Order Automatica – recenzja gry. Ile strategii można zmieścić w dziewięciu polach?

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Auto-battlery mają to do siebie, iż potrafią być dziwnie satysfakcjonujące. Ustawiamy jednostki, wybieramy ulepszenia, patrzymy na liczby, a później pozostaje nam już tylko obserwować, jak nasze decyzje sprawdzają się w walce. Order Automatica postanawia dodatkowo ograniczyć możliwości strategicznego wykazania się do dziewięciu pól ułożonych w prostą siatkę 3×3.

I choć początkowo może się wydawać, iż tak mała plansza gwałtownie stanie się nudna, jest dokładnie odwrotnie. Każde pole ma znaczenie, każda jednostka może wpłynąć na działanie pozostałych, a odpowiednie ustawienie potrafi całkowicie zmienić przebieg starcia. Problem w tym, iż im dłużej grałem, tym bardziej zauważałem, iż nie wszystkie z tych możliwości są sobie równe.

Najciekawszym elementem Order Automatica jest oczywiście wspomniana już plansza 3×3. Dziewięć miejsc nie brzmi jak szczególnie dużo, zwłaszcza kiedy gra oferuje ogromną liczbę jednostek i usprawnień. W praktyce jest to jednak wystarczająca przestrzeń, żeby kombinowanie z drużyną miało sens. Jednostki mogą wzajemnie na siebie wpływać, a ich odpowiednie ustawienie pozwala tworzyć różnego rodzaju synergie. Czasami wystarczy przesunąć jedną postać o jedno pole, żeby cały pomysł na nasz zespół zaczął działać zupełnie inaczej.

Dobrym pomysłem twórców jest danie graczowi podejrzeć układ przeciwnika przed rozpoczęciem walki. Dzięki temu nie musimy budować drużyny w ciemno. Możemy zobaczyć, z czym przyjdzie nam się zmierzyć, a następnie odpowiednio zmodyfikować swoje własne ustawienie. Każda kolejna walka staje się przez to małą łamigłówką, w której musimy znaleźć sposób na wykorzystanie naszych jednostek przeciwko konkretnemu przeciwnikowi.

Zobacz również: Security 51 – recenzja gry. Na straży przed zagładą świata…

Nie jest to przy tym gra, której trzeba poświęcić kilkadziesiąt godzin, żeby w ogóle zrozumieć jej zasady. Order Automatica jest stosunkowo przystępne, ale jednocześnie daje wystarczająco dużo możliwości, żeby pierwsze kilka godzin spędzić na eksperymentowaniu. Sprawdzanie kolejnych jednostek, usprawnień i kombinacji jest po prostu przyjemne. I właśnie wtedy gra pokazuje swoją najlepszą stronę.

Podsumowując powyższe, Order Automatica dobrze wykorzystuje klasyczny schemat auto-battlerów. Niewielka plansza sprawia, iż choćby drobne decyzje są istotne, a liczba dostępnych jednostek pozwala próbować różnych podejść. Gra nie jest szczególnie skomplikowana, ale zdecydowanie potrafi zmusić do zastanowienia się nad tym, co adekwatnie chcemy osiągnąć.

Zobacz również: Slay the Spire 2 – recenzja gry (Wczesny dostęp). Tak się robi kontynuację

I tutaj pojawia się mój największy problem z produkcją New Beings. Gra za gwałtownie pozwala znaleźć najlepszą strategię. Przez pierwsze godziny naprawdę dobrze bawiłem się, testując kolejne możliwości. Z czasem zacząłem jednak zauważać, iż część jednostek jest po prostu dużo lepsza od reszty. Nie chodzi o niewielkie różnice w skuteczności. Niektóre kombinacje są na tyle mocne, iż po ich odkryciu trudno znaleźć powód, żeby wracać do mniej efektywnych rozwiązań.

To trochę psuje jeden z najważniejszych elementów tego typu gier, czyli testowanie różnorodnych rozwiązań. Teoretycznie mamy mnóstwo jednostek i usprawnień, więc możliwości powinny być ogromne. W praktyce, gdy znajdziemy kilka wyjątkowo skutecznych kombinacji, pokusa korzystania z nich jest znacznie większa niż chęć dalszego bawienia się mniej opłacalnymi konfiguracjami. A szkoda, bo sam pomysł na system jest naprawdę dobry. Przydałoby mu się po prostu trochę więcej balansu.

Zobacz również: Majster Symulator – recenzja gry. Jak zarobić, a się nie narobić

Fot. Kadr z gry

Na szczęście Order Automatica nie zawodzi pod względem oprawy audiowizualnej. Graficznie mamy tutaj bardzo przyjemny pixel art, który przede wszystkim jest spójny. Zarówno jednostki oraz przeciwnicy, jak i otoczenie dobrze do siebie pasują, a animacje potrafią naprawdę cieszyć oko. Prosty, ale charakterystyczny wygląd zdecydowanie pasuje do niewielkiej skali całej produkcji.

Podobnie jest z muzyką. Nie zapadła mi szczególnie w pamięć, ale dobrze dokłada się do klimatu i nie przeszkadza podczas dłuższych sesji. W przypadku auto-battlera to w zasadzie wszystko, czego oczekuję.

Zobacz również: Deltarune Rozdział 5 – recenzja gry. W cieniu kwiatów

Order Automatica jest jednak grą, która dość gwałtownie pokazuje większość tego, co ma do zaoferowania. Trudno mi wyobrazić sobie, żebym miał ochotę siedzieć przy niej przez kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin. Nie jest to jednak koniecznie wada. Gra bardzo dobrze sprawdza się jako niewielka, konkretna produkcja, przy której można spędzić wieczór lub dwa za cenę zbliżoną do kawy na mieście, poeksperymentować z drużyną, znaleźć kilka ciekawych kombinacji i po prostu dobrze się bawić.

Szkoda tylko, iż po kilku godzinach jej ograniczenia zaczynają być równie widoczne jak jej zalety. Plansza 3×3 jest świetnym pomysłem, ale jednocześnie sprawia, iż kiedy znajdziemy najlepsze strategie, kilka pozostaje do odkrycia.

Zobacz również: Dystopicon – recenzja gry. Czas na telewizję

Fot. Kadr z gry

Podsumowując, Order Automatica nie jest najbardziej rozbudowanym auto-battlerem, w jakiego można w tej chwili zagrać. Nie próbuje też wymyślić gatunku na nowo. Zamiast tego bierze jego podstawowe założenia i zamyka je na planszy składającej się z zaledwie dziewięciu pól. I o dziwo działa to całkiem nieźle. Gra jest przyjemna, estetyczna i wystarczająco prosta, żeby gwałtownie wejść w jej zasady, a jednocześnie oferuje sporo możliwości kombinowania z jednostkami. Największym problemem pozostaje balans – po kilku godzinach łatwo zauważyć, które strategie są zwyczajnie najlepsze, co odbiera trochę sensu dalszemu eksperymentowaniu.

Mimo wszystko Order Automatica to solidny przedstawiciel swojego gatunku. o ile lubicie auto-battlery i szukacie czegoś niewielkiego na kilka wieczorów, zdecydowanie warto dać produkcji szansę.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z better. gaming agency. Dziękujemy!

fot. główna: Materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału