PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ! – Pola, sprawa jest poważna… No wiesz, pamiętasz moją nieślubną córkę, Anię? – mój mąż mówił tajemniczo, co mnie zaniepokoiło. – Czy pamiętam? Nie mogłabym zapomnieć! Co się stało? – usiadłam na krześle, przeczuwając kłopoty. – Słuchaj… Ania bardzo prosi, żebym zabrał jej córkę, a więc moją wnuczkę – jąkał się mąż. – A z jakiej racji, Szurek? A co z jej mężem? Zjadł śliwkę i uciekł? – pytałam coraz bardziej zaintrygowana. – Widzisz, Ani zostało kilka życia. Męża nie ma, jej matka dawno wyjechała do Stanów, kontaktu nie utrzymują, pokłóciły się na śmierć i życie. Ania nie ma innych bliskich. Tylko my… – Szurek spuszczał wzrok. – I co zamierzasz zrobić? – ja już byłam zdecydowana. – Doradź, Pola, jak powiesz, tak będzie – powiedział cicho mąż. – Fajnie. To ty narobiłeś bałaganu, a teraz mam się zająć cudzym dzieckiem? – aż gotowało się we mnie z bezsilności. – Pola, jesteśmy rodziną, decyzja musi być wspólna – próbował przekonywać mąż. – A dlaczego wtedy się nie radziłeś, gdy latałeś za spódniczkami? Przypomnij sobie, kto jest twoją żoną! – łzy napłynęły mi do oczu i wybiegłam z pokoju… …W liceum podobał mi się kolega z klasy, Waldek. Ale gdy do klasy dołączył nowy chłopak, Sławek, od razu zwróciłam na niego uwagę. Zerwałam z Waldkiem, a Sławek zaczął mnie odprowadzać, dawał kwiaty z pobliskiego skweru, pocałunki, prędko zaprosił do siebie… Zakochałam się w Sławku bez pamięci. Po maturze on poszedł do wojska do innego miasta. Rok pisaliśmy listy, a potem wpadł na przepustkę. Skakałam z radości! Sławek mówił, iż za rok wróci i weźmiemy ślub. Byłam zakochana po uszy, on był dla mnie jak słońce. Ale po pół roku dostałam list: „Musimy się rozstać. Znalazłem w garnizonie prawdziwą miłość, nie wracam do rodzinnego miasta”… A ja byłam już w ciąży. Tak się skończyły marzenia o weselu. …Urodziłam syna, Janka. Waldek mi pomagał. Potem nagle wrócił Sławek. Nie znał się na ojcostwie, do syna odnosił się chłodno, podejrzewał, iż to syn Waldka. Zawsze mu wybaczałam, usprawiedliwiałam. Byłam żoną, matką i przyjaciółką… …Po latach, kiedy nasz syn już miał własną rodzinę, pojawiła się nieślubna córka Sławka, Ania. Chciała, byśmy przyjęli pod swój dach jej pięcioletnią córkę. Zdecydowaliśmy się – została naszą wnuczką. Dziś Alina ma 16 lat, dziadka Sławka uwielbia i zawsze powtarza, iż jest do mnie podobna z młodości, a ja tylko potakuję…

newsempire24.com 3 tygodni temu

PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ!

Marysiu, taka sprawa… No, pamiętasz moją nieślubną córkę Zosię? Michał mówił do mnie jak zza mgły, słowa układały się w zagmatwane arabeski. Ogarnęła mnie niepewność, jak czasem podczas snu, gdy dobrze wiesz, iż zbliża się coś niedobrego.

Czy ja pamiętam? Ja? Nie mogę zapomnieć! odpowiedziałam, siadając na lodowatym krześle, jakbym sadowiła się na pniu drzewa w obcym lesie.

choćby nie wiem jak ci to powiedzieć… Zosia prosi, żebym zabrał jej córeczkę, moją wnuczkę Michał mamrotał, wzrok tlił mu się pod rzęsami.

Skąd ten pomysł, Michałku? A gdzie mąż Zosi? Przepadł jak kamfora? ciekawość rozlała się we mnie jak ciepły kompot zimowym wieczorem.

Widzisz, Zosia już długo nie pożyje. Męża nie było, przepadł razem z zapachem jej dzieciństwa. Jej matka, kiedyś wyjechała za granicę, aż do Kanady i z nowym mężem zerwała wszelkie więzi. Zosia z matką się pokłóciła ostatecznie i u nikogo innego wsparcia nie zyska. Więc… prosi Michał szamotał się z własnymi myślami, unikając mojego spojrzenia.

I co zamierzasz, Michał? Jak chcesz to rozwiązać? już wiedziałam, jak postąpię, tylko czekałam, co on wymyśli.

Z tobą się radzę, Marysiu, jak powiesz, tak będzie Michał wreszcie spojrzał w moją stronę, jakby próbował mnie zajrzeć w duszę.

Sprytnie. To ty kiedyś zgrzeszyłeś, a teraz ja mam brać obcego dzieciaka na swoje ręce? rozbharzył mnie gniew na jego bezsilność.

Marysiu, przecież jesteśmy rodziną. Decyzję podejmijmy razem zaczął bronić swojego stanowiska, plącząc się coraz bardziej w kłębkach snu.

Patrzcie państwo, sobie nagrzeszył, a teraz rodziną się podpiera! Gdy ty podkochiwałeś się w Zosi, to czemu się ze mną nie skonsultowałeś? Przecież jestem twoją żoną! łzy pojawiły się pod powiekami, a ja uciekłam do pokoju pełnego cieni.

…W liceum spotykałam się z kolegą z klasy, Piotrkiem. Ale pewnego popołudnia do klasy wszedł nowy chłopak Sławek i wszystko inne zamarło. Z Piotrkiem zerwałam szybko. Sławek mnie zauważył, odprowadzał do domu, całował płatki moich policzków, rwał liliowce spod kina. Po tygodniu przyciągnął mnie do łóżka wtedy nie protestowałam, zakochałam się po uszy w Sławku. Szkołę skończyliśmy razem i Sławek ruszył do wojska, a ja wyłam na dworcu, ściskając go jakby miał nigdy nie wrócić. Miał służbę w innym mieście, gdzie panowały inne sny i inne pory roku.

Przez rok prowadziliśmy korespondencję; wreszcie Sławek przyjechał na przepustkę. Skakałam wokół niego jak wróbelek po oknie, a on szeptał mi do ucha obietnice:

Marysiu, wracam za rok i wtedy ślub choć dla mnie i tak już byłaś żoną.

Po tych słowach czułam, jak ciepło rozlewa się po ciele tafla jeziora topniejącego pod słońcem. Miałam ochotę się w nim zanurzyć. Tak to już ze mną będzie do końca życia: Sławek spojrzy we mnie tym swoim słodkim wzrokiem rozpływam się, jak śnieg w maju na łąkach.

Wyjechał z powrotem do wojskowego miasta, a ja codziennie śniłam o jego powrocie, ściskając się z wiarą i czułam się zaręczona. Po pół roku dostałam list: Sławek pisał, byśmy się rozstali jakby znalazł szczęście gdzieś w innym świecie i nie zamierzał wracać do naszego. Ja tymczasem pod sercem nosiłam już jego dziecko. O, proszę bardzo, miał być ślub, a tu proszę: obiecał, a zniknął. Babcia mówiła zawsze: Nie wierz makowi w kwiecie, ale lnu w narzucie.

Przyszedł czas urodził się Jaś. Piotrek, mój dawny chłopak, zaoferował pomoc. Przyjęłam ją, bo do nikogo innego nie miałam wtedy odwagi się zwrócić. Z Piotrkiem łączyło mnie coś więcej niż tylko przyjaźń ale nie liczyłam, iż los jeszcze mi Sławka zwróci.

Wyszedł nagle z cienia, wrócił, jak zjawa z minionych lat. Piotrek otworzył drzwi, a tam Sławek na progu. Ręce mu lekko drżały.

Mogę wejść? usłyszałam ten głos i aż zazgrzytało mi we śnie w zębach.

Proszę, skoro już przyszedłeś Piotrek wpuścił go z ociąganiem, oboje wiedzieliśmy, iż coś się zmienia.

Jaś, czując napięcie, wtulił się w Piotrka i zaczął płakać.

Piotrek, wyjdź z Jasiem na spacer nie mogłam zrozumieć, czy to jawa, czy sen.

Gdy wyszli, Sławek zapytał z zazdrością:

Twój mąż?

A co ci do tego? syknęłam. Po co przyszedłeś?

Stęskniłem się… A widzę, iż już masz rodzinę. Nie czekałaś powiedział cicho i już miał wychodzić.

Zostań, Sławek, powiedz po co przyszedłeś? Piotrek tylko pomaga. To twój syn, wychowuje go, gdy ciebie nie było, łkałam. Miłość do niego ostrożnie wracała we śnie.

Przyjechałem do ciebie, Marysiu. Przyjmiesz mnie z powrotem? spojrzał we mnie jak chłopiec, który nie wie, gdzie dom.

Chodź na obiad serce stanęło mi w gardle, znów wygrałam miłość, choć w śnie nie ma pewności, czy to nie tylko strzęp emocji.

Piotrek znów zszedł z mojej drogi. Mój Jaś potrzebował ojca, nie ojczyma. Piotrek w końcu ożenił się z kobietą, która miała już dwoje dzieci.

…Lata minęły jak film puszczony na odwrót. Sławek nigdy nie pokochał Jasia jak własnego syna. Traktował go chłodno, podejrzewał, iż to jednak dziecko Piotrka. Serca mu nie bolało, ja to wyczuwałam choćby przez sen. A sam był łasy na kobiece wdzięki, wiecznie rozbiegany w świecie spódnic; romansował z koleżankami, koleżankami koleżanek ja płakałam nocami, a rano parzyłam mu kawę, bo kochałam i nie było już odwrotu.

Może lepiej mi było być tą kochającą, nieświadomą nie musiałam kłamać ani wymyślać usprawiedliwień. Po prostu kochałam, a on był moim słońcem, cichym snem o szczęściu.

Czasem myślałam o rozstaniu, o ucieczce, ale nocą karciłam się: po co, gdzie pójdę? Sławek beze mnie zginie, przecież jestem mu i żoną, i matką, i przyjaciółką.

…Jego mamę zabrały cienie, gdy miał czternaście lat zmarła we śnie, może dlatego Sławek całe życie szukał czułości poza domem. Wszystko mu wybaczałam, żałowałam jak dziecka. Raz pokłóciliśmy się na dobre. Wygoniłam go, a on poszedł do krewnych. Miesiąc minął, już nie pamiętałam, o co poszło, a Sławka nie było. Musiałam ruszyć do ciotki Sławka. Zdziwiła się, widząc mnie w progu:

Marysiu, po co ci Sławek? On powiedział, iż się rozwiedliście, ma już nową dziewczynę.

Od niej dostałam adres tej dziewczyny. Pojechałam, oszołomiona snem.

Dzień dobry, czy mogę zawołać Sławka? próbowałam być grzeczna, a ona głośno zatrzasnęła drzwi, tak iż aż ściany zadudniły.

Sławek wrócił dopiero po roku. A tamta dziewczyna urodziła mu córkę Zosię. Do dziś winię się, iż wtedy go wygnałam. Może nie byłoby tej dziewczyny, może nie byłoby Zosi. Od tego czasu starałam się bardziej, zatraciłam się w dbaniu o dom, oddałam mu serce jak nigdy.

O Zosi nie rozmawialiśmy. Wydawało się, iż jeżeli tylko wspomnimy jej imię, wszystko rozsypie się w proch. Wymazywaliśmy temat z codzienności, jak śnieg przykrywa stare ślady na polu. Myślałam: Co tam, chłop się potknął, bywa. Ważne, by żadna drapieżnica więcej nie zaglądała do naszego gospodarstwa.

…Tak żyliśmy dalej, życie zwalniało, Sławek coraz spokojniejszy, przesiadywał w domu, oglądał Fakty, a Jaś ożenił się wcześnie i dał nam trzech wnuczków. I nagle…

Po latach pojawiła się nieślubna córka Zosia. Prosiła, byśmy przyjęli jej córeczkę pod swój dach.

Głowa mnie rozbolała choćby przez sen. Jak wyjaśnić Jankowi, skąd wzięła się u nas zupełnie obca dziewczynka? Przecież nie znał dawnych snów swojego taty.

Ostatecznie załatwiliśmy wszystko i zostaliśmy opiekunami pięcioletniej Ali. Zosia umarła szybko, jej mglista droga skończyła się, gdy miała trzydzieści lat. A przecież po każdym pogrzebie rośnie trawa, a życie płynie jak Wisła.

Sławek sam postanowił porozmawiać z Jankiem, powiedzieć mu, kim była Ala. Nasz syn tylko wzruszył ramionami:

Rodzice, to co było, już minęło. Ja wam nie będę sędzią. Dziewczynka to nasza krew trzeba ją przyjąć.

Odetchnęliśmy oboje, jakby nagle zniknęło całe zimowe powietrze z pokoju. Mądrego mamy syna, serce miękkie i mądre.

Ala ma dziś szesnaście lat, Sławka uwielbia, sekrety mu powierza, mnie babunią nazywa, mówi, iż wygląda jak ja, gdy byłam młoda. A ja przytakuję, chłonąc tę dziwną codzienność, rozmazaną, jak we śnie.

Idź do oryginalnego materiału