„Operacja Maldoror” – prosta droga do piekła [RECENZJA]

filmawka.pl 17 godzin temu

Ostatnie lata to zalew filmów i seriali fabularnych na podstawie życia bądź zbrodni mniej lub bardziej znanych morderców, które są szczególnie popularne na platformach streamingowych. Operacja Maldoror na papierze może wpisywać się w ten nurt, bo w końcu jest zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, gdy Belgią w latach 90. wstrząsnęła sprawa Marca Dutrouxa. „Potwór z Charleroi” został skazany na dożywocie za śmierć sześciu dziewcząt, a cała sytuacja odbiła się echem w całym kraju z powodu skrajnej niekompetencji organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. W rozmowie z portalem Deadline Fabrice du Welz przyznał, iż sprawa Dutroux wstrząsnęła nim, gdy miał 20 lat i zawsze chciał nakręcić film o tej historii, do czego ostatecznie zainspirowało go Pewnego razu… w Hollywood Quentina Tarantino, w którym amerykański reżyser przepisał historię Sharon Tate.

„Operacja Maldoror” / materiały prasowe Velvet Spoon

Du Welz w Operacji Maldoror robi coś podobnego – bierze na tapet zbrodnie dokonane przez Marca Dutrouxa, wokół których obudowuje całą opowieść, dopisując wątek siatki pedofilskiej wśród wysoko postawionych osób. Głównym bohaterem filmu uczynił młodego żandarma Paula Chartiera (Anthony Bajon), który zostaje jednym z funkcjonariuszy mających rozwiązać całą sprawę. Z racji fatalnego stanu służb porządkowych w Belgii cała tytułowa operacja nie jest sformalizowana i ogranicza się do małej grupki ludzi, która początkowo ma na celu odnalezienie dwóch zaginionych dziewczynek. Głównym podejrzanym zostaje Marcel Dedieu (grany przez Sergiego Lópeza odpowiednik Dutrouxa), którego Chartier obserwuje wraz ze swoim partnerem Luisem Catano (Alexis Manenti).

Belgijski reżyser nie spieszy się i początkowo skupia się na życiu prywatnym głównego bohatera, który wżenia się w bogatą włoską rodzinę. Scena wesela rodem z Łowcy jeleni Michaela Cimino jest niczym preludium do powolnego, ale systematycznego schodzenia w mroczny głąb ludzkiej psychiki. W toku śledztwa młodego i ambitnego żandarma czeka wiele przeszkód na czele z cynicznym przełożonym Hinkelem, który nie chce podejmować nadmiernego ryzyka, aby nie ucierpiał jego wizerunek. Ta relacja jest jedną z kilku, w których Du Welz przedstawia patologie i nieudolność belgijskich służb, mających na widelcu głównego podejrzanego w całej sprawie. To wszystko tylko potęguje obsesję Chartiera, co odbija się na jego relacjach nie tylko ze współpracownikami, ale także z bliskimi i ciągnie go w stronę coraz bardziej radykalnych rozwiązań.

„Operacja Maldoror” / materiały prasowe Velvet Spoon

Operacja Maldoror jest najdłuższym filmem Du Welza, gdyż trwa blisko dwie i pół godziny, ale mimo nie najszybszego tempa akcji reżyser utrzymuje uwagę poprzez podrzucanie kolejnych tropów i zaplanowanie w przemyślany sposób zwrotów akcji, zmieniających dynamikę całego śledztwa. Sekwencji akcji jest jak na lekarstwo, ale w nich objawia się świetne i pomysłowe prowadzenie kamery i montaż, które nie pozwalają oderwać wzroku (szczególnie sekwencja w domu Chartiera). Jednocześnie widz jest o krok przed bohaterem, gdyż reżyser przedstawia najważniejsze wydarzenia z punktu widzenia zarówno Chartiera jak i osób, które ściga, co tylko pozwala jeszcze bardziej empatyzować z Paulem w walce o sprawiedliwość. Du Welzowi przy tym udała się niełatwa sztuka, bo chociaż opowiada o zbrodniach pedofila, to nie ukazuje ich wprost, a i tak oddaje obrzydliwość, zło i zwyrodnienie. Wystarczy do tego fantastycznie zagrana główna rola i kilka sugestywnych, niepokojących scen, które i tak wywołują dreszcze na plecach. Nie oznacza to jednak, iż w Operacji Maldoror brakuje mocnych wrażeń. Wyrywanie skóry z włosami, odcinanie kończyny – to wszystko tu jest, ale nie ma związku z głównymi ofiarami działań filmowych zwyrodnialców. Przygnębiającą atmosferę potęguje dosyć ponura paleta barw, surowość Belgii lat 90. ubiegłego wieku i zagłębianie się w skorumpowany, pełen powiązań system sprawiający, iż młody i pełen ideałów bohater przechodzi radykalną przemianę z uśmiechniętego pana młodego w obsesyjnego „ostatniego sprawiedliwego”, po którego upomina się przeszłość związana z wychowaniem się w półświatku przestępczym.

„Operacja Maldoror” / materiały prasowe Velvet Spoon

Reżyser we wspomnianym wyżej wywiadzie, mówiąc o inspiracji filmem Tarantino, podkreślał, iż jest fanem kina i to widać. Paul Chartier to krzyżówka postaci Franka Serpico z filmu Sidneya Lumeta czy bohaterów z filmów Davida Finchera (Siedem czy Zodiak). Z jednej strony musi zmagać się z całym systemem, który rzuca mu kłody pod nogi, a z drugiej za wszelką cenę dąży do odkrycia prawdy i wymierzenia sprawiedliwości. Walka z przełożonymi pod wieloma względami przypomina też nieco zapomniany dziś thriller HBO pt. Obywatel X, w którym radzieckie władze bagatelizowały działania seryjnego mordercy.

Wszelkich powiązań można się jeszcze długo doszukiwać, ale, co najważniejsze, Operacja Maldoror stoi na własnych, europejskich i silnych nogach. To pełnokrwisty, ponury thriller przedstawiający obraz Belgii w latach 90., w której trudno o szukanie sprawiedliwości w życiu. Jednocześnie za sprawą wątku o szajkach pedofilów dobrze wpisuje się we współczesne teorie na temat tego typu budzących grozę praktyk. Anthony Bajon i Sergi López w tym filmie są niczym dwie strony monety – Chartier stopniowo nasiąka bezwzględnością i złem uosabianym przez Dedieu. Idealnym tego podsumowaniem jest finał, w którym Du Welz pozostawia widza z gorzką konstatacją. Po niej choćby wiosenne słońce po wyjściu z kina może lekko zblednąć.

Korekta: Marta Tychowska
Idź do oryginalnego materiału