"Pełna przyjemność gwarantowana" pochłonie was od pierwszych sekund – recenzja serialu Apple TV

serialowa.pl 1 godzina temu

Narzekacie na brak oryginalnych seriali? Od dziś w ofercie platformy Apple TV znajdziecie propozycję, która powinna przypaść wam do gustu. Przed wami „Pełna przyjemność gwarantowana”.

Wiosna mija nam pod znakiem kolejnych perełek w serialowej koronie Apple TV. Z tygodnia na tydzień buszujemy z Matthew Rhysem po upiornych zakamarkach „Wdowiej Zatoki„, podczas gdy w Londynie opisywanym przez twórców „Kartoteki policyjnej” (niestety – nie tylko tym) rośnie zagrożenie terroryzmem. Na innym froncie żegnamy dziś fenomenalną Elle Fanning z „Margo jest spłukana„, by przywitać równie ekscytującą bohaterkę, której rozpisana na 10 odcinków przygoda… też rozpoczyna się od sekskamerki.

Pełna przyjemność gwarantowana – o czym jest serial?

Poznajcie Paulę Sanders (Tatiana Maslany, „Orphan Black”) – protagonistkę serialu pt. „Pełna przyjemność gwarantowana„, którego dwa pierwsze odcinki właśnie wylądowały w ofercie platformy z nadgryzionym jabłuszkiem. Jej aktualne życie tkwi w cieniu rozwodu, niewdzięcznej pracy w fact-checkingu i walki o prawa do opieki nad córką (uroczo naturalna Nola Wallace, „Strangers”). Przestrzeni na rozrywkę – a co dopiero chwili na romans – pozostaje niewiele. Szansę dla wytchnienia (i okazjonalnego orgazmu) zapewnia jednak cyberseks.

„Pełna przyjemność gwarantowana” (Fot. Apple TV)

Godzinne sesje spędzone przed ekranem laptopa z czarującym camboyem Trevorem (Brandon Flynn, „Trzynaście powodów”) są niczym nagroda na koniec wyczerpującego dnia. Przez większość czasu łącze – bardziej niż przyjemność fizyczną – gwarantuje Pauli terapeutyczną możliwość wygadania się. Układ jest prosty: opłacenie sesji równa się słodkim komentarzom, a satysfakcja erotyczna – baterii potrzeb naładowanej do pełna. Mydlana bańka pęka zupełnie nagle. Po drugiej stronie ekranu ktoś atakuje Trevora, a ten zaczyna prosić Paulę o pieniądze.

Wnioski nasuwają się same. Metoda „na wnuczka” nie jest przecież jedyną formą scamu, która przetrzepuje nasze portfele szybciej niż wzrosty cen za serwisy streamingowe. Co gorsza, w tym wypadku „wnuczek” ma maślane oczy, wyrzeźbione ciało i komplementy, od których myszka na ekranie sama mknie w stronę przycisku z wirtualnym napiwkiem. Gdy okazuje się, iż Trevor to rzeczywiście wyłudzacz, Paula planuje konfrontację, po czym znajduje go… martwego.

Pełna przyjemność gwarantowana łączy komedię i thriller

Odkrycie uruchamia spadające domino, którego klocki będą przewracać się do samego finału. Zasadzka, w jaką zupełnie nieświadomie wpada Paula, wrzuca ją w bezlitosną spiralę, i to taką splatającą losy wielu przypadkowych osób – byłego męża (Jake Johnson, „Jess i chłopaki”) i jego nowej wybranki (Jessy Hodges, „Barry”), młodszych kolegów z pracy Pauli (Kiarra Hamagami Goldberg, „Inwazja” / Charlie Hall, „Potwór”), starszego chłopaka Trevora (Murray Bartlett, „Biały Lotos”) czy wreszcie detektywki o wyjątkowo ciętym języku (Dolly de Leon, „W trójkącie”).

„Pełna przyjemność gwarantowana” (Fot. Apple TV)

Twórca i showrunner, David J. Rosen („Sugar”, „Us & Them”), niemal od początku doprowadza fabułę „Pełnej przyjemności” do punktu wrzenia. Sposób narracji i tempo, jakie obrał filmowiec przypomina kipiący garnek, ale bardzo precyzyjny scenariusz nigdy nie pozwala, by zawartość wyleciała na zewnątrz. Opowieść sprawnie mknie przez kolejne twisty, przy czym zostawia wystarczająco dużo miejsca na tajemnicę, by – mimo podwyższonego tętna – natychmiast mieć ochotę odpalić kolejny odcinek.

Czarna komedia – w której perfekcyjnie odnajduje się na przemian cyniczna i nierozważna główna bohaterka – miesza się tutaj z thrillerem i murder mystery wspartym osobistym dramatem kobiety na skraju załamania nerwowego. Maslany bezwiednie nawigująca między uroczo naturalnymi obrazkami figli z córką i scenami przyprawiającymi o atak paniki, kreuje być może jedną z najlepszych ról tego roku. Warto będzie przypomnieć o niej w nadchodzącym sezonie nagród.

Na osobne wyróżnienie zasługuje również absolutnie mistrzowski montaż Jeffa Seibenicka („The Mandalorian”) i Skipa Macdonalda – stałego współpracownika Vince’a Gilligana, który zjadł zęby na cięciu „Breaking Bad„, „Better Call Saul” czy niedawnego „Pluribusa” (11 nominacji do nagrody Emmy mówi samo za siebie). Ten aspekt serialu nie tyle nadaje mu odpowiedniego tempa, ile podporządkowuje je niezwykle dynamicznej i pełnej ekspresji muzyce elektronicznej Wynne Bennett, która oddaje rozedrgany stan protagonistki.

Pełna przyjemność gwarantowana – czy warto oglądać?

„Pełna przyjemność gwarantowana” – w tym przypadku tytuł serialu można wziąć za pewnik. Warunek jest taki, iż kontrolowany stres widza w zestawieniu z całkowitym brakiem kontroli bohatera w waszym filmowym słowniku wpada w kategorię pozytywów. To serial korzystający z tych samych prawideł narracyjnych, co gorączkowe kino braci Safdie („Nieoszlifowane diamenty”, „Wielki Marty”) czy niedawne arcydzieło „Kopnęłabym cię, gdybym mogła”, którego bohaterka grana przez Rose Byrne mogłaby zbić piątkę z Maslany.

„Pełna przyjemność gwarantowana” (Fot. Apple TV)

Multum wrażeń płynących z seansu nowej propozycji Apple TV w znacznej mierze wiąże się też ze zlepkiem gatunków i konwencji, z których umiejętnie skorzystał Rosen. Coś, co zaczyna się niepozornym dramatem rodzinnym, prędko ewoluuje w wybuchową mieszankę thrillera psychologicznego i (nierzadko absurdalnej) komedii konspiracyjnej, którą można by zestawić z takimi serialami jak „Krzesła” Tima Robinsona czy „Chętni na seks” Stevena Conrada.

Wyobrażam sobie, jak dziesięć tych ok. półgodzinnych odcinków – pozbawionych zbędnych zapychaczy i wypełnionych bystrymi ripostami – na duży ekran w wersji filmowej z łatwością przenoszą rozsmakowani w kinie absurdu bracia Coen. Natężenie fachowo poukrywanych strzelb Czechowa i scen-perełek pokrewnym „Fargo” czy „Big Lebowskiemu” powinno przypaść do gustu wszystkim tym, którzy uważają, iż czarna komedia i kryminał pasują do siebie jak ulał.

Przed wami kilka tygodni naprawdę dobrej zabawy. jeżeli dołączycie do niej inne perełki, które można wyłowić z oferty Apple TV reszta wiosny upłynie wam pod znakiem naprawdę dobrej telewizji. W czasach, gdy te trzy słowa coraz rzadziej pojawiają się koło siebie w jednym zdaniu, to całkiem duża wartość. Zagwarantujcie sobie tę przyjemność, bo właśnie dropnął jeden z najlepszych seriali tego roku.

Pełna przyjemność gwarantowana – nowe odcinki w środy na Apple TV

Idź do oryginalnego materiału