Pięć problemów czekających nowego dyrektora generalnego Disneya

manager24.pl 1 dzień temu

Jedyne wiadomości o Disneyu, jakie prawdopodobnie dziś zobaczycie, dotyczą Josha D’Amaro, który w przyszłym miesiącu zastąpi Boba Igera na stanowisku prezesa Disneya. Ale zanim to ogłoszenie się ukazało, firma opublikowała w poniedziałek rano raport finansowy. (Zgadzam się, brzmi to nudno, ale proszę o cierpliwość).

Te zyski odzwierciedlają czarno-białą rzeczywistość Magic Kingdom, którą przejmuje D’Amaro. Krótko mówiąc: to był solidny kwartał, przewyższający większość oczekiwań Wall Street, a akcje Disneya i tak spadły w poniedziałek o 7%.

Zyski z transmisji strumieniowej Hulu, ESPN i Disney+ wzrosły o ponad 70% rok do roku. Dział parków rozrywki i rejsów – lenno D’Amaro, zajmujący się „doświadczeniami” – odnotował rekordowe kwartalne przychody w wysokości 10 miliardów dolarów.

To są wyniki, za którymi większość firm medialnych dałaby wszystko. Ale Disney jest notowany na krzywej, a inwestorzy utrzymują neutralne notowania akcji od 2022 roku, z niecierpliwością oczekując na Następną Wielką Erę Disneya, którą obiecywał powrót Boba Igera do sterów.

Teraz wszystkie oczy zwrócone są na D’Amaro, który ma dokończyć to, co zaczął Iger. Ale nie będzie to łatwe i jest co najmniej pięć spraw, którymi musi się zająć w najbliższym czasie.

1. Telewizja umiera

Nie, oczywiście nie cała telewizja, ale ta, na której większość z nas się wychowała, gdzie siadasz przed ekranem i chłoniesz to, co jest emitowane? To wymierające medium. I pozostaje to gigantyczną zagadką nie tylko dla Disneya, który jest właścicielem tak zwanych zasobów telewizji linearnej, takich jak ABC, ESPN, FX i Disney Channel, ale praktycznie dla wszystkich dużych firm medialnych.

Wyzwanie polega na tym, iż nie można po prostu porzucić linearnego przekazu i przenieść wszystkiego do streamingu – istnieją lukratywne umowy reklamowe i kontrakty z sieciami telewizyjnymi, którymi można manewrować. Jednak czasy świetności, kiedy hitowy serial generował wysokie marże, już dawno minęły i nie pozostało jasne, czy model streamingowy – gdzie konkurencja jest silniejsza, a uwaga widzów bardziej rozproszona – może zrekompensować te niedobory.

Iger powiedział, iż Disney rozważa sprzedaż swoich sieci linearnych, ale potem zmienił zdanie i argumentował za ich utrzymaniem. Z drugiej strony, Comcast i spółka-matka CNN, Warner Bros. Discovery, wybrały drogę wydzielenia. Kiedy D’Amaro obejmie stery, będzie musiał wybrać: pokonać ich czy dołączyć do nich.

2. Streaming przez cały czas jest bezwzględny

Dopiero w zeszłym roku jakikolwiek serwis streamingowy poza Netflixem mógł generować zysk. Disney jest w tej chwili jednym z liderów streamingu, a Disney+, Hulu i ESPN zarobiły w ostatnim kwartale 450 milionów dolarów. Częściowo wynika to z podwyżek cen, które działają, dopóki nie przestaną – kryzys gospodarczy, zwłaszcza wśród gospodarstw domowych o niższych dochodach, może gwałtownie skłonić ludzi do rezygnacji z subskrypcji.

Zeszłej jesieni Disney przekonał się, jak chętnie klienci mogą zrezygnować z subskrypcji, gdy ABC nagle zwolniło Jimmy’ego Kimmela. Wyraźna kapitulacja wobec dążenia administracji Trumpa do usunięcia Kimmela z anteny nie przypadła do gustu wielu osobom, a miliony osób w ramach protestu anulowały swoje subskrypcje Hulu i Disney+.

Ostatecznie stacja ABC przywróciła Kimmela na antenę kilka dni później, co mogło wywołać kontrprotesty ze strony konserwatystów, którzy odebrali to jako kapitulację przed negatywną reakcją liberałów. Nie jest jasne, czy wrócili – Disney przestał udostępniać numery abonentów.

3. Kasowe smutki

Disney zdominował amerykańskie box office w 2025 roku takimi hitami jak „Zwierzogród 2” i „Lilo i Stich”. Ale firma zaliczyła też kilka znaczących klap. Widzieliście w kinie aktorską wersję Królewny Śnieżki? A co z „Elio” Pixara? Tak, nikt inny też nie. A co z „Tron: Ares”?

Produkcja filmów kosztuje tyle samo, co kiedyś, ale nie przynosi już takich zysków, jak kiedyś. Sprzedaż biletów do kin w Ameryce nie wróciła jeszcze do poziomu sprzed pandemii, ponieważ coraz więcej osób decyduje się zrezygnować z popcornu za 20 dolarów i oglądać filmy w domu.

Tymczasem dwaj najwięksi konkurenci Disneya — Warner Bros. Discovery i Netflix — łączą się, co może doprowadzić do powstania hollywoodzkiego giganta, który mógłby jeszcze bardziej uszczuplić udziały rynkowe Disneya. D’Amaro (po lewej w środku) przejmuje obowiązki od Boba Igera (w środku), którego nazwisko od 25 lat jest praktycznie synonimem Disneya.

4. Sztuczna inteligencja i gospodarka uwagi

Kiedyś Disney rywalizował o naszą zbiorową uwagę jedynie z innymi studiami filmowymi i platformami streamingowymi. Jednak uwaga świata jest coraz bardziej rozproszona, a firmy medialne rywalizują teraz z firmami technologicznymi, takimi jak YouTube i TikTok, które są w stanie zgromadzić godziny oglądania treści, za które platformy nie muszą choćby płacić.

W grudniu Disney podjął próbę umocnienia swojej pozycji w tym nowym ekosystemie medialnym, podpisując trzyletnią umowę licencyjną z OpenAI , która umożliwi użytkownikom aplikacji Sora włączanie ulubionych postaci do filmów generowanych przez sztuczną inteligencję. Umowa Disneya z OpenAI to zabezpieczenie na kwotę 1 miliarda dolarów dotyczące przyszłości branży slop

Umowa z OpenAI okaże się jedną z ostatnich umów partnerskich wynegocjowanych przez Boba Igera, który odpowiada za niektóre z najbardziej znanych i lukratywnych umów Disneya, w tym przejęcia Pixara i LucasFilmu. (Nie jest to jednak pozbawione ryzyka. Dopuszczenie do tego, by Twoja najcenniejsza własność intelektualna trafiła do świata sztucznej inteligencji, grozi osłabieniem marki i zrazieniem do siebie twórców, którzy zbudowali imperium Disneya).

5. Cień Igera

Jakby kierowanie jednym z największych konglomeratów rozrywkowych na świecie nie było wystarczające, D’Amaro będzie to wszystko robić w cieniu Boba Igera, dyrektora, który od ćwierćwiecza jest synonimem Disneya.

Jest również dyrektorem, który nie przyjął dobrze przejścia na emeryturę za pierwszym razem. Ostatnim razem, gdy Iger odszedł, zostawił klucze do Najszczęśliwszego Miejsca na Ziemi w rękach Boba Chapeka (który, podobnie jak D’Amaro, z powodzeniem nadzorował niezwykle istotny dział parków rozrywki i rejsów wycieczkowych Disneya).

Z wielu powodów nie poszło najlepiej. Pandemia zamknęła parki Disneya na całym świecie i gwałtownie zahamowała produkcję telewizyjną i filmową. Iger również nie pomógł Chapkowi w kwestiach PR, gdy postanowił opublikować na Twitterze swoją krytykę ustawy na Florydzie, którą przeciwnicy nazwali „Don’t Say Gay” (Nie mów gej). Chapek początkowo unikał wtrącania się do dyskusji, zajmując neutralne stanowisko, które stało się nie do utrzymania, gdy Iger postawił granicę. Chapek spartaczył konsekwencje, a gdy pandemia uderzyła w działalność Disneya, zarząd ostatecznie ponownie zatrudnił Igera, aby ustabilizował sytuację.

Ta przestroga z pewnością umknęła uwadze D’Amaro, który pracuje w firmie od niemal 30 lat, a z działem parków jest związany od 2010 r.

Disney starał się zapewnić fanów i inwestorów, iż tym razem będzie inaczej. W wywiadzie dla CNBC, przewodniczący zarządu James Gorman powiedział, iż planowanie sukcesji na stanowisku prezesa od czasu powrotu Igera było „bardzo zdyscyplinowanym, ustrukturyzowanym procesem”, a przeszłe potknięcia firmy są już za nią.

„Nie będzie już takiego dramatu, jak ostatnio” – powiedział Gorman. „Mogę cię zapewnić”.

Idź do oryginalnego materiału