Do dwóch pierwszych części Piep*zyć Mickiewicza mam naprawdę masę zarzutów. Nic więc dziwnego, iż przed premierą kontynuacji spisywałem trzecią część na straty. I jak się okazało –niesłusznie.
Dante i ekipa wracają, a przed nimi niebywałe wyzwanie, jakim jest egzamin maturalny. Jednak po drodze do niego uczniom klasy IV B przyjdzie na myśl jeszcze masa pytań, rozterek i problemów związanych z ich poczuciem własnej wartości czy kwestią tego, jaki obiorą kierunek na przyszłość. Po raz kolejny produkcja pragnie wziąć na warsztat kilka kwestii ważnych w życiu młodego człowieka. Bowiem egzaminy końcowe to nie zawsze jedyny problem nękający maturzystów.
Do werdyktu przejdę od razu – jest to moim zdaniem najlepsza część trylogii. W oczy rzuca się niesamowity progres w niemal każdym aspekcie. Film potęguje wartość wizualną serii. Jest fascynująco dobrze nakręcony, z dobrym doborem kadrów, ujęć i ich dynamiki. Sama ich jakość również zachwyca i upodabnia wizualnie film do wielkich zagranicznych produkcji. Podobnie zresztą z udźwiękowieniem, które ani razu nie rzuca się w uszy widzów. Jednakże film Piep*zyć Mickiewicza 3 ma jeden znaczący problem pod tym względem. Mianowicie stanowczo boi się ciszy. Gdy dialogi milkną, wchodzi muzyka lub rytm melodii, które zabierają czas na oddech czy upust emocji. Najmocniej uwidacznia się to w momentach, gdy dosłownie mamy jedną linię melodyczną, zatrzymujemy się na scenie, w której padają dwie kwestie, po czym od razu wchodzimy w kolejny kolaż ujęć z jeszcze inną piosenką.
Przez to też uważam, iż montażowo film wypada dość chaotycznie. Bywają miejsca wręcz śmieszne, jak te przywołane powyżej. Warto, bym jednak wspomniał, iż oprócz byków montażowych ekipa dostarczyła też wprost wspaniałe sceny. Najbardziej podobały mi się sztuczki montażowe przy akompaniamencie poloneza. Oglądało się je wprost przednio i ostatecznie te dobre momenty stanowczo przekrzyczały gorsze.
Starania obsady również się opłaciły. Pokazali bohaterów z naprawdę ludzkiej strony. Dante, Nel, Cegła, Mietek, Anita i inni strasznie wydorośleli na przestrzeni serii, co aktorzy oddają doskonale. Jest też rzecz jasna Korek – osoba ze spektrum autyzmu, którego ponownie brawurowo gra Karol Rot. Korek jest chyba moją ulubioną postacią z serii, a w tej odsłonie wypada równie przesympatycznie. Tym razem obyło się bez żenujących scen, kwestii i postaw bohaterów, którymi dwa pierwsze filmy były stanowczo przepełnione.
Piep*zyć Mickiewicza 3Ten żenujący posmak był oczywiście wywoływany i przez scenariusz. Piep*zyć Mickiewicza 3, jednakże posiada już o wiele lepsze dialogi. Cieszę się, iż młodzież nie jest już stereotypizowana, kwestie dialogowe są dojrzalsze i przede wszystkim brzmią, jakby faktycznie mógł je wypowiedzieć ktoś w wieku osiemnastu, dziewiętnastu lat. Ta poprawa nie jest tylko kwestią dojrzałości, jaką w domyśle powinni przejawiać maturzyści. W dwóch pierwszych odsłonach Piep*zyć Mickiewicza dochodziło czasem do maksymalnego kuriozum, w którym rozmowy brzmiały jak wyjęte z zakamarków TikToka. przez cały czas rzecz jasna widać tego przejawy, ale nie są one już na szczęście tak uciążliwe.
W Piep*zyć Mickiewicza 3 za temat przewodni robi zdecydowanie poczucie własnej wartości i odnajdywanie siebie. Mierzy się z tym głównie Dante, który – myślę – robi to w imieniu wielu ludzi w jego wieku. „Czy jest się godnym tego, co się ma?”, „Czemu nie jest się pewnym własnej przyszłości?”, „Dlaczego nie mogę po prostu na trochę zniknąć?”. Te pytania naprawdę dręczą wielu młodych ludzi, w tym także Dantego, który pokazuje, iż można się z nimi zmierzyć i wyjść ze zwycięską ręką.
Pojawił się też jeden zasadniczy problem, jednak nie z tym, co zrobiono w filmie, a z tym, co zrobiono przed nim. Mianowicie przed seansem Piep*zyć Mickiewicza 3 pokazano krótkie nagranie będące dosłownym “opracowaniem” filmu. Mówiono w nim, iż produkcja ma uczyć asertywności, wyrażania własnych opinii i podejmowania prób w pokazywaniu swoich emocji. I wtedy zapaliła mi się lampka. Czy film dobrze realizujący podejmowany problem potrzebuje takiego opracowania? No nie – chyba dobry film powinien przekazać nam to wszystko bez niego. I Piep*zyć Mickiewicza 3 zwraca uwagę w większym stopniu na inne kwestie niż te przygotowane w “opracowaniu”. Daje to poczucie, iż twórcy nie do końca wywiązali się z zadania, które sami sobie postawili. Że nie zrealizowali wszystkich punktów, więc musieli trochę dopowiedzieć. I nie ukrywam, iż ten zabieg był dla mnie zwyczajnie śmieszny.
Sytuacja profesora Sienkiewicza również rzuciła mi się w oczy. W tej części ma do powiedzenia jeszcze mniej niż kiedykolwiek, a jego wątek wydaje się wręcz wygenerowany. Poświęcone mu wydarzenia są przewidywalne i czasami stają się bezsensownym pretekstem do popychania fabuły. A chcąc nie chcąc, wychowawca też jest nieodłączną częścią klasy, o czym film najwyraźniej zapomniał.
Piep*zyć Mickiewicza 3 wyładowany jest przecudowną energią. W przeciwieństwie do jego poprzedników obejrzałem go bez zakrywania oczu z powodu żenujących popisów, co dla mnie stanowczo działa na plus. Bohaterów ogląda się naprawdę miło, a ich studniówka po prostu cieszy. Z tym filmem również i sam mogę się utożsamić, gdyż przed dwoma tygodniami i ja tańczyłem poloneza na własnym balu maturalnym. Przede mną egzaminy i problem wyboru szkoły. Dlatego uważam, iż można mi wierzyć, iż co do problemów egzystencjalnych, kwestii poczucia własnej wartości i stresu, jaki wiąże się z maturami, twórcy się nie pomylili. I nie sądziłem, iż powiem to o serii Piep*zyć Mickiewicza, ale jej trzecia odsłona to naprawdę dobry i wartościowy film.
fot. gł.: kadr z filmu Piep*zyć Mickiewicza 3











