Pani Danuto, można? w drzwiach gabinetu dyrektora stanął jeden z jej zastępców.
Proszę, panie Zbigniewie, niech pan wchodzi kiwnęła głową dyrektorka. No i jak dziś sprawy stoją?
Jakie sprawy? Gdzie?
Na wydziale.
Ach, na wydziale. Na wydziale wszystko w porządku. A co?
Jak to co? Przecież pan do mnie przyszedł nie tak po prostu. Pewnie pan chciał coś powiedzieć… albo o coś prosić.
No, adekwatnie, to tak, mam do pani sprawę przytaknął posępnie zastępca. A raczej prośbę.
Prośbę? Danuta spojrzała przenikliwie na inteligentnego z wyglądu mężczyznę i pokręciła głową. No proszę pana, ostatnio coś mi pan nie leży.
Ostatnio?
Tak. Chodzi pan jakiś zmartwiony. Jakby w rodzinie jakaś tragedia była… Czy u pana w domu wszystko dobrze?
To znaczy… westchnął ciężko Zbigniew. Jeszcze trochę i już nie będzie dobrze. Wszystko zależy od tego, czy dostanę od pani pewne zaświadczenie…
Zaświadczenie? Danuta spoważniała. O czym pan mówi?
Wiem, iż to brzmi dziwnie, ale… Zbigniew przybrał dramatyczny wyraz twarzy. Inaczej się nie da. Potrzebuję od pani zaświadczenia. Dla żony.
Przepraszam?! twarz Danuty mimowolnie się wydłużyła. Zaświadczenie? Dla pańskiej żony? W jakim sensie?
Zaświadczenie, iż między nami nigdy nic nie było… i nie ma.
Że co proszę?
Bliskich relacji… Zbigniew gwałtownie poczerwieniał. Tak jak między kobietą a mężczyzną.
Pan zwariował? Danuta aż zbledła. To jakieś kpiny?
Niestety, od tej kartki z pani podpisem i pieczątką zależy istnienie mojej rodziny. Moja żona wmówiła sobie, iż jesteśmy kochankami.
Danuta osłupiała, a potem z ostrożnością zapytała:
Pańska żona oszalała? Żąda od męża zaświadczenia, że… Czegoś takiego jeszcze nie słyszałam. choćby w filmach takich bzdur nie pokazują.
Wiem! jęknął żałośnie Zbigniew. Ale nie wiem, co robić. Mamy przecież dzieci… Żona zagroziła, iż jeżeli nie dostarczę takiego papierka od pani, to składa pozew o rozwód. I zabierze dzieci do mamy, do Szczecina. Wie pani gdzie to? To koniec świata! Więc błagam, proszę tylko napisać tę głupią kartkę…
Panie Zbigniewie! Danuta nie wierzyła, iż to dzieje się naprawdę. Skąd jej się to w ogóle wzięło? Przecież choćby jej nie widziałam na oczy! Na pana koszuli żadne ślady pomadki się nie pojawiły. To niemożliwe, skąd takie dywagacje?
Proszę zobaczyć… Zbigniew sięgnął do kieszeni marynarki, wyjął telefona, znalazł zdjęcie i podał Danucie. Żona zobaczyła to zdjęcie i… zablokowało jej się w głowie.
I? Danuta z niedowierzaniem oglądała grupowe zdjęcie całej administracji zakładu. Przecież ja mam to samo! To z uroczystości po wręczeniu miejskich podziękowań.
Tak uśmiechnął się kwaśno Zbigniew. Tylko na tym zdjęciu stoimy blisko siebie. Ja panią objąłem ramieniem.
Bo było ciasno i wszyscy musieli się zmieścić!
Zgadza się. Ale proszę spojrzeć na pani głowę. Moja żona twierdzi, iż tylko zakochana kobieta pochyla głowę w taki sposób na pierś mężczyzny.
CO?! Oczy Danuty zapłonęły oburzeniem. Jakie zakochane kobiety?! Jest ślepa?! Nachyliłam głowę, bo bałam się, iż kwiaty, które trzymała Bożena, zasłonią mi twarz!
Też długo jej tłumaczyłem, ale… im bardziej się tłumaczyłem, tym gorzej. Bez pani zaświadczenia… koniec ze mną. Słowo daję.
To już przesada! Danuta stuknęła pięścią w biurko. Pan się własnej żony aż tak boi?
Tak, jestem pantoflarzem… wyszeptał Zbigniew, by tylko ona go usłyszała. Przez dzieci. Dla nich zrobię wszystko. Proszę zrozumieć…
To jest chore! powiedziała cicho, niezadowolona Danuta, i wyjęła czystą kartkę z kupki papieru. No dobrze… jeżeli panu aż tak zależy… dyktuj pan.
No to proszę napisać: Ja, niżej podpisana Danuta Nowak, zaświadczam, iż nie mogę znieść mego zastępcy Zbigniewa Lewandowskiego…
Danuta podniosła zaskoczone oczy, ale on dał jej znak, by pisała dalej.
Tak, dokładnie tak. Dodać proszę jeszcze: A wręcz go nienawidzę.
Jak to nienawidzę? nie wytrzymała Danuta. Przecież nie mogę pracować z kimś, kogo nienawidzę!
No to niech pani napisze, iż nie znosi go jako mężczyzny. I nigdy nie zgodziłaby się z nim spać, choćby za milion złotych. I podpis, i pieczątka.
Pieczątka jest u księgowej rzuciła Danuta odruchowo, po czym przeczytała to na głos i aż się przeraziła.
Przecież to czysty absurd! Tak nie można! powiedziała stanowczo, po czym złamała kartkę na pół, potem jeszcze raz i jeszcze, i podarła na drobne kawałki.
Co pani robi?! przestraszył się Zbigniew. To dokument! On mi jest potrzebny!
Wie pan co, panie Zbigniewie… uśmiechnęła się Danuta dziwnym uśmiechem. Ja tak sobie teraz myślę: lepiej niech pan już rozstanie się z tą swoją Natalią, póki nie jest za późno.
Jak to…? znów przeraził się Zbigniew. Nie mogę. Ona mi odbierze dzieci. Na pewno to zrobi!
Nie odbierze Danuta wciąż się uśmiechała. Mam bardzo dobrego znajomego prawnika. On postara się, żeby dzieci według sądu zostały z panem.
Ale ja…
jeżeli będzie trzeba przerwała mu to sama pomogę panu wychować dzieci.
Pani? Ze mną? Osobiście?
Ależ oczywiście. Darzę pana wielką sympatią jako zastępcę. Znajdę panu doskonałą opiekunkę. Będzie pan zadowolony.
A Natalia?
Niech Natalia jedzie do mamy do Szczecina. Albo niech przyjdzie tu do mnie pogadamy szczerze, od serca. To będzie lepsze niż jakiś idiotyczny papierek z pieczątką.











