczny i pełen akcji. Graficznie jest przyjemny dla oka, a merytorycznie przybliża nieznanego Mace'a. Prezentuje go jako silnego Generała, który potrafi poradzić sobie w każdych warunkach, silnego Mocą, niebojącego się szukania wsparcia u innych. Ciekaw jestem, czy inni Jedi również zasłużą na prywatne opowieści w tej serii... Czytałbym!

T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Instagramie
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ złapiecie własny egzemplarz
Idź do oryginalnego materiału