Ozzy & Black Sabbath: Back To The Beginning – recenzja filmu. Święto heavy metalu

popkulturowcy.pl 41 minut temu

Chociaż wśród przeciętnego Kowalskiego łatwiej jest znaleźć fana Sanah, Dawida Kwiatkowskiego czy Taylor Swift, niż Slayera albo Behemotha, to metal wciąż stanowi jedną z najbardziej wpływowych, silnych i charakterystycznych gałęzi muzyki. A gdzie metal ma swoje korzenie? Jedni powiedzą, iż w Helter Skelter Beatlesów. Inni, iż w zespołach Deep Purple i Led Zeppelin. A ja powiem inną, mało odkrywczą tezę – w Birmingham, w osobach Ozzy’ego, Tony’ego, Geezera i Billa, znanych również jako Black Sabbath.

31 grudnia 2018 roku, choć jeszcze o tym nie wie, Ozzy Osbourne daje swój ostatni koncert na pożegnalnej trasie No More Tours 2. Seria niefortunnych zdarzeń – jak uszkodzenie kręgosłupa i szereg operacji na nim, pogarszający się stan zdrowia wywołany rozwojem choroby Parkinsona czy w końcu COVID-19 – zmusiły najpierw do przekładania reszty trasy koncertowej, aż w końcu do jej całkowitego anulowania. Ozzy skupia się na nagrywaniu płyt – w 2020 premierę ma Ordinary Man, a 2 lata później Patient Number 9, który przynosi mu kolejne statuetki Grammy do kolekcji. Parkinson co raz bardziej daje się we znaki, a Ozzy ma tylko jedno marzenie – pożegnać się ze swoimi fanami na jednym, ostatnim gigu. 5 lutego 2025 roku ogłoszony zostaje Back to the Beginning.

Back to the Beginning miało być wieloma rzeczami. Po pierwsze koncertem charytatywnym – przychody z niego poszły do fundacji na rzecz walki z Parkinsonem. Po drugie – wielkim, całodniowym świętem metalu. Ostatni raz kiedy mogliśmy oglądać tyle gwiazd muzyki na jednej scenie, był najpewniej Live Aid – tyle, iż tu mieliśmy do czynienia ze śmietanką rocka i metalu. Slayer, Metallica, Anthrax, Tool, Pantera, Guns N’ Roses, Steven Tyler, Ronnie Wood, Tobias Forge, Gojira czy Alice in Chains. Robi wrażenie, prawda? No i w końcu po trzecie – pożegnaniem Ozzy’ego i Black Sabbath z fanami. Nikt jednak nie spodziewał się, iż będzie jakieś po czwarte. No więc, po czwarte – koncert okazał się również jedną z największych styp w historii świata. Legendarny wokalista Sabbathów zmarł zaledwie 17 dni po swoim ostatnim występie przed publicznością.

Przez to też, Back to the Beginning zyskało na znaczeniu jeszcze bardziej. I choć wiadomo było, iż w końcu ukaże się z tego wydarzenia jakiś film w szerszej dystrybucji, nikt nie sądził, iż będzie on montowany także jako hołd dla zmarłego Osbourne’a. Nie powiedziałbym jednak, iż to główny motyw tego muzycznego dokumentu, nie. Ozzy & Black Sabbath: Back To The Beginning to przede wszystkim 2.5 godziny heavy metalowej muzyki, wielkich nazwisk i oddanych fanów – szczęściarzy, którzy mogli tam być i cieszyć się każdą chwilą na stadionie Aston Villi w Birmingham (no, może poza momentami, gdy śpiewał Axl Rose).

Oryginalny zapis z Back to the Beginning trwa około 10 godzin i zawierał ponad 70 piosenek wykonywanych przez 19 muzyków i zespołów. W tym filmie skupiono się niemal wyłącznie na coverach piosenek Sabbathów i Ozzy’ego (a i tak nie zmieszczono wszystkich) oraz samych setach tytułowych artystów. Niektóre wybory w trakcie montażu są co najmniej kontrowersyjne. Dużo naprawdę dobrych występów mocno okrojono, niektóre całkowicie pominięto, a innym dano wybrzmieć zdecydowanie dłużej, niż na to zasługiwały (tak, Axl, znowu na Ciebie patrzę). Ciekawym zabiegiem było natomiast rozłożenie wykonów Ozzy’ego na cały dokument. Wiecie, na zasadzie 5-6 coverów, wjeżdża Ozzy z Mr. Crowley i znowu kilka coverów. Co mnie urzekło, a może choćby i zaszkliło me oczy, to wplatanie archiwalnych nagrań w trakcie setów ojców chrzestnych heavy metalu. Prosty zabieg, a ileż emocji!

To był najbardziej intensywny seans, na jakim byłem od dawien dawna. 150 minut tupania nóżką, grania na palcach i headbangingu. Nie chcę tego seansu porównywać do seksu, ale wychodząc z sali kinowej, byłem niemal tak samo usatysfakcjonowany i obolały, jak właśnie po tej czynności – o łezce w oku nie wspominając. jeżeli nie mieliście okazji obejrzeć Back to the Beginning w kinie, już w grudniu wyjdzie jego wydanie płytowe – polecam się zaopatrzyć w egzemplarz dla siebie i potomnych.

Idź do oryginalnego materiału