Karolina skulczyła się na kanapie, przyciskając dłonie do podbrzusza. Wszystko bolało, pulsowało i przypominało jej, co znów ją czeka. To samo za każdym razem: ostry ból, krwawienie, karetka, szpital i pustka w środku. To był poronienie, nie miała wątpliwości. Trzecie w ciągu dwóch lat, po wcześniejszym zanikającej ciąży, a jeszcze wcześniej aborcji. Tamta decyzja, za którą Karolina płaciła do dziś niemożnością zostania matką.
Drżącymi palcami sięgnęła po telefon, wybierając numer pogotowia. Pół godziny później ładowano ją do karetki, a ona między jednym skurczem a drugim zadzwoniła do Jakuba, by powiedzieć, iż nie będzie go na kolację.
Znowu? zapytał, ale Karolina choćby nie odpowiedziała. Po policzkach spływały łzy rozpaczy i rozczarowania sobą. Ile jeszcze razy? Dlaczego zawsze to samo? A może znała przyczynę tych powtarzających się tragedii? Gdyby wtedy nie poszła do podejrzanego lekarza, wszystko byłoby inaczej. Mogliby już mieć pięcioletnie dziecko. Ale dziecka nie było i najwyraźniej nigdy nie będzie.
Jak to boli wyszeptała, a lekarz tylko przykręcił kroplówkę i obojętnie na nią spojrzał.
Dwa dni w szpitalu wlokły się w nieskończoność. Potem wypis, Jakub z bukietem róż jak w wyreżyserowanym przedstawieniu.
Jesteś taka blada powiedział, a Karolina ledwo się uśmiechnęła. Nie miała powodu do radości. Nie potrafiła dać mężowi dziecka, to było oczywiste.
W drodze do domu, trzymając w dłoniach kwiaty, nagle odwróciła się do Jakuba:
Nie chcę już próbować. Nigdy nie urodzę ci dziecka.
Nie mów tak, jeszcze się uda próbował ją pocieszyć, ale Karolina tylko gorzko się uśmiechnęła.
Sam w to wierzysz? Pięć lat na marne. Ja prawie trzydziestka, ty trzydzieści pięć. Dość już tej gry w będziemy rodzicami. Lekarze mówią, iż nie ma szans. Może czas ich posłuchać?
Karol, będziemy mieli dzieci upierał się Jakub. Pamiętasz, co mówił profesor Nowak? Że są szanse, jeżeli będziemy trzymać się zaleceń.
A gdzie ten twój profesor?! Karolina niemal krzyknęła. Nie żyje od lat, a jego zalety poszły razem z nim do grobu! Koniec, Kuba. Nie chcę już męczyć ani ciebie, ani siebie.
Co przez to rozumiesz? zmarszczył brwi, nie odrywając wzroku od drogi.
Karolina wzięła głęboki oddech i odwróciła twarz do okna.
Rozstańmy się. Znajdziesz kobietę, która da ci dziecko, będziesz szczęśliwy. Ja nie zasługuję na twoją cierpliwość i troskę. Jestem pusta. Życie we mnie się nie zatrzymuje. Jestem do niczego.
Głos jej się załamał, ale Jakub złapał jej dłoń i przycisnął do ust.
Nie pleć głupot. Damy radę. Ludzie żyją bez dzieci, my też potrafimy. Szczęście nie zależy od tego.
Ale od ich ilości szepnęła przez łzy. Dość, Kuba. Nie odbierajmy ci szansy na ojcostwo.
Nie odbierajmy mi szansy na szczęście z tobą przerwał jej stanowczo.
Takim był zawsze: zakochanym w żonę, wybaczającym jej humory i gotowym znosić wszystko, byle tylko była przy nim. Długo o nią walczył, odpierał rywali, a gdy w końcu została jego żoną, uznał, iż niczego więcej nie potrzebuje. Może tylko malutkiej iskierki szczęścia ale los wciąż odmawiał im tego daru.
Jakub znał przeszłość Karoliny. Wiedział, iż przed nim była żoną starszego mężczyzny, którego narzucił jej tyrański ojciec. Wiedział o nieudanej aborcji, którą tamten zmusił ją do wykonania. To wszystko doprowadziło do obecnej sytuacji, ale nie dało się już tego zmienić. Karolina od lat była z Jakubem, z ojcem zerwała kontakt, choćby o młodszej siostrze, Weronice, prawie nic nie wiedziała.
Nie zdziwię się, jeżeli ojciec kiedyś zmuszą ją do małżeństwa z jakimś draniem dla własnej korzyści.
Weronika miała dwadzieścia dwa lata piękna, inteligentna, podobna do starszej siostry, ale uległa wobec ojca. Wychowywał córki sam, odsunął od nich wszystkie byłe żony, bo tak postanowił. Rządził nimi jak przedsiębiorstwem: pociągał za sznurki, podejmował decyzje, zmuszał do posłuszeństwa.
Karolina uciekła od niego w wieku dwudziestu czterech lat, poznała Jakuba i zerwała wszelkie więzi. Od tamtej pory ojciec zabronił jej kontaktów z Weroniką, więc gdy pewnego dnia młodsza siostra stanęła w progu ich domu, Karolina oniemiała.
Co się stało? spytała od razu, dopiero po chwili zauważając wypukły brzuch Weroniki.
Uciekłam od ojca szlochała Weronika, rzucając się jej w ramiona. Od powrotu ze szpitala minął tydzień, Karolina ledwo zaczęła dochodzić do siebie, a tu taki cios.
Czego chciał? spytała Karolina.
Chciał żebym usunęła ciążę.
Boże, jesteś w ciąży! Karolina osunęła się na krzesło, wpatrując się w siostrę. Z kim?
To nieważne. Kochałam go. Był żonaty, nie chciał dziecka. Ojciec powiedział, iż albo aborcja, albo sam zawiezie mnie do lekarza siłą.
Płakały razem. Weronika była tak krucha, bezbronna, a jednocześnie tak bliska. Nie widziały się od pięciu lat z brzydkiego kaczątka stała się piękną kobietą. Tylko ta zależność od ojca wszystko psuła. Karolina była pewna, iż za kilka dni siostra zechce wrócić. Nie mogła do tego dopuścić.
Jakub spokojnie przyjął obecność Weroniki. Nigdy nie sprzeciwiał się decyzjom żony. Kochał ją zbyt mocno, by się z nią kłócić, a Karolina nigdy nie wykorzystywała tego przeciwko niemu.
Minął tydzień i Weronika oznajmiła, iż nie może dłużej męczyć ojca swoją nieobecnością.
Nie puszczę cię! krzyknęła Karolina, chwytając ją za ręce. Chcesz, by zrobił krzywdę tobie i dziecku? Nie myślisz o sobie, to pomyśl o synu!
To za późno na aborcję, nikt nie zrobi tego w dwudziestym pierwszym tygodniu odparła pewnie Weronika.
Ale wywoła poród! zawołała Karolina. choćby nie zorientujesz się, gdy ci coś podrzuci. Wiesz, jakie to uczucie? Nie wiesz! A ja wiem!
Płacz i argumenty Kar











