Pewnego dnia kobieta odwiedziła swoją przyjaciółkę, która po trudnym i nieudanym pierwszym małżeństw…

newskey24.com 4 dni temu

Było to dawno temu, jeszcze w czasach, które dziś wydają się być lekko zamglonym wspomnieniem. Pewnego razu pewna kobieta, Zofia, wybrała się z wizytą do swojej serdecznej przyjaciółki z młodych lat, Marioli. Los nie był nigdy łaskawy dla Marioli: jej pierwszy mąż, człowiek trudny i okrutny, topił smutki w wódce i awanturował się do granic wytrzymałości. W końcu porzucił dom, zostawiając po sobie tylko łzy i gorzkie wspomnienia. Zofia była wtedy jedyną, która trwała przy niej pomagała, wspierała, tuliła. W taki sposób wyraża się przecież prawdziwą przyjaźń, prawda?

Minęła długa dekada. Mariola spotkała nowego człowieka, zupełne przeciwieństwo tamtego pierwszego: wykształcony, z dobrą posadą w urzędzie w Krakowie, kulturalny, taktowny, rzadko kiedy podnoszący głos. Zofia cieszyła się szczerze i całym sercem. Toteż kiedy przyszło odwiedzić nowo kupione, eleganckie mieszkanie Marioli i jej męża, niosła w podarunku świeżo upieczony sernik oraz pachnące czekoladki. Była pod wrażeniem wnętrza jasne ściany, nowe meble. Pochwaliła choćby firanki, których wzór był starannie dobrany. Przy stole usiedli razem z filiżanką herbaty i ciastem.

Nowy mąż Marioli, Jacek, gwałtownie okazał się być człowiekiem o specyficznym poczuciu humoru. Błyskotliwy, oczytany żonglował cytatami z Gombrowicza i Lema. Niestety, najwięcej żartów padało pod adresem Zofii. Wyśmiewał wąskie horyzonty, opowiadał, iż jej głowa jest pełna ludowych przesądów i bibelotów, których nigdzie nie warto zbierać. Zadrwił, iż nigdy nie czytała Tokarczuk, a o Pilchu tylko słyszała. Podważał wszystko, co mówiła Zofia, powołując się na zdobycze nauki i rozumu.

Nie oszczędził też fryzury Zofii, ani skromnej sukienki. To jeszcze moda sprzed Balcerowicza? pytał, z szemrzącym śmiechem. Zofia utknęła na miejscu, nie była w stanie sprostać erudycji Jacka. Mariola śmiała się razem z mężem, wyraźnie dumna z jego dowcipu.

Dalszym celem stała się kotka Zofii, o której opowiadała, próbując odciągnąć Jacka od literackich popisów. Kocięciem zaopiekowała się przypadkiem, znalazła na klatce schodowej, przygarnęła. I wtedy Jacek tylko się roześmiał głośniej: Koty to siedlisko chorób. Ludzie pomagają bezdomnym zwierzętom z powodu własnych kompleksów i zaburzonego poczucia wartości.

Znów śmiech. A potem przykłady z życia starych panien żyjących wśród kotów. Zofia, nie mogąc już znieść tego wszystkiego, rozpłakała się niespodziewanie, dziecinnie. Przeprosiła, mówiąc, iż rozbolała ją głowa, pożegnała się i wyszła na zewnątrz.

Rzeczywiście, głowa ją bolała, jakby dzwoniła od setek słów. Było jej wstyd łez, własnej słabości i iż nie potrafiła podjąć tej ironicznej gry. Wstydziła się, iż nie zna wybitnych autorów, iż pozwoliła sobie na opowieść o dziwnym śnie. Było lato, ale Zofia dygotała z zimna, wracając do domu. Ogarniał ją wstyd ale nie z powodów, na które wskazywali inni.

Powstydzić powinna się przecież raczej gospodyni, która zaprasza znajomego do swojego domu i godzi się, by ten był upokarzany. Ten, kto pozwala wyśmiewać w swoim towarzystwie ulubione książki, filmy, marzenia Wiecie, to jest właśnie cicha zdrada. Podstępna, bo ubrana w żarty i elegancję. Zdrada to oddać swojego na wyszydzenie czy poniżenie. Takie to jest właśnie prawdziwe znaczenie tego słowa.

Zofia jednak nie potrafiła tego wszystkiego nazwać. Uważała, iż zawsze była tylko zwykłą kobietą, nie intelektualistką. Wróciła więc do swojego mieszkania, do kotki, która wcale nie czytała książek ani nie brylowała na salonach. Leżała tylko cicho przy niej na kanapie, mrucząc i ogrzewając serce.

Zofia przestała pojawiać się u Marioli w gościach. niedługo choćby nie było już dokąd chodzić Mariola i jej mąż zaczęli się rozwodzić, dzielić mieszkanie w sądzie, przechodzić przez długie batalie. Okazało się, iż ten inteligent jest aż zbyt energiczny i zbyt mądry.

I tak bywa zawsze: ten, dla którego ktoś zdradził przyjaciela, gwałtownie zdradza także tego, kto mu się początkowo skłonił. A czasem wystarczyło po prostu z delikatnością zatrzymać czyjeś żarty czy uszczypliwości. Nie pozwolić obrażać bliskich we własnym domu. Może wtedy i mąż zacząłby czuć do żony szacunek? Może nie przyszedłby mu do głowy taki sposób bycia?

Zdrady się nie szanuje. I bardzo łatwo potem samemu stać się zdradzonymZ czasem Zofia przestała tęsknić za dawnymi spotkaniami przy herbacie i serniku. Odkryła, iż w ciszy swojego mieszkania, pośród drobnych codziennych spraw, jest mniej samotna niż przy stole, gdzie nikt nie chronił jej uczuć. Jej kotka, zasypiająca na poduszce, była cichym świadkiem tego, co w człowieku kruche i cenne potrafiła kochać bez oceniania.

Pewnego letniego popołudnia Zofia zajrzała do lustra i po raz pierwszy od dawna uśmiechnęła się do kobiety, którą tam zobaczyła. Dostrzegła zmarszczki, trochę szarości we włosach, ale też łagodność spojrzenia i odwagę, by z lęku uczynić miękkość, nie twardy pancerz. Zamiast czytać wielkich pisarzy, poszła na spacer, zostawiając za sobą myśli o tym, jak być postrzeganą. Wdzięczność za jeden spokojny wieczór za mruczenie kotki, za drobne światełka na niebie, za to, iż można być blisko siebie.

Nie wróciła już do tej dawnej przyjaźni. I chociaż czasem wspomnienie Marioli przebiegało przez myśli jak wiatr przez firanki, Zofia wiedziała już, iż naprawdę nie wystarczy być mądrzejszym od innych, by mieć rację. Czasem najlepszą erudycją jest cisza i ta wiedza, którą daje tylko własne serce.

Idź do oryginalnego materiału