Podobno „Oczy są najsmaczniejsze”. Spróbujmy debiutu Moniki Kim

kulturalnemedia.pl 4 godzin temu

Horroru nie traktuje się do końca poważnie, niezależnie od tego, o jakim rodzaju sztuki mówimy. Najpopularniejsze nagrody filmowe często nie mają choćby takiej kategorii. Horrory rzadko zdobywają szersze uznanie, wykraczające poza grono osób faktycznie zainteresowanych gatunkiem. Jakiś czas temu ten sposób myślenia zaczął się jednak zmieniać. Widać to w kinach – warto wspomnieć chociażby o sukcesach takich filmów jak Obsesja czy Substancja – ale również na półkach księgarń. Horror przestał być tylko pulpą dla czytelników żądnych krwi, choć w literackiej uczcie tego typu nie ma przecież nic złego, a zaczął być traktowany bardziej jako komentarz społeczny. Czy właśnie ta zmiana myślenia stoi za dopiskiem „bestseller” widniejącym obok debiutanckiej powieści Moniki Kim – Oczy są najsmaczniejsze?

Prawdziwie orientalne smaki

Ji-won dopiero co zaczęła studia w college’u i jakby samo poznawanie kolegów z roku, nowe środowisko oraz nauka na zajęciach nie były wystarczająco trudne, jej rodzina nagle się rozpadła. Jest więc świadkinią załamania matki i jedynym oparciem dla młodszej siostry, bo ojciec, no cóż, postanowił zniknąć z ich życia i ułożyć je sobie na nowo. Jego miejsce przy stole gwałtownie zajął inny mężczyzna – George, którego oczy niebezpiecznie błyszczą na widok młodych Azjatek.

Czy to przypadek, iż związał się akurat z matką Ji-won? Czy to przypadek, iż zawsze zabiera je do knajp z chińszczyzną? Przypadek, iż najbardziej ceni w kobietach uległość, z której, według niego i jemu podobnych, słyną przecież kobiety z Korei, Japonii, Wietnamu i innych, odległych od Ameryki miejsc? Jego wwiercające się w dziewczyny spojrzenie, obrzydliwe komentarze i nierówne traktowanie powoli przesuwają granice Ji-won, której apetyt na jego niebieskie oczy niebezpiecznie gwałtownie rośnie…

Oczy są najsmaczniejsze, czyli kuchnia fusion

W społeczeństwie, w którym kobietom obsesyjnie zagląda się do talerza, szczególnie głośno wybrzmiewają utwory, które do tematu jedzenia podchodzą w wyjątkowy sposób. Obsesja piękna i jej gwałtownie zmieniające się kanony są w końcu kolejnym sposobem kontroli, a fetyszyzacja Azjatek, szczególnie popularna wśród białych mężczyzn zamieszkałych w krajach wysoko rozwiniętych, to kolejny dowód na to, iż to, jak wyglądamy, definiuje to, kim jesteśmy i jaką mamy wartość.

A dla mizogina i rasisty, jakim gwałtownie okazuje się być George, kobieta ma wartość tylko wtedy, kiedy akurat ON jej potrzebuje. Taka partnerka jest bardziej jak trofeum i służąca w jednym. Ma ugotować i uprać, a kiedy trzeba, ma się uśmiechać, nie dyskutować i nie zadawać głupich pytań, takich jak: „Po co ci drugie mieszkanie?”, „Dlaczego masz przez cały czas konto na portalu randkowym?” czy „Czy aby na pewno nie jesteś żonaty z kimś innym?”.

Bo to miły chłopak był…

Jesteś tym, co jesz, ale czy na pewno? George zajadający się pad thaiem nie stanie się nagle człowiekiem wrażliwym na inne kultury. choćby gdyby nauczył się jeść pałeczkami, nie wyzbyłby się tego poczucia wyższości nad Ji-won, której imienia choćby nie potrafi poprawnie wymówić. Ba, choćby się nie stara.

Geoffrey, nowy kolega ze studiów, niby bredzi coś o równości, ale czy pod płaszczykiem „sympatycznego chłopaka” nie skrywa się jakaś tajemnica? Dręczona koszmarami o oczach Ji-won stara się doprowadzić swoje życie do porządku, ale wzbierająca w niej złość sprawia, iż powoli traci kontrolę, a może i… kontakt z rzeczywistością?

Monika Kim nie buduje grozy w Oczy są najsmaczniejsze w oczywisty sposób, choć sam akt fantazjowania o jedzeniu oczu to bardzo dobrze rozegrana runda body horroru. Tych nieco bardziej wrażliwych na pewno kilka opisów lekko zemdli. Ta powieść tak dobrze działa dlatego, iż chyba najbardziej przeraża nas właśnie to, co jest prawdziwe – to, co nas otacza, i to, do czego jesteśmy zdolni.

She’s a maneater

Oczy są najsmaczniejsze to książka, która wywołuje różne emocje, i to sprawia, iż pozostaje z czytelnikiem na dłużej. Młoda, zagubiona dziewczyna z kryzysem. Życie rodzinne? Katastrofa. Sprawy sercowe? Tragedia. Co u znajomych? Też słabo. To może chociaż w szkole w porządku? Lepiej nie mówić. Nie ma nic lepszego niż literatura o dziewczynie podejmującej złe decyzje, a jeżeli przy okazji ma ona też sadystyczne skłonności, to już w ogóle robi nam się z lektury emocjonalny rollercoaster.

Powieść czyta się bardzo dobrze również dlatego, iż nie ma się poczucia, iż już się to gdzieś widziało. Każdy poruszany temat, choćby jeżeli na pierwszy rzut oka nie wydaje się niczym odkrywczym, jest rozgrywany po mistrzowsku. Świeże spojrzenie, sprawne pióro. Teraz trzeba tylko czekać na więcej od Moniki Kim. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.


Kanibalizm w literaturze kobiecej ma się bardzo dobrze. I zupełnie nie dziwi mnie taki stan rzeczy. przez cały czas głodni? Przeczytajcie recenzję przygód innej amatorki nietypowych potraw – Ten głód Chelsea G. Summers.

Zachęcamy również do zapoznania się z recenzją książki Łowcy bólu.

Idź do oryginalnego materiału