Jak dawniej żegnano zmarłych? Jak wyglądała ceremonia pogrzebowa? Czym charakteryzowały się pochówki zamożnych? Jakie zwyczaje towarzyszyły dawnym ceremoniom pogrzebowym? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziemy na wystawie czasowej „Pląsy ze śmiercią”, która można zwiedzać od 6 listopada 2025 roku w Muzeum Okręgowym w Kaliszu.
Cmentarze
Na synodzie laterańskim w 1059 roku zalecano lokowanie cmentarzy przy kościołach. Grzebanie zmarłych na terenach przykościelnych wiązało się jednak z niemałymi problemami. Ich skalę możemy sobie wyobrazić, sięgając do postanowień synodów odbywających się na ziemiach polskich. W 1512 roku na synodzie gnieźnieńskim ustalono konieczność ogradzania cmentarzy murem lub parkanem, ewentualnie wykopania rowu. W 1568 roku we Wrocławiu zakazano wypasania zwierząt na nekropoliach, a w Chełmnie w 1649 roku wskazano na konieczność umieszczania w bramie cmentarza metalowej kraty, uniemożliwiającej wejście zwierzętom. Inne zakazy dotyczyły np. rozwieszania bielizny, mycia naczyń czy suszenia ziarna. Postulowano również gęste okratowanie kostnicy, aby zwierzęta nie mogły się dostać do jej wnętrza.

fot. Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej
Nic dziwnego, iż ówcześni majętni obywatele starali się zapewnić sobie miejsce pochówku w krypcie kościoła lub pod posadzką. Problemy z pochówkami przy świątyniach, w szczególności sanitarne, spowodowały ostatecznie zakazanie grzebania zmarłych na cmentarzach przykościelnych, a nekropolie lokowane były poza miastem.
Pierwsze takie regulacje pojawiły się w drugiej połowie XVIII wieku, jak dekret cesarza Józefa opublikowany w 1784 roku. Warto wspomnieć, iż nie wszędzie zastosowano się od razu do tych postanowień – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach minęło wiele lat, zanim je wdrożono. Z czasem, oprócz cmentarzy wyznaniowych, zaczęto tworzyć również komunalne.
Odrębną kategorię stanowiły tzw. cmentarze epidemiczne, na których grzebano ofiary pomorów. Do dziś na obrzeżach wielu miejscowości stoją krzyże upamiętniające dawne cmentarze choleryczne.
Pompa funebris
W przeszłości pogrzeby ubogich były problematyczne – na synodach uchwalano obowiązek ich pochówku na „koszt skarbony kościelnej” lub proboszcza. Kontrastowały z nimi ceremonie możnych i wpływowych ówczesnego świata, zwłaszcza w okresie baroku.

fot. Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej
Motyw śmierci był istotną częścią tej epoki. Kościoły pełne czaszek, skrzyżowanych piszczeli i kostuch przypominały o marności ziemskiego życia (vanitas vanitatum et omnia vanitas).
Ówczesne obrzędy pogrzebowe najzamożniejszych były niemal teatralną inscenizacją (theatrum funebris), a jeden z takich spektakli opisał w swoim pamiętniku Franciszek Karpiński:
„kościół cały adamaszkiem od wysokich gzymsów aż do dołu wybity, gęsto lampami oliwnymi oświecony, miał ogromny w środku katafalk, aksamitem pąsowym ze złotymi frędzlami, światłem, portretem, herbami”.
Jeźdźcy wpadali do świątyni w galopie powodując przy tym spory hałas. Kruszyli oni kartusze herbowe i upadali widowiskowo z koni, teatralnie okazując żal za zmarłym.
Jednym z elementów barokowego pompa funebris było castrum doloris (namiot żalu, obóz boleści), czyli dekoracyjne urządzenie katafalku w formie namiotu z kolumnami, rzeźbami, symbolami czy herbami szlacheckimi. W większości przypadków konstrukcje te niszczono po wielodniowych obrzędach pogrzebowych. Warto jednak wspomnieć, iż w Lutomiu koło Sierakowa znajduje się jedyne w Polsce zachowane castrum doloris. Przewieziono je z Biezdrowa koło Wronek i wykorzystano ponownie jako oprawę ołtarza. Współcześnie przez wiele lat sądzono, iż jest to konfesja (grób męczennika w kościele najczęściej z ozdobnym baldachimem np. w katedrze w Gnieźnie), jednak dopiero po pracach konserwatorskich w 2009 roku odkryto faktyczne przeznaczenie tej budowli.
Pochówki wampirów
Odrębną kategorię stanowiły pochówki atypowe, czyli odbiegające od przyjętych zwyczajów. Główną intencją takiego grzebania było zapobieżenie powrotowi zmarłego na świat pod postacią strzygi lub wampira. Ówczesne praktyki mrożą dzisiaj krew w żyłach. Do najokrutniejszych należało odcinanie głowy (dekapitacja) nieboszczyka i umieszczanie jej w nogach, aby nie mógł jej chwycić.

fot. Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej
Stosowano również grzebanie twarzą do ziemi i przybijanie ciała do trumny albo obciążanie jej kamieniami czy cegłami. W usta denata wkładano twarde przedmioty, np. kamienie i cegły. Zdarzało się, iż zmarłego krępowano linami.
O wampiryzm podejrzewano w szczególności samobójców, morderców, zielarki, osoby zajmujące się magią, z niepełnosprawnościami czy z zaburzeniami psychicznymi. Klęski, choroby, śmierci, pomór zwierząt nierzadko zrzucano na działanie wampirów.
„W upiory lud górski wierzy mocno; i tak we wsi Jawornik, nad rzeką Osławicą, może nie ma jednego człowieka pochowanego na cmentarzu, który by nie miał wbitego w głowę ćwieka lub uciętej i u nóg położonej głowy”
– pisał Oskar Kolberger. W niektórych regionach Polski wiara w wampiry przetrwała aż do okresu międzywojennego. Tak było też we wspomnianym Jaworniku, w którym podobno jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego stulecia miały miejsce pochówki antywampiryczne.
Na wystawie „Pląsy ze śmiercią” zaprezentowano liczne eksponaty funeralne powstałe między XVII a XX wiekiem od XVII do XX wieku, m.in. odzież trumienną, sztuczne kwiaty, krzyże, medaliki, różańce, elementy stroju liturgicznego, lichtarze i katafalki.
Ekspozycja będzie dostępna dla zwiedzających do końca lutego 2026 roku.

