Podczas rozwodu bogaty mąż postanowił zostawić żonie opuszczone gospodarstwo na odludziu — jednak rok później wydarzyło się coś, co całkowicie go zaskoczyło.

newskey24.com 4 dni temu

Podczas rozwodu bogaty mąż postanowił zostawić swojej żonie zapomniane gospodarstwo, położone gdzieś na końcu świata. Rok później wydarzyło się jednak coś, czego zupełnie się nie spodziewał.

Wojtek, przecież wiesz, iż nie jesteś mi tu potrzebny, prawda? powiedziała Zdzisława stanowczo, patrząc mu prosto w oczy. Proponuję, żebyś wrócił do miasta.

Do jakiego miasta niby? burknął on zmęczonym głosem. Zdradził ją człowiek, któremu ufała najbardziej, i nie miała już siły się wykłócać. Budowali wszystko od zera, sprzedali swoje M2 w Warszawie i zainwestowali wszystko w interes. Wojtek dołożył tylko niewielki pokój w bloku, podczas gdy Zdzisława zapewniła sukces dzięki swojej pracowitości i sprytowi. Przez lata tułali się z wynajmu do wynajmu, aż w końcu stanęli na nogi.

Z czasem Wojtek poczuł się królem życia. Sprytnie przepisał wszystko na siebie, tak by po rozwodzie Zdzisława nie dostała nic. Gdy już miał wszystko pod kontrolą, złożył pozew o rozwód.

Serio uważasz, iż to uczciwe, Wojtek? spytała go zawiedziona Zdzisława.

Wzruszył ramionami z obojętnością.
Daj spokój, zostało ci coś jeszcze do dodania? Od dawna nic nie robisz. Ja tu wszystko ogarniam, a ty siedzisz i pijesz herbatki.

To ty sam kazałeś mi zwolnić i trochę odpocząć, nie pamiętasz? odparła spokojnie.

Wojtek westchnął z irytacją.
Mam już dość tych rozmów. A propos, pamiętasz tę starą wiejską chałupę, którą dostałem w spadku po byłym szefie, panu Kowalskim? Umarł i oddał mi tamtą działkę na końcu świata. Będziesz ją miała. A jak nie chcesz, to nie dostaniesz nic.

Zdzisława uśmiechnęła się krzywo. Doskonale wiedziała, o co mu chodzi. Po dwunastu latach razem, zorientowała się, iż mieszkała z obcym człowiekiem.

Dobrze. Ale pod jednym warunkiem: chcę mieć akt własności na siebie.

Nie ma sprawy. I tak mniej podatków zapłacę rzucił Wojtek, uśmiechając się pod nosem.

Zdzisława już nic nie powiedziała. Spakowała manatki i przeniosła się do hotelu. Była gotowa zacząć od nowa nieważne, czy dostanie rozpadające się gospodarstwo, czy tylko kawałek pola okalającego wieś. Zobaczy na miejscu. Jak jej ta ruina nie podejdzie, znajdzie coś innego i poradzi sobie jakoś.

Załadowała samochód swoimi rzeczami, resztę zostawiając Wojtkowi i jego nowej wybrance. jeżeli wydawało mu się, iż może jeszcze kiedyś liczyć na jej doświadczenie i głowę na karku, to grubo się pomylił. Nowa partnerka Wojtka, którą Zdzisława spotkała kilkukrotnie, sprawiała wrażenie kogoś bardziej butnego niż bystrego.

Wojtek wręczył jej dokumenty, szczerząc zęby niby w uśmiechu:
Powodzenia na wsi.

Tobie też odparła spokojnie Zdzisława.

Jakbyś miała jakieś krowy, wyślij selfie, roześmiał się.

Zdzisława zamknęła za sobą drzwi auta i odjechała bez słowa. Gdy wyjeżdżała z miasta, łzy zaczęły jej lecieć po policzkach. Sama nie wiedziała, kiedy się w końcu uspokoiła, aż pukanie w szybę wyrwało ją z zamyślenia.

Wszystko w porządku, kochanieńka? Ja z mężem obserwujemy cię już chwilę zagadnęła starsza pani z troską.

Spojrzała na nią, po czym zerknęła w lusterko i dostrzegła przystanek PKS.
Nic mi nie jest, tylko trochę się zamyśliłam zapewniła z lekkim uśmiechem.

Babcia pokiwała głową ze zrozumieniem.
Jedziemy właśnie ze szpitala wyznała. Nasza znajoma leży tam sama, nikt do niej nie przychodzi. A ty, jedziesz w stronę Łomży?

Zdzisława uniosła brwi ze zdziwieniem.
Łomża? Tam, gdzie stołuje się cała wieś i gdzie niby to moje gospodarstwo?

No tak, choć gospodarstwo to mocno na wyrost. Właściciel umarł, nikomu nie chce się nad tym pracować. Tylko nieliczni doglądają resztek zwierząt z przyzwyczajenia.

Zdzisława uśmiechnęła się delikatnie.
A widzi pani, tam właśnie jadę. Wskakujcie, podwiozę was.

Staruszka zajęła fotel pasażera, a jej mąż usadowił się z tyłu.

A ja jestem Zdzisława przedstawiła się.

A to Jadwiga Malinowska, a mój ślubny to Zygmunt. odpowiedziała starsza pani z ciepłem.

W drodze Zdzisława dowiedziała się wszystkiego o pobliskim gospodarstwie: kto podbierał mleko, komu się jeszcze chce z rana doglądać krów i jak bardzo całe miejsce jest zrujnowane. Kiedy wreszcie dotarli, zobaczyła puste pola i walący się obór, w którym wypasało się tylko dwadzieścia krów. Jednak Zdzisława postanowiła, iż nie wróci do miasta zacznie od nowa.

Rok później patrzyła z dumą, jak osiemdziesiąt krów spokojnie pasie się na jej własnej łące. Doprowadziła gospodarstwo do rozkwitu. Było ciężko: musiała sprzedać rodzinne obrączki, by kupić paszę, wydać ostatnie oszczędności. Teraz jednak jej produkty pojawiały się choćby na targach w sąsiednich województwach, a zamówień przybywało.

Pewnego dnia młoda dziewczyna o imieniu Bronisława przyniosła jej gazetkę z ogłoszeniem: chłodnie do sprzedania w świetnej cenie. Zdzisława poznała numer była to firma Wojtka! Przewrotnie poprosiła Bronkę, by zadzwoniła i zaoferowała 5% więcej, pod warunkiem, iż żadne auta nie pójdą innym chętnym.

Gdy Zdzisława pojawiła się obejrzeć auta, Wojtek oniemiał.
Serio chcesz je kupić? nie wierzył własnym uszom.

Tak, do tej ruiny, którą mi zostawiłeś. To teraz dochodowy interes, a ja się rozkręcam rzuciła pogodnie.

Wojtek nie miał już absolutnie nic do dodania. Gdy jego życie się waliło, Zdzisława pędziła na przód jak kombajn w żniwa.

W końcu Zdzisława znalazła prawdziwą miłość w Januszu, mechaniku, który pomógł jej wyprowadzić gospodarstwo na prostą. Wspólnie świętowali chrzest córeczki, podczas gdy Wojtek musiał z daleka patrzeć, jak świat mu się sypie na głowę.

Idź do oryginalnego materiału