Władca much – recenzja serialu. Próbka społeczeństwa

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Myśląc o serialu Władca much chcę powiedzieć tyle rzeczy, iż po raz kolejny zaczynam ten akapit. Po pierwsze: nie pozwólcie swoim oczom przemknąć po tej pozycji, przeglądając HBO.

Książka Williama Goldinga czekała w mojej kolejce czytelniczej już sporo czasu. Nie wiedziałam o niej wiele, intrygował mnie tytuł, a serial HBO zaczęłam z czystą kartą. W czwartek obejrzałam finałowy odcinek, w piątek Władca much był już przeczytany.

Grupa chłopców rozbija się na tropikalnej wyspie. Pod przywództwem czterech najstarszych, dwunastoletnich chłopców, ustalają zasady na czas oczekiwania na ratunek. Społeczność staje się jednak niestabilna, kiedy w chłopcach odzywają się pierwotne instynkty. Najważniejsi bohaterowie to Piggy, Jack, Simon oraz Ralph – i tak właśnie zatytułowane są kolejne odcinki serialu. Epizody wychodziły co tydzień, trwały około godziny i skupiały się na każdym chłopcu z osobna.

Fot. BBC

Władca much jest jednym z najbardziej dopracowanych seriali, jakie widziałam w ostatnich latach. Warstwa wizualna, montaż oraz muzyka razem tworzą piątego bohatera, który bierze aktywny udział w historii. Każdy kadr czemuś służy. Każdy dźwięk budzi konkretne emocje. Nie ma tutaj przypadkowych ujęć, pośpiechu czy modnego współcześnie tłumaczenia widzowi wszystkiego w dialogach, gdyby przypadkiem patrzył w telefon. Mówiąc, iż nie odkrywałam wzroku od ekranu, nie wyolbrzymiam.

Książka nie należy do obszernych, a serial utrzymuje powolne tempo za sprawą artystycznych ujęć, ale nie nuży. Na ekranie dzieje się bardzo dużo. Przechodzimy przez pierwsze zgromadzenia chłopców, polowania na świnie, momenty zabawy i kłótni, aż wreszcie – dzikiej, pierwotnej przemocy. Niepokój, napięcie, a jednocześnie fascynacja to uczucia, które są subtelnie budowane od pierwszych minut serialu, zarówno w dialogach, jak i w wizualiach.

Lord of the Flies – Season 1 – Episode 103

Ogromne wrażenie wywiera także aktorstwo. To wszystko bardzo młodzi aktorzy, debiutanci lub chłopcy wciąż mający doświadczenie w niewielu projektach. Jednocześnie są to trudne role, które wymagają wielu uczuć i portretowania emocji w sposób oszczędny, a jednocześnie dosadny. Zadanie jest trudne, aktorzy niedoświadczeni, a jednocześnie fenomenalni. Chociaż całą czwórka jest świetna, wyróżnię dominujący duet. Lox Pratt jako Jack jest hipnotyzujący. Nasz przyszły Draco Malfoy pokazuje niesamowity warsztat, jest przerażający i fascynujący jednocześnie. choćby kiedy jego twarzy skrywa gruba warstwa farby czy maska, jesteśmy w stanie odczytać jego emocje. Przeciwwagę z kolei stanowi Winston Sawyera w roli Ralpha – przywódca, rozdarty między poczuciem odpowiedzialności a zabawami i swobodą.

Za scenariusz odpowiada Jack Thorne znany z netflixowego Dojrzewania, które odbiło się szerokim echem. Tutaj również nie ma miejsca na błędy, czy potknięcia. Z perspektywy czasu, kiedy po serialu sięgnęłam po pierwowzór, żałuję jedynie, iż nie słyszymy więcej dialogu z tytułowym Władcą much. Te słowa nie padają w serialu – ale rozumiemy wszystko, chłonąc dialogi, obrazy i dźwięki, złożone w harmonijną opowieść.

Obawiam się, iż Władca much może zniknąć w ogromnej ilości produkcji jako serial niezbyt długi i nie rozpromowany tak, jak na to zasługuje. Uważam jednak, iż rezygnacja z niego to strata. Ta perfekcyjnie zaprojektowana wizja opowieści Goldinga dotyka tematu przemocy, pierwotnych instynktów i poczucia słuszności. Dzisiaj szczególnie możemy się zastanawiać na nowo, skąd pochodzi skłonność do konfliktów i jak się od niej uchronić. We mnie ten serial, ta opowieść, ta wizja wciąż pracują. I chociaż momentami nie jest to łatwy serial, to zasługuje na poświęcenie mu tych czterech godzin całkowitego skupienia.

Fot. główna: Materiał promocyjny.

Idź do oryginalnego materiału